Praktycznie każdy większy spadek będzie oznaczał opuszczenie dołem tej figury i tym samym postanie średnioterminowego sygnału sprzedaży. Jedynymi pozytywnym akcentem wczorajszego dnia była niska aktywność inwestorów, co pokazuje, że to nie zwiększona podaż, ale głównie brak popytu, odpowiada za słabość naszej giełdy.
Potwierdza się przy tym nasza diagnoza sprowadzająca się do tego, że przy
braku większej chęci do kupna akcji, koniunktura na rynku zależy głównie od
podaży. Ta zaś jest w dużym stopniu uzależniona od rozwoju wypadków na świecie.
To potwierdzało się wczoraj, kiedy nasz rynek spadał wraz z innymi parkietami ze
Starego Kontynentu.
Słabości rynków europejskich trudno się było
dziwić. Z jednej strony, była ona pochodną wtorkowego spadku w USA, z drugiej
pojawiło się szereg bardzo złych doniesień makroekonomicznych. Nastroje
konsumentów w Wielkiej Brytanii okazały się najgorsze od czterech lat, ale tylko
dlatego od tego czasu, że od 2004 r. jest wyliczany indeks optymizmu przez
Nationwide Building Society. Widac, że w Europie, jeszcze bardziej niż w USA,
słabe nastroje konsumentów przekładają się na sprzedaż detaliczną. Ta w strefie
euro w kwietniu spadła aż o 2,9% r/r, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło.
Sygnałów o kłopotach brytyjskiej gospodarki było więcej. Pierwszy raz od pięciu
lat spadł poniżej 50 pkt indeks PMI dla sektora usług, obrazujący aktywność tej
częsci gospodarki.
To oznacza pojawienie się zjawisk recesyjnych w sektorze usług, który w
dojrzałych gospodarkach jest kluczowy z punktu widzenia kondycji gospodarek.
Niekorzystne wiadomości napływały też z Ameryki. Zwracała uwagę głównie malejąca
aktywność na rynku kredytów hipotecznych ? w minionym tygodniu wniosków o nie
było najmniej od 6 lat. Ostre cięcia miejsc pracy zapowiadają amerykańskie
firmy, co było widać w ankiecie Challengera. Ilość planowanych zwolnień była w
maju największa od grudnia 2005 r. Widać więc, że oznaki spowolnienia widoczne
są w coraz większej ilości dojrzałych gospodarek. Potwierdziły to prognozy OECD,
w których obniżono szacunki wzrostu 30 gospodarek (najbardziej rozwiniętych
państw świata) z tej organizacji nie tylko na obecny rok, ale i przyszły. W 2008
r. ich PKB ma podnieść się o 1,8%, a w 2009 o 1,7%. To oznacza, że spowolnienie
będzie widoczne także w przyszłym roku. Taka perspektywa to zła wiadomość dla
giełd, które liczą na stopniowe odbudowywanie się koniunktury od II połowy tego
roku.
W natłoku złych wiadomości ginęły te korzystniejsze, czyli
utrzymanie się wskaźników PMI dla sektora usług w Niemczech i strefie euro
powyżej 50 pkt (niewiele ponad tym poziomem, wiec zostało to odebrane jako
oznaka stagnacji, a nie poprawy sytuacji), czy też lepszy od spodziewanego
raport ADP na temat ilości miejsc pracy w sektorze prywatnym w USA, który
nieoczekiwanie przyniósł wzrost o 40 tys. Wskaźnik ISM dla sektora usług w
Ameryce wpisał się w schemat poprzednio publikowanych danych ? wypadł nieco
lepiej od oczekiwań, ale gorzej niż miesiąc wcześniej. Jego interpretacja nie
była więc jednoznaczna.
W tej sytuacji Amerykańska giełda nie dała
rady się odbić, potwierdzając słabszą kondycję. Uwagę zwraca, że drugi kolejny
dzień odnotowaliśmy w Stanach Zjednoczonych pokaźne obroty, co może oznaczać, że
jednak dzieją się tam rzeczy decydujące o koniunkturze na dłużej. Na razie
diagnoza jest prosta ? S&P 500 po przełamaniu 2-miesięcznej linii trendu,
wykonał w minionym tygodniu ruch powrotny do niej. W tym tygodniu zakończył się
on i rynek stanął przed perspektywą dalszego spadku. To się zresztą
dzieje.
Dziś nasza giełda będzie próbowała odbić się od wsparcia na
wysokości 45,5 tys. pkt dla WIG. Uwagę przyciągać będą głównie decyzje banków
centralnych o stopach procentowych oraz ilość niespłacanych kredytów
hipotecznych w USA.