Amerykański bank centralny nie zatrzymuje się w podwyżkach stóp procentowych. W najbliższych miesiącach może je podnieść jeszcze o 1-2 pkt proc., co działa jak hamulec na całą światową gospodarkę. Dopóki Fed podnosi stopy, będzie się utrzymywać podwyższone ryzyko odpływu kapitału z takich krajów jak Polska.

W środę wieczorem Fed (Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych) podniósł stopę referencyjną o 0,75 pkt proc. do 3,75 proc. A właściwie Fed określa przedział, w którym stara się utrzymać jednodniową stopę pożyczek rezerw na rynku międzybankowym – obecnie ten przedział wynosi 3,75-4 proc.
Najistotniejszym elementem środowej decyzji była jednak zapowiedź Jerome’a Powella, prezesa Fedu, że bank nie zamierza wprowadzać żadnej pauzy w podwyżkach. Rynki finansowe trochę liczyły na to, że stopy procentowe w dolarach przestaną rosnąć, ale nic z tego. Obecnie kontrakty zawierane na giełdach wyceniają, że stopa Fed dojdzie w pierwszej połowie przyszłego roku do 5 proc. (przedział 5-5,25 proc.). A ryzyko jest skierowane ewidentnie w stronę jeszcze wyższych podwyżek. Będzie to zatem najmocniejszy cykl zaostrzenia polityki pieniężnej od początku lat 80. Nie powinno to dziwić, biorąc pod uwagę, że inflacja jest również najwyższa od tamtego okresu.
Podwyżki stóp w dolarach oddziałują nie tylko na amerykańską, ale na całą światową gospodarkę. Dzieje się tak z kilku powodów.
Po pierwsze - amerykański rynek finansowy jest najważniejszym punktem odniesienia dla inwestorów. Amerykańskie obligacje skarbowe traktuje się jako najbezpieczniejsze aktywo finansowe na świecie, a przez to oprocentowanie tych obligacji (zależne od stóp Fed) ma wpływ na notowania różnych aktywów finansowych we wszystkich częściach świata. Im wyżej Fed podnosi stopy, tym niższe są ceny aktywów na świecie, co z kolei przekłada się na mniejszą skłonność przedsiębiorstw do podejmowania ryzyka i inwestowania w aktywa trwałe – takie jak fabryki, linie produkcyjne, nowe technologie itd. W skrajnych przypadkach przekładać się to może na utratę wypłacalności przez niektóre podmioty, jeżeli ich aktywa tracą mocno na wartości, a zobowiązania rosną.
Po drugie - dolar jest najważniejszą walutą używaną w handlu międzynarodowym – odpowiada za 20 proc. (Europa) do 76 proc. (Azja) i 96 proc. (Ameryka) faktur wystawianych przez eksporterów. Jeżeli pożyczanie dolarów jest coraz droższe, to w naturalny sposób finansowanie handlu też jest droższe. Choć ten czynnik jest równoważony przez wyższe dochody eksporterów wynikające z osłabienia ich lokalnych walut wobec dolara. Nie jest to więc najistotniejszy z hamulców uruchomionych przez podwyżki stóp przez Fed.
Po trzecie - na świecie funkcjonuje duży rynek dolarowy poza granicami Stanów Zjednoczonych, na którym różne firmy czy kraje zaciągają długi w amerykańskiej walucie niekoniecznie w amerykańskich bankach. Jest to tzw. rynek offshore. Jego wartość sięga ok. 13 bilionów dolarów, co stanowi ok. 13 proc. światowego PKB. Podwyżki stóp przez Fed mają wpływ na koszt finansowania na tego typu rynkach i wprost przekładają się na inwestycje.
Cała gra toczy się teraz o to, kiedy inflacja w Stanach Zjednoczonych zacznie odpuszczać. Im później się to stanie, tym gorzej dla świata, bo tym bardziej bezwzględnie Fed będzie zwalczał inflację kosztem amerykańskiego i światowego wzrostu gospodarczego. O ile jeszcze Fed o amerykański wzrost się troszczy, o tyle globalna sytuacja ma dla niego znaczenie tylko wtórne.
Pewne sygnały wskazują, że presja cenowa może już wkrótce zacząć maleć. Na przykład firmy przemysłowe raportują coraz niższe tempo podwyżek cen, wyraźnie maleją napięcia w łańcuchach dostaw, spadają ceny surowców. Generalnie wszystkie zaburzenia związane z pandemią powoli odpuszczają.
Problem polega na tym, że inflacja już się trochę „przykleiła” do gospodarki – zarówno w USA, jak też innych krajach. Firmy coraz częściej podnoszą ceny nie dlatego, że rosną koszty surowców, ale dlatego, że po prostu wszyscy to robią. Dlatego inflacja ostatnio zaskakiwała w USA na plus. W kolejnych miesiącach wskaźnik ten będzie śledzony z najwyższą uwagą.
