Fabryka przyjemności zwalnia

Lotte Wedel zwalnia grupowo, wyników sprzedaży nie ujawnia. Głośno o tym, że zastąpi krajowe marki japońskimi

Mieszanka wedlowska jest doskonała do spożycia, ale mieszanka japońskich planów biznesowych z polskimi realiami prowadzi do zupełnie innego smaku. Ten rok miał upłynąć Lotte Wedel na przygotowaniach do inwestycji w fabrykę w Świdnicy. W lipcu firma jednak wycofała wniosek o unijny grant, który miał ją sfinansować.

Tłumaczyła wówczas, że „szczegółowy plan dotyczący skali tej inwestycji, jak również zatrudnienia, musi być raz jeszcze przeanalizowany”, ale plany budowy podtrzymała. Kilka tygodni temu ogłosiła plan zwolnień grupowych, który obejmuje 74 osoby, a rynek huczy od spekulacji, jakie będą kolejne ruchy japońskiego koncernu Lotte.

— Zmiana w zatrudnieniu, jaką musieliśmy przeprowadzić, wynikała z konieczności uproszczenia dotychczasowych struktur i dostosowania ich do nowej sytuacji ekonomicznej, jak również skali obecnych działań — mówi Marta Pokutycka, kierownik komunikacji w Lotte Wedel. Z naszych informacji wynika, że pracę stracą głównie osoby związane ze sprzedażą — zarówno pracownicy biurowi, jak i przedstawiciele handlowi. Spółka liczyła, że co najmniej kilkuprocentowy wzrost sprzedaży zapewnią jej działania związane z EURO 2012 — Wedel zainwestował w sponsoring i inne formy marketingu kilkadziesiąt milionów złotych.

— Analizując wyniki rozpoznawalności marki jako sponsora EURO 2012, odnieśliśmy duży sukces wizerunkowy. Drugi aspekt to oczywiście sprzedaż naszych produktów. Jesteśmy zadowoleni z wyników naszej promocji konsumenckiej, niemniej jednak udało nam się wyciągnąć również kilka wniosków na przyszłość, jak również wiele się nauczyć — twierdzi Marta Pokutycka.

Spółka ma 13,2 proc. udziału w rynku producentów markowych wyrobów czekoladowych i zajmuje drugie miejsce. Liderem jest Kraft Foods z udziałem sięgającym prawie 14 proc. (dane Nielsen dla Wedel za lipiec 2011 — czerwiec 2012).

— Nie jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedaży. Normalnie w sierpniu rozpoczynał się dla branży okres żniw i zakłady pracowały pełną parą, również i my. W tym roku tak nie jest — mówi Dariusz Skorek, przewodniczący NSZZ Solidarność w Lotte Wedel. Informacji o wykorzystaniu mocy produkcyjnych Marta Pokutycka nie chce ujawnić.

— Niemożliwe jest również dosłowne porównanie się do lat ubiegłych, ponieważ zmieniła się struktura produkcji, ze względu na fakt zmiany właściciela oraz bardziej samodzielne funkcjonowanie firmy. W ostatnim czasie dokonaliśmy również sporo inwestycji w park maszynowy, co daje nam dużo większe możliwości produkcyjne — twierdzi kierownik komunikacji w Wedlu.

— Musimy odbudować kanały eksportowe, które były kiedyś bardzo silne, a w czasach, gdy należeliśmy do Cadbury, niemal całkowicie zamarły — mówi Dariusz Skorek.

— Wedel eksportuje produkty do wielu krajów, zarówno w Europie, jak i na świecie. Niemniej jednak w najbliższych planach mamy zamiar zintensyfikować działania w tym obszarze — zapowiada Marta Pokutycka.

Nie chce udzielić informacji, na które rynki zagraniczne trafiają dostawy z Wedla i jak są duże. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że w Polsce spółka chce wprowadzić znane z rynków azjatyckich ryżowe ciasteczka oblane czekoladą. Rozważa też wejście w segment gum do żucia.

— Zgodnie z naszymi deklaracjami [na temat wprowadzenia produktów z portfela Lotte — red.] pracujemy nad tym tematem, natomiast jak zawsze wolimy informować o już zrealizowanych działaniach niż o planach — mówi Marta Pokutycka.

— Po Japończykach cała branża spodziewa się, że raczej przeprowadzą solidną restrukturyzację portfela i w miejsce produktów, które mają za słabe udziały rynkowe, wprowadzą te sprawdzone u siebie — komentuje anonimowy menedżer wysokiej rangi z branży słodyczy.

OKIEM EKSPERTA

Walka o rentowność

MAREK PRZEŹDZIAK

sekretarz generalny Polbisco Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych

Branża słodyczy zmaga się z pogarszającą się rentownością, co jest efektem rosnących cen surowców, których firmy handlowe nie pozwalają nam przerzucić na ceny produktów. W naszym, a przede wszystkim naszych konsumentów, interesie nie jest też mechaniczne przerzucanie kosztów produkcji. W dobrych czasach rentowność wynosiła 4-6 proc., teraz, zwłaszcza w przypadku mniejszych firm, jest dużo niższa. Rentowność spółek cukrowych, które są naszymi dostawcami, przekracza 16 proc., ale z powodu limitów na rynku cukru jego ceny nie spadają. Dlatego walczymy jako branża o reformę rynku, by podaż mogła być zwiększona, co w sposób naturalny wymusi konkurencję cenową wśród dostawców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, TR

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu