Famur daje za mało właścicielowi Kopeksu

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2014-01-07 00:00

Pomysł dobry, ale przy takim parytecie jest niewykonalny — tak o proponowanym przez Famur połączeniu z Kopeksem mówią analitycy

Famur, który zachęca do połączenia, wyceniany jest na warszawskiej giełdzie na 2,55 mld zł. Kopex, największy jego konkurent w branży maszyn górniczych, jest mniejszy — wyceniany jest na 782 mln zł. Proponowany parytet zakłada wymianę jednej akcji Kopeksu na dwie akcje Famuru.

Czarna polewka

— Połączenie Famuru z Kopeksem byłoby korzystne dla akcjonariuszy obu firm, ale przy proponowanym parytecie jest moim zdaniem niewykonalne — uważa Zbigniew Porczyk, analityk DM BZ WBK. Niewykonalne, bo przede wszystkim przeciwny jest Krzysztof Jędrzejewski, kontrolujący nieco ponad 58 proc. akcji Kopeksu.

— Ta oferta to jednostronna akcja Famuru. Nie zamierzam sprzedawać ani wymieniać akcji Kopeksu i nie ma tu znaczenia ani kwota, ani parytet wymiany akcji. Kopex się rozwija, mamy plany inwestycyjne. Nie ma się co zastanawiać nad ofertą Famuru — uważa Krzysztof Jędrzejewski.

Jego wiara znalazła odzwierciedlenie w kursie Kopeksu, który urósł w piątek o ponad 10 proc. Bo źródłem wzrostu, zdaniem analityków, nie było to, że Famur złożył ofertę, tylko twarde zasygnalizowanie przez właściciela, że Kopex jest niedowartościowany. Artur Iwański, szef działu analiz DM PKO BP, podkreśla też, że parytet nie uwzględnia rychłych efektów restrukturyzacji, zmniejszania zadłużenia i planowanych inwestycji Kopeksu.

— Przyjęcie go byłoby oddaniem kontroli i po części aktem braku wiary w przyszłość firmy w obecnej strukturze. Zwłaszcza że naszym zdaniem Kopex ma potencjał, aby znacząco poprawić wycenę w tym roku — podkreśla Artur Iwański. Jakub Szkopek z DM mBank ocenia, że parytet może zostać jeszcze zmieniony na korzyść akcjonariuszy Kopeksu.

Finansowi popierają

Władze Famuru nie zrażają się czarną polewką od Krzysztofa Jedrzejewskiego — zwłaszcza że to dla nich nie pierwszyzna. Rozważania na temat korzyści płynących z połączenia obu firm trwają od kilku lat, a Krzysztof Jędrzejewski konsekwentnie mówi, że nie jest zainteresowany. Teraz po raz pierwszy na stole pojawiła się oficjalna oferta.

— Nikt nie oczekiwał, że nasza propozycja zostanie od razu przyjęta, dlatego będziemy teraz pracować nad przekonaniem głównego akcjonariusza, zarządu i pozostałych akcjonariuszy — mówi Waldemar Łaski, prezes Famuru. Operację popiera ING OFE, które jest akcjonariuszem obu spółek.

— Połączenie miałoby sens, bo ma szanse uwolnić wielkie synergie. Ale powinno to być przyjazne, a nie wrogie przejęcie. A co do parytetów, to te zawsze są dyskusyjne — zauważa Piotr Bień, zarządzający portfelem akcji ING OFE. Nie jest tajemnicą, że instytucje finansowe od dawna namawiają Krzysztofa Jędrzejewskiego do współpracy z Famurem. Na razie bezskutecznie, ale być może kropla w końcu wydrąży skałę.

— Bez Krzysztofa Jędrzejewskiego projekt i tak się nie uda. A czy zgodzi się przy wyższym parytecie? Trudno powiedzieć — komentuje Zbigniew Porczyk. Tym trudniej, że po wymianie akcji Domogałowie ( Jacek i Tomasz, właściciele Famuru) kontrolowaliby 54,5 proc. akcji połączonego podmiotu, a Krzysztof Jędrzejewski tylko 13,9 proc. Ci, którym znane są odmienne osobowości właścicieli tych firm, nie kryją wątpliwości co do powodzenia takiej współpracy.

Synergie są jasne

O ile parytet jest dyskusyjny, o tyle synergie dla wszystkich są klarowne.

— Famur i Kopex działają na podobnych rynkach, mają podobne produkty i strategię, która jest ukierunkowana na rynki zagraniczne. Na dodatek na rynku jest coraz większa konkurencja, a górnictwo jest w nie najlepszej kondycji. To nie jest czas na walkę, tylko na współpracę — uważa Waldemar Łaski.

— Połączenie na pewno dałoby istotne synergie kosztowe. Co do poprawy pozycji rynkowej, to na rynkach zagranicznych byłaby to na pewno mniejsza poprawa niż w Polsce, gdzie połączenie doprowadziłoby do powstania niekwestionowanego lidera. Ponadto wsparcie i doświadczenie Famuru przyśpieszyłoby restrukturyzację Kopeksu — dodaje Artur Iwański.

Perspektywa połączenia cieszy też, o dziwo, polskich konkurentów Famuru i Kopeksu. — Efekt dla krajowej konkurencji byłby neutralny lub lekko korzystny, bo przecież takiej dużej grupie na pewno nie zależałoby na niskich cenach — mówi Marcin Sutkowski, prezes Bumechu. Nie dziwi go, że Famur szuka współpracy z Kopeksem.

— Wspólnie łatwiej im będzie konkurować z zagranicznymi potentatami. A Polska, z 60- -70 mln ton wydobycia rocznie, jest dla nich za mała. Np. w Indiach wydobywa się 600 mln ton rocznie — mówi Marcin Sutkowski.