FESTIWALE SĄ KOSZTOWNE

Zgutka Małgorzata
opublikowano: 1999-12-28 00:00

FESTIWALE SĄ KOSZTOWNE

Twórcy reklam biorą udział tylko w wybranych imprezach

LEPIEJ ZA GRANICĄ: Chętnie bierzemy udział w międzynarodowych konkursach reklamowych. Cenimy zdobyte na nich nagrody — zaznacza Chris Matyszczyk, dyrektor kreatywny w Ammirati Puris Lintas. fot. GK

W Polsce mnożą się konkursy reklamowe. Mimo dużej ich ilości, cieszą się one zainteresowaniem. Jednak agencje rzadko zgłaszają swoje prace na wszystkie konkursy, ponieważ udział w nich jest zbyt kosztowny.

Zdaniem Pawła Sosnowskiego, organizatora konkursu Złote Orły, w Polsce tego typu imprezę może zorganizować każdy. Warunkiem jest tylko znalezienie odpowiedniej liczby chętnych do wzięcia udziału w konkursie. Z tym jednak nie ma problemu.

— Agencje reklamowe ciężko pracują. Chcą, by ktoś to docenił. Chyba nie ma takiej, która nie lubiłaby zdobywać nagród. Oprócz tego wypada pokazać się w odpowiednim towarzystwie. Wystąpić na targu próżności — twierdzi Michał Sorówka, dyrektor generalny agencji NoS BBDO.

Jego zdaniem, korzystają na tym organizatorzy festiwali reklamowych. Są one dobrym interesem, bowiem za każdą zgłoszoną do konkursu reklamę, agencje muszą zapłacić.

— Są imprezy, które mimo kiepskiej jakości i absolutnego braku uznania w środowisku działają i będą to robiły dopóki będzie to opłacalne. Bardzo często chodzi właśnie o pieniądze — wyjaśnia Paweł Sosnowski.

Zdaniem Chrisa Matyszczyka, dyrektora kreatywnego w Ammirati Puris Lintas, należy spodziewać się powstawania coraz to nowych imprez, mimo że jest ich już za dużo. W Polsce odbywa się ich tyle samo, co w Nowym Jorku.

Tylko wybrane

Agencje różnie oceniają konkursy. Nie we wszystkich biorą udział. Mają swoje ulubione i takie, na których nigdy się nie pojawiają. Jedne nagrody cenią bardziej, inne mniej.

— Najlepiej byłoby brać udział we wszystkich możliwych festiwalach. Jest kilka uznanych, polskich imprez, ponadto wypada pokazać się również na zagranicznych festiwalach. Po podliczeniu kosztów udziału wychodzi niemała suma. Dlatego musimy wybrać bardziej wartościowe dla nas imprezy — zaznacza Paweł Niziński, dyrektor agencji Upstairs Young & Rubicam Poland.

Twierdzi on, że od samego początku związany jest z konkursem reklamy Kreatura, a nie bierze udziału w Crackfilmie.

— Na Kreaturze naszą pracę oceniają jurorzy, którzy rzeczywiście znaczą coś w świecie reklamy, głównie są to dyrektorzy kreatywni. Na Crackfilmie jury liczy 101 osób. Są to przedstawiciele różnych branż. Nie wyobrażam sobie dyskusji w tak licznym i zróżnicowanym gronie. Taki konkurs jest bardziej pretekstem do spotkań ludzi interesujących się reklamą niż festiwalem — uważa Paweł Niziński.

Niektóre festiwale rozczarowały również Jakuba Kamińskiego, dyrektora kreatywnego agencji Publicis.

— Nie jeździmy już na Crackfilm. Nasze reklamy przestaliśmy również wysyłać na Ideę Awards. W obu przypadkach rozczarował nas sposób ich oceniania — wyjaśnia Jakub Kamiński.

Przyznaje, że po raz drugi Publicis brał udział w konkursie Złote Orły.

— Szkoda tylko, że zabrakło tam niektórych agencji, które cenimy. Z nimi również chcieliśmy się zmierzyć — mówi Jakub Kamiński.

Zdaniem Pawła Nizińskiego, Złote Orły miały dużą szansę, by stać się niekomercyjną, wartościową imprezą. Mogły one połączyć świat reklamy i sztuki.

— Niestety warunek wykupienia zgłoszenia postawił je na równi z innymi imprezami komercyjnymi — zauważa Paweł Niziński.

Brak satysfakcji

Żadnego polskiego festiwalu nie traktuje poważnie Chris Matyszczyk.

— Mamy zastrzeżenia do ich poziomu. Bierzemy udział w Crackfilmie, ale jeździmy tam tylko po to, by spotkać się z ludźmi z branży i dobrze się bawić. Na pozostałych polskich festiwalach w ogóle się nie pokazujemy — wyjaśnia Chris Matyszczyk.

Jego zdaniem, ludzie, którzy organizują w Polsce festiwale, nie do końca znają się na reklamie.