Już sześć lat temu właściciele Famuru, czyli Jacek (ojciec) i Tomasz (syn) Domogałowie, pokazali, że nie boją się przecierania finansowych szlaków. W 2011 r. Famur, jako pierwsza spółka w Polsce, udanie przeprowadził oryginalną wypłatę dywidendy. Nie w pieniądzu, a… w akcjach spółek zależnych. W ten sposób podzielił przemysłową grupę na trzy osobne spółki: Famur, Zamet Industry i PGO.



Dziś rodzinny holding Domogałów, czyli TDJ, który jest właścicielem Famuru, jest w rękach Tomasza, ale nieszablonowe myślenie nadal jest w cenie. Widać to w ogłoszonym we wtorek rano planie przejęcia Kopeksu.
Krojenie Kopeksu
Prace nad sposobem połączenia tych dwóch producentów maszyn górniczych, dawnych zaciekłych konkurentów, trwają od pierwszej połowy 2016 r. Wtedy TDJ porozumiał się Krzysztofem Jędrzejewskim, ówczesnym właścicielem Kopeksu.
Dziś wiadomo, że w pierwszym kroku Famur odkupi od TDJ, czyli właściciela, 65,8 proc. akcji Kopeksu, płacąc 204 mln zł.
- To tyle, ile na te akcje wydał TDJ, plus koszty transakcyjne – podkreśla Mirosław Bendzera, prezes Famuru.
W drugim kroku Kopex zostanie podzielony na część maszynową (tu trafi 81 proc. aktywów) i usługowo-handlową (19 proc. aktywów). Z ciekawostek: projekt kopalni Przeciszów, przeznaczony do zbycia, trafi do tej pierwszej, a Przedsiębiorstwo Budowy Szybów (PBSz), też wystawione na sprzedaż, trafi do części drugiej.
W trzecim kroku Famur wyda mniejszościowym akcjonariuszom Kopeksu własne akcje, w zamian za przejęcie części maszynowej. Na każde 100 akcji Kopeksu przypadnie więc 61 akcji powiększonego Famuru i 19 akcji pomniejszonego Kopeksu, który zostanie utrzymany na GPW.
Nieszablonowa emisja
Równolegle Famur postara się pozyskać 400 mln zł od inwestorów finansowych. I tu właśnie pojawia się myślenie nieszablonowe.
- Zależy nam na czasie, a inwestorom – na posiadaniu płynnych papierów. Dlatego wybraliśmy sposób, który nie wymaga publikowania prospektu emisyjnego, a inwestorom nie narzuca konieczności czekania na dopuszczenie nowych akcji do obrotu – tłumaczy Grzegorz Morawiec, dyrektor działu prawnego Famuru.
Najpierw TDJ, który ma 70 proc. akcji Famuru, spróbuje po prostu sprzedać do 15 proc. kapitału. Ofertę (w ramach tzw. przyśpieszonej księgi popytu) skieruje do instytucji finansowych. Jeśli inwestorzy dopiszą, dostaną istniejące akcje, którymi od razu będą mogli handlować. Z kolei TDJ pozyska 400 mln zł, które zamierza następnie przekazać zależnemu Famurowi. Tu pojawi się emisja akcji – Famur wyemituje dokładnie tyle papierów, ile sprzedał wcześniej TDJ, a emisję skieruje właśnie do TDJ. W efekcie tej niestandardowej operacji TDJ utrzyma swój udział na niemal niezmienionym poziomie, Famur dostanie zastrzyk gotówki, a wszystko odbędzie się ekspresowo i zakończy się do końca czerwca.
Węglowy optymizm
Pozyskane 400 mln zł ma pozwolić Famurowi wejść do globalnej górniczej ekstraklasy. Za te pieniądze spółka zrefinansuje przejęcie Kopeksu (czyli 204 mln zł wróci do właściciela), zrefinansuje pożyczkę (38 mln zł, też od właściciela), mocniej postawi na rybki zagraniczne i nowy segment, czyli prace na powierzchni.
- Staniemy się mocnym trzecim graczem na globalnym rynku maszyn górniczych, za Caterpillar i Komatsu – mówi Mirosław Bendzera.
Szef Famuru przekonuje, że o ten rynek warto walczyć. Z prognoz, na które powołuje się zarząd, wynika, że do 2040 r. zapotrzebowanie na energię wzrośnie o 37 proc., co przełoży się m.in. na koniunkturę w sektorze węglowym. Do 2018 r. średnioroczny wzrost inwestycji w wydobycie ma sięgać 5 proc., a w kolejnych trzech latach nawet 10 proc.
Wzrostu inwestycji Famur spodziewa się też w Polsce, a prognozę opiera m.in. na zapowiedziach PGG i Bogdanki.
