Fidelity powalczyo polskich inwestorów

Jagoda Fryc
opublikowano: 2011-11-25 00:00

Światowy gigant zaoferuje w Polsce 21 funduszy inwestycyjnych. W ciągu pięciu lat chce uzyskać miliard USD

Fidelity Worldwide Investment, jeden z największych na świecie podmiotów zarządzających funduszami, wczoraj oficjalnie rozpoczął działalność w Polsce. We wtorek pisaliśmy, że firma postawiła sobie ambitny cel. W ciągu pięciu lat chce uzyskać do zarządzania 1 mld USD. Wczoraj na konferencji prasowej informacje te potwierdził Asgeir Thordarson, szef Fidelity na Polskę i region nordycki. Jak zamierza zdobyć zaufanie polskich inwestorów?

— Widzimy znaczący popyt w sektorze inwestycji prywatnych, który chcemy wykorzystać. W pierwszym etapie będziemy budować zaufanie klientów do marki. Wierzymy, że dzięki niemu zbudujemy grono zadowolonych inwestorów. Chcemy także zaangażować się w dialog społeczny, dotyczący oszczędności średnio- i długoterminowych — mówi Asgeir Thordarson, szef oddziału Fidelity na Polskę i region nordycki.

Raporty? To nie dla nas

Fidelity Investment oferuje polskim inwestorom, zarówno indywidualnym, jak i instytucjonalnym, 21 funduszy zarejestrowanych przez Komisję Nadzoru Finansowego. W ofercie znajdują się fundusze obligacji, aktywnej alokacji, fundusze akcji globalnych, fundusze inwestujące na rynkach wschodzących, europejskich i amerykańskich oraz fundusz nieruchomości. Firma chce nawiązać współpracę z największymi polskimi bankami, towarzystwami ubezpieczeniowymi i niezależnymi doradcami inwestycyjnymi. Na początku oferta Fidelity pojawi się u partnerów, z którymi firma współpracuje globalnie. Produkty Fidelity są dostępne poprzez ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe w ofercie Nordea TunŻ. Znajdują się także w portfelach funduszy PKO TFI (tzw. fund of funds).

— Zawsze opieramy się na własnych badaniach spółek. Odwiedzamy firmy i spotykamy się z kadrą zarządzającą przedsiębiorstw, których włączenie do funduszy jest rozważane. Nie bazujemy na raportach maklerskich. Zarządzający sami wyrabiają sobie opinie na temat każdej możliwości inwestycyjnej — mówi Aneta Wynimko -Lafleur, analityk Fidelity Investment.

Walka na prowizje

Zdaniem przedstawicieli TFI, połączenie gruntownej wiedzy o rynkach globalnych ze znajomością uwarunkowań lokalnych to sposób na wyszukiwanie najlepszych okazji inwestycyjnych. Czy to wystarczy, by przekonać polskich inwestorów? — Fidelity Investment jest znaną marką, ale jedynie w branży. Przeciętny polski inwestor nie wie, co to za firma.

Dlatego kluczem do sukcesu jest promocja marki i szybkie dotarcie do klientów. Nie sądzę, by ich produkty wyróżniały się czymś szczególnym na tle konkurencji. To ten sam biznes, te same rynki i podobne podejście do zarządzania. Jedyne, co może wyróżniać, to koszty i stopy zwrotu — mówi Bernard Waszczyk, analityk Open Finance. Fidelity Investment może być konkurencyjne kosztowo. Roczna opłata za zarządzanie w przypadku większości funduszy akcyjnych wynosi 1,5 proc. Polskie TFI za zarządzanie pobierają nawet 4-5 proc. wartości aktywów rocznie.

— Wyróżniamy się na tle innych stosunkowo niskim wskaźnikiem kosztów całkowitych (WKC). W przypadku funduszy akcyjnych koszty te wynoszą 3 proc., a w przypadku dłużnych są jeszcze mniejsze. Próg wejścia to 2,5 tys. USD. Rozważamy zabezpieczanie naszych funduszy przed zmianami notowań złotego — mówi Dominik Bekkewold, szef sprzedaży Fidelity na Polskę.

Europejskie badanie inwestorów

Fidelity Investment zbadało preferencje inwestorów w Europie. Od 12 lipca do 1 sierpnia firma przepytała 12 tys. osób z 14 państw, w tym z Polski. Biorąc pod uwagę gromadzenie kapitału na emeryturę, Europa jest mocno zróżnicowana. Wyniki badań pokazują, że najmniej o zabezpieczeniu przyszłości finansowej myślą polscy inwestorzy. Jedynie 51 proc. Polaków na pytanie, czy robią coś, by zwiększyć emeryturę, odpowiedziało twierdząco. Najbardziej zapobiegliwi są Skandynawowie. Plany finansowe realizuje 87 proc. Norwegów, 82 proc. Duńczyków i 81 proc. Szwajcarów. Badania wykazały, że dla 91 proc. Polaków ważna jest dywersyfikacja oferty. Dla Francuzów (60 proc.), Norwegów (65 proc.) i Finów (71 proc.) liczy się to w najmniejszym stopniu. Polacy potrzebują więcej informacji na temat sposobów inwestowania oraz lepszej prezentacji. Tylko jeden na dziesięciu inwestorów rozumie wszystkie aspekty produktu i czuje, że podejmuje właściwą decyzję. Ciekawe jest to, że jedynie dla 25 proc. polskich inwestorów liczą się dobre wyniki inwestycyjne. Najważniejsze są niskie opłaty (42 proc.). Najbardziej na wyniki inwestycyjne zwracają uwagę Włosi i Hiszpanie, a najmniej Norwegowie (jedynie 7 proc.).