Indeksy GPW rosły już przed redukcją stóp procentowych...
RPP obniżając stopy procentowe o 50 punktów bazowych spełniła życzenia inwestorów. Jednak obniżka w takie skali nie była w stanie spowodować wzrostów wyższych niż 2 proc.
We wtorek większość specjalistów uważała, że duże wzrosty na giełdzie może spowodować obniżka stóp procentowych o minimum 50 pkt bazowych. Jednak z drugiej strony mało kto wierzył, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na taki krok.
Władze monetarne zrobiły inwestorom miłą niespodziankę, ale po reakcji rynku widać, że to jeszcze za mało, by wprawić inwestorów w dobre nastroje. Reakcja rynku była umiarkowana — WIG 20 wzrósł o 2 proc., a WIG o 1,6 proc.
W momencie, gdy rada podała decyzję o redukcji stóp procentowych, WIG 20 i tak zyskiwał już blisko 1,6 proc. Chwilę później widoczny był kosmetyczny wzrost o 0,2 proc. Kolejne minuty nie przyniosły większego ożywienia. Indeks największych spółek zyskiwał od 1,5 do 1,8 proc.
— Redukcja stóp powinna być odebrana jako istotny impuls do silniejszych wzrostów. Tak się jednak nie stało. Z drugiej strony, to dobrze, że nie obserwowaliśmy gwałtownego odbicia. Stworzyłoby to tylko okazję do wyjścia z rynku kolejnym inwestorom, co mogłoby mieć przykre konsekwencje na kolejnych sesjach — mówi Katarzyna Płaczek, dyrektor działu inwestycji własnych BDM.
Dopiero pod koniec środowych notowań WIG 20 widoczne były nieco większe wzrosty — nawet 2,1 proc. Ostatecznie indeks WIG 20 zyskał 1,97 proc., a jego wartość wyniosła 1074 punkty. Wartość handlu akcjami największych spółek nieznacznie przekroczyła 100 mln zł. Zdaniem analityków, to stanowczo za mało, by oczekiwać trwałego trendu wzrostowego na giełdzie.
— Być może inwestorzy przeczuwają, że warszawski parkiet stoi przed falą spadków i w związku z tym wolą na razie nie angażować się w akcje — twierdzi wielu analityków.
Chodź reakcja rynku na obniżkę stóp procentowych była niewielka, trzeba podkreślić, że oddaliła indeks WIG 20 od psychologicznego poziomu tysiąca punktów.
W środę rosła też wartość indeksów zachodnich giełd. Tu jednak scenariusz był nieco inny niż w Warszawie. Tuż po godzinie 10.00 wzrosty był znaczne i sięgały nawet 3 proc. Pod koniec sesji entuzjazm graczy słabł, a DAX, CAC 40 i FTSE miały duże problemy z utrzymaniem poziomu z początku notowań.
Być może decyzja Rady Polityki Pieniężnej o kolejnej, szóstej już w tym roku redukcji stóp, znajdzie uznanie w oczach inwestorów na kolejnych sesjach.
— Cięcie stóp to dobra informacja dla giełdowych inwestorów, która powinna przyczynić się do poprawy koniunktury. Myślę, że dyskontowanie obniżki może potrwać nawet kilka dni — przyznaje Marek Świętoń, analityk ING IM Polska.
Jednak decydująca o koniunkturze na warszawskim parkiecie powinna być sytuacja na światowych giełdach. A ta, mimo środowych wzrostów, wcale się nie poprawia.
...a zagranicznym pomógł niemiecki wskaźnik Ifo
Inwestorzy na chwilę odetchnęli z ulgą. W środę europejskie indeksy, przede wszystkim frankfurcki DAX, wreszcie zaczęły rosnąć. To tylko korekta — ostrzegają specjaliści.
Indeksy zachodnich giełd w środę też miały powody do wzrostów. Bohaterem dnia był rynek akcji we Frankfurcie, który po spadkach trwających już od dwóch tygodni wreszcie odbił się od dna, gdy okazało się, że wrześniowy wskaźnik obrazujący nastroje niemieckich przedsiębiorstw (Ifo) jest zgodny z oczekiwaniami (88,2 pkt wobec prognozy 88,2 pkt).
Indeks DAX leci w dół od 11 września. Wówczas znajdował się na poziomie 3584 pkt. Najwięcej DAX stracił 17 września — 165 pkt (4,99 proc.). We wtorek indeks był wart zaledwie 2873 pkt — o 19,8 proc. mniej niż dwa tygodnie wcześniej.
W środę to giełda we Frankfurcie dała sygnał do wzrostów. Krótko po 10.00, gdy opublikowano wskaźnik Ifo tamtejszy indeks DAX zyskał blisko 3,4 proc. Zaraz potem okazało się, że londyński indeks FTSE rośnie prawie 2,6 proc., a francuski CAC 40 nawet 3,8 proc.
Zwyżkowały też giełdy w Amsterdamie (EOE zyskał 4,3 proc.) i Madrycie (IBEX 35 zyskał 2,6 proc.). Przed południem szwajcarski SMI notował wzrost o 3 proc., a szwedzki Stockholm SF Gen o 2,6 proc.
W ślad za największymi giełdami europejskiego rynku podążała GPW. Rodzimi inwestorzy nie bacząc na to, że ostatnio GPW w dużo mniejszym stopniu poddawała się przecenie, znów chętnie kupowali akcje Orlenu, TP SA oraz Pekao SA. Działo się to jeszcze przed ogłoszeniem decyzji RPP w sprawie wysokości stóp procentowych. WIG 20 po godzinie 10.00 zyskiwał nawet 1,8 proc.
Mimo wczorajszego dość silnego odbicia specjaliści ostrzegają, że to tylko zwykła korekta, a giełdy czeka kolejna fala spadków.
— Nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że mamy do czynienia z pojawieniem się trendu wzrostowego. Wczorajsze odbicie należy traktować jako korektę techniczną. Oczekuję, że po niej przyjdzie jeszcze głębsza wyprzedaż, niż ta obserwowana w ostatnich dniach. Dopiero po tak dramatycznej przecenie powinno nastąpić odbicie, które może potrwać nawet kilka miesięcy — prognozuje Grzegorz Cimochowski, wiceprezes GTFI.
Również Marek Świętoń, analityk ING IM, uważa, że wczorajszą zwyżkę należy traktować jako korektę, która poprzedza dalszą falę spadków.
Najbliższe sesje zdominują informacje zza oceanu. Dziś opublikowany zostanie wskaźnik zamówień na dobra trwałego użytku w USA, a jutro dane o PKB w II kwartale.
Podobnej tendencji spodziewają się analitycy w Warszawie.
— Istnieje poważne ryzyko, że w najbliższym czasie WIG 20 może spaść poniżej 1000 punktów. Spadek indeksu poniżej tego psychologicznego poziomu mógłby wymusić na wielu inwestorach paniczną wyprzedaż akcji. To z kolei stworzyłoby okazję do tanich zakupów. Po fali silnej przeceny powinna przyjść poprawa koniunktury, a indeksy mogą wzrosnąć o 20 proc. — podkreśla Grzegorz Cimochowski.