W USA bezrobocie jest na najniższym poziomie od 2006 r. Co więcej, liczba etatów przyrasta z siłą i trwałością nienotowaną w XXI w. Członkowie Fedu na pewno z zadowoleniem przyjmują taki stan rzeczy, ale umocnienie dolara do większości walut, które obserwowaliśmy w ubiegłym tygodniu, należy chyba w większym stopniu przypisać łagodnej retoryce banków centralnych. Szwedzki Riksbank obciął stopy procentowe aż o 50 pkt baz., a korona została przeceniona o niemal 2 proc.
Dolar australijski stracił prawie 1 proc. w konsekwencji kolejnych wypowiedzi władz monetarnych o silnym przewartościowaniu waluty, co odsunie na połowę 2015 r. pierwszą podwyżkę stóp. Powtórzenie łagodnego tonu przez Mario Draghiego na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego przedłużyło słabość wspólnej waluty. Nie można zatem bagatelizować wpływu czynników lokalnych.
Potwierdza się tym samym nasza ocena, że rozbieżności w kształcie polityki monetarnej prowadzonej przez poszczególne banki stają się kluczowym wyznacznikiem przebiegu notowań. Postępująca poprawa kondycji rynku pracy USA sprzyja normalizacji polityki Fedu, ale zaostrzenie retoryki (i w konsekwencji przyśpieszenie umocnienia dolara) wywoła dopiero wzrost dynamiki wynagrodzeń, który spowoduje pojawienie się większej presji popytowej na ceny. Złoty i większość walut regionu zachowuje się stabilnie i nie widać obecnie, by taki stan rzeczy mógł ulec zmianie.