Europejskie wyznanie wiary

Bartłomiej Nowak
opublikowano: 2011-07-08 00:00

Polska kłótnia w Parlamencie Europejskim skupiła uwagę naszych mediów. Z lubością pokazywały też ostre wystąpienia dwóch nic nieznaczących posłów zagranicznych. Podkreślały również optymistyczne przesłanie przemówienia premiera Donalda Tuska, ale mało kto pytał o zawartość. Faktycznym wyznacznikiem tego, co działo się w Strasburgu, była jednak ziejąca pustką sala.

UE potrzebuje optymizmu i dobrze, że polski rząd tak do prezydencji podchodzi. Tylko że optymizm nie zastąpi dyskusji o problemach Unii. Do niedawna 90 proc. działań prezydencji było zaplanowane i wynikało z kalendarza legislacyjnego. I choć reszta — kryzysowe zarządzanie bieżącymi wydarzeniami — decydowała o wizerunkowym sukcesie prezydencji, to stopień ryzyka był umiarkowany. Dzisiaj możemy oczekiwać nieoczekiwanego.

Nie rozumiem, dlaczego premier zbagatelizował problem grecki. Chcę wierzyć, iż po prostu uznał, że jeśli Polska nie jest w strefie euro, to nie ma możliwości wpływać na cały proces. Lepiej więc się nie wychylać. Strategia ta jest symptomatyczna przed grudniową konferencją klimatyczną w Durbanie. Będzie to największe wydarzenie międzynarodowe w czasie naszej prezydencji. Rząd polski ani słowem nie wspomniał o tym w priorytetach. Realiści powiedzą, że słusznie, bo konferencja klimatyczna zakończy się porażką. Tyle że samotne polskie czerwcowe weto w Radzie UE w sprawie redukcji emisji CO2 mówi więcej niż takie proste kalkulacje. Czy to dobra strategia? Brak sojuszników powinien być dzwonkiem alarmowym.

Gdy w 2005 r. Wielka Brytania obejmowała prezydencję, jej premier Tony Blair wygłosił bodaj najlepszą europarlamentarną mowę zakończoną owacją na stojąco. Tym większe było rozczarowanie pół roku później. Donald Tusk na początku pozostawia po sobie wrażenie optymizmu i wiary w Europę, ale bez wielkich oczekiwań na to półrocze. Między wierszami sugeruje też, że nie należy przywiązywać się do programu. Chce po prostu radzić sobie w niepewnych okolicznościach. Jest idealistą bez złudzeń. To rozsądne: UE jest wciąż dobrym projektem i powinna polegać na wartościach, które przyniosły jej sukces. Tyle że dziś trzeba je pogodzić z rzeczywistością, w której żyjemy.