Farmaceuci walczą z wolnym rynkiem

  • Alina Treptow
opublikowano: 23-08-2015, 22:00

Samorząd aptekarski chce zablokować otwieranie placówek tam, gdzie już działają inne. Zdaniem przedsiębiorców, to zamach na konkurencję.

Naczelna Izba Aptekarska (NIA) walczy o zmiany na rynku, które budzą kontrowersje nawet w środowisku farmaceutycznym. Lobbuje za wprowadzeniem kryteriów demograficznych i geograficznych przy wydawaniu zezwoleń na otwarcie aptek.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Przygotowała projekt zmian w ustawie Prawo farmaceutyczne — apteki mogłyby powstawać w gminach, w których liczba ubezpieczonychw publicznym systemie przekracza 3 tys. osób. W mieście nowa placówka dostanie zielone światło, jeśli w promieniu 500 metrów nie działa konkurencja.

Zdaniem Marka Jędrzejczaka, wiceprezesa NIA, za takimi zmianami przemawia kilka argumentów. Po pierwsze, większe zagęszczenie aptek wcale nie przekłada się na większą dostępność dla pacjentów — nowe placówki powstają głównie w dużych miastach, a nie na terenach wiejskich, gdzie czasem nie ma żadnej opieki farmaceutycznej.

Po drugie, niekontrolowany wzrost liczby aptek sprawia, że ich prowadzenie przestaje być opłacalne. Tymczasem, zdaniem izby, takie placówki — z racji pełnionej funkcji — muszą mieć zagwarantowaną stabilność ekonomiczną.

— Wielość aptek i silna konkurencja powodują, że apteka koncentruje się na grze rynkowej zamiast na najważniejszym zadaniu — zapewnieniu ochrony zdrowia. Podobne ograniczenia zostały wprowadzone w wielu zachodnioeuropejskich krajach, takich jak Niemcy czy Francja, i świetnie się sprawdziły — przekonuje Marek Jędrzejczak. Środowisko apteczne nie mówi jednym głosem.

Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, alarmuje, że propozycje samorządu utrwaliłby lokalne monopole i zlikwidowałykonkurencję dla działających już na rynku aptek. — Nie musiałyby już zabiegać o klientów, obniżając ceny i podnosząc jakość usług. Żadna nowa apteka nie psułaby już interesu — mówi Marcin Piskorski.

Podkreśla, że takie regulacje zablokowałyby możliwość otwierania aptek młodym generacjom farmaceutów i przedsiębiorców, utrwalając na długie lata obecny układ właścicielski. Zdaniem eksperta, twierdzenie, że ustawowe ograniczenie liczby aptek w mieście spowoduje, że przybędzie ich na wsi, jest absurdalne. Zamiast zakazywać otwierania placówek w miastach, należałoby zachęcać do tworzenia ich w gminach wiejskich, zwolniając z opłat i zmniejszając wyśrubowane wymogi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu