Zacznijmy od Fedu. Zakładałem, że komitet po prostu będzie robił swoje, co możepomóc mocno wyprzedanemu dolarowi wobec ujemnego pozycjonowania spekulantów. Jednak muszę przyznać, że zaskoczył mnie kompletny brak rewizji w dół oczekiwań członków Fedu co do grudniowej podwyżki stóp procentowych.

Tak jak w czerwcu, nadal tylko czterech członków FOMC (z 16) nie widzi takiego ruchu, a to pokazuje dużą determinację w realizacji planu trzech podwyżek w ciągu roku. Warto też zwrócić uwagę na stanowczość w kwestii wdrożenia programu redukcji bilansu. Owszem, redukcja w skali 10 mld USD miesięcznie to przysłowiowa krew z nosa, ale wartość ta będzie rosnąć co trzy miesiące i już za rok Fed będzie pozbywał się obligacji na kwotę 50 mld USD miesięcznie, czyli w tempie, w jakim skupował je w ramach programu QE.
Janet Yellen dała do zrozumienia, że program redukcji bilansu nie będzie rewidowany, pomijając ewentualność znaczącego pogorszenia koniunktury. Ponieważ wiele osób uważa, że jednoczesna hossa na rynku obligacji i akcji była możliwa jedynie dzięki polityce ilościowej najpierw Fedu, potem zaś EBC i Banku Japonii, ciekawym będzie obserwowanie w jaki sposób odbije się to na rynkach. To jednak bardziej temat na 2018 r., tymczasem dolar stoi przed szansą na korektę wzrostową.
Od marca indeks dolara jest w silnym kanale spadkowym i po raz ostatni korekty doświadczyliśmy właśnie przed marcowym posiedzeniem, kiedy rynek również zdał sobie sprawę z nadchodzącej podwyżki. Teraz inwestorzy mogą w coraz większym stopniu wyceniać taki ruch na grudzień, szczególnie, że rosnące ceny ropy będą sprzyjać wzrostowi inflacji.
O Banku Japonii (BoJ) piszę nie przez przypadek, ponieważ w momencie, gdy Fed wycofuje swoją wcześniejszą ekspansję, w Japonii pojawił się głos, że to co robi BoJ to za mało. Nowy członek rady Goshi Kataoka nie zgodził się na decyzję o pozostawieniu parametrów polityki na niezmienionym poziomie sugerując, że cel inflacyjny na poziomie 2 proc. nie zostanie osiągnięty.
Jego argumentacja jest słuszna, ale wnioski wątpliwe. Bank Japonii posiada już około 40 proc. długu rządu Japonii i w wielu spółkach stał się pośrednio największym akcjonariuszem. Mimo to inflacja w Japonii w zasadzie nie występuje, jak więc mówić o celu, który został specjalnie podniesiony, aby usprawiedliwić absurdalną politykę mającą zapewnić sukces gospodarczy rządu Abe. Kataoka jest jednym z członków, którzy zastąpili w radzie dwóch „maruderów” stanowiących do niedawna głos rozsądku w banku. Warto więc obserwować efekty zmian polityki Fedu, bo strach pomyśleć o tym co się stanie, kiedy do podobnego kroku zmuszony zostanie Bank Japonii.