Fabryka Formy stworzy sieć klubów

opublikowano: 20-04-2012, 00:00

Na polskim rynku fitness nie ma dużej konkurencji. Fabryka Formy wypełnia niszę, wspierając się dobrym marketingiem.

W Polsce w branży fitness jest jeszcze wiele do zrobienia. Niszę zidentyfikowali twórcy poznańskiej Fabryki Formy, kiedy w 2009 r. zakładali spółkę. Potrzeba było kilku miesięcy, żeby klub przekonał do siebie klientów i zaczął zarabiać. Dzisiaj odwiedza go codziennie około tysiąca klientów, którzy powoli przestają się mieścić na 3 tys. mkw. Na koniec 2011 r. Fabryka Formy odnotowała najwyższe obłożenie obiektu na poziomie 93 proc. Przychody ze sprzedaży w czwartym kwartale wzrosły o 40 proc. w stosunku do ub.r. i sięgnęły 4,1 mln zł. Zysk netto wyniósł 0,9 mln zł.

Niedługo Fabryka Formy będzie mogła zaoferować klientom więcej przestrzeni — w ciągu najbliższych 2-3 lat planuje stworzyć sieć klubów w różnych miastach Polski. Zadebiutowała na NewConnect i w marcu podpisała umowę inwestycyjną z notowanym na GPW Benefit Systems, który będzie dysponował nie mniej niż 25 proc. głosów na walnym zgromadzeniu.

— Pieniądze pozyskane z emisji przeznaczone zostaną na realizację strategii zakładającej stworzenie sieci klubów pod naszą marką. Planujemy otwarcie dwóch dużych placówek w Poznaniu — pierwszą do końca 2012 r. oraz drugą do końca 2013 r. W dalszej perspektywie zakładamy rozszerzenie działalności o kolejne inwestycje na terenie innych miast, zarówno przy zaangażowaniu własnym, jak i poprzez model franczyzowy — zapowiada Ireneusz Sęk, prezes Fabryki Formy.

Dodaje, że Benefit Systems jest znaczącym partnerem dla Fabryki Formy i generuje ponad 20 proc. jej przychodów. Obie firmy łączy wspólna synergia działań związanych z rozwojem rynku fitness w Polsce. Chodzi o to, żeby stworzyć nie jak największą sieć klubów, ale sieć klubów dobrze zarządzanych.

— W Polsce branża fitness dopiero raczkuje. Jesteśmy jakieś 20 lat w tyle za Europą Zachodnią i USA. Teraz wystarczy u nas dobrze to robić. Jeszcze nie trzeba walczyć z konkurencją, której po prostu nie ma — twierdzi prezes Fabryki Formy.

Szacuje, że na Zachodzie 4 razy więcej ludzi regularnie ćwiczy. U nas też co prawda istnieje wiele mniejszych i większychsiłowni i klubów fitness. Jednak Ireneusz Sęk zarzuca im, że często poruszają się one na rynku fitness dość nieudolnie.

— Wiele z tych firm nie promuje się w żaden sposób, wydaje im się, że wystarczy otworzyć swoje drzwi i klienci sami przyjdą — podkreśla prezes. Trafienie w branżę perspektywiczną, która jeszcze nie została odpowiednio zagospodarowana, to jedno. Ale potrzebne są też działania marketingowe.

— My wiemy, jak się promować. Nawet w okresach mniejszego natężenia zainteresowania fitnessem, np. latem, kiedy można uprawiać sport na świeżym powietrzu, nie odnotowujemy spadku przychodów — chwali się Ireneusz Sęk.

Jego zdaniem, odpowiedni dział sprzedaży to serce każdej firmy. Generuje on nawet 90 proc. przychodów. Nawet najlepiej zarządzana firma bez takiego działu może łatwo upaść. Tymczasem wiele niewielkich rodzinnych klubów takich działów nie posiada.

Natomiast Fabryka Formy nawet w trudniejszej sytuacji gospodarczej czuje się pewnie. Jej przedstawiciele nie mają wątpliwości, że stworzenie sieci będzie kolejnym sukcesem. W najbliższych latach spodziewają się nawet kilkusetprocentowego wzrostu przychodów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy