Fachowcy atakują telewizję

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-10-21 00:00

I komu to przeszkadzało? Do tej pory dwóch ludzi kierowało Telewizją Polską, zarząd był dwuosobowy. I wszystko się kręciło, na wszystko był czas, nagrody sypały się zewsząd. Ale cóż: Robert Kwiatkowski, prezes TVP, znał się na wszystkim. Zarządzanie ogromnym przedsiębiorstwem i zespołem ludzkim? A cóż w tym trudnego? Przecież każda gospodyni domowa może zostać szefem państwa nawet. Finanse? — przecież prezes liczyć potrafi, a każda gospodyni zarządza budżetem. Nowe technologie? Przecież już umie obsługiwać komputer i komórkę (nawet wie — teraz to już na pewno — co to billingi). Marketing i reklama? — przecież udowodnił, że potrafi — jak nikt — dbać o własny wizerunek. No, a już najłatwiejsze to było programowanie telewizji. Jak czegoś nie był pewien, to wiedział kogo zapytać. A ten ktoś, to nawet jak się mylił, to i tak miał rację. No i prezes Kwiatkowski miał jeszcze do pomocy drugą część zarządu, w postaci Tadeusza Skoczka, i wierną gwardię telewizyjnych pretorian.

Od pewnego czasu jednak, nie wiedzieć czemu, wokół prezesa Kwiatkowskiego zaczęło się robić coraz luźniej. Jakby ujawniały się powoli objawy jakiejś dżumy, albo innej cholery. Taki ostracyzm był, na dłuższą metę, trudny do zaakceptowania i Rada Nadzorcza TVP (w trosce itd. itp.) rozpisała konkurs na pięciu członków zarządu: prezesa koordynatora, programowego, od marketingu i reklamy, nowych technologii i finansów, nawet.

No i otworzyła się „puszka z Pandorą”. Zaczęli zgłaszać się ludzie, którzy przynajmniej dają szansę. Na co? Na zmianę obrazu TVP: Dubaniowski, były członek KRRiT, na prezesa, Mistewicz, laureat „polskiego Pulitzera”, na programowego, Gaweł, twórca potęgi oddziału Lintasa, na odpowiedzialnego za marketing i reklamę... Prawdziwy koniec świata. Jeszcze nie tak dawno wystarczył SMS, jak choćby ten od Halbera do Kwiatkowskiego: „Może byś wrócił do Piotrka Urbankowskiego. To jest świetny koleś, pracowity i lojalny, lubię go i cenię. Precz z siepactwem. Chwała nam i naszym kolegom. Ch... precz” (w oryginale było nie ch..., ale h..., i zapewne z tej przyczyny Halber skarżył Rokitę za ujawnienie tego faktu) i wszystko było jasne. A teraz konkursy, procedury, korowody. Chyba się komuś w głowie poprzewracało — przecież było tak fajnie. I wesoło.