A-Z Finanse idzie w Polskę powiatową. Wcześniej wpadnie na giełdę po pieniądze na konsolidację i opcje dla pracowników.
Wystartowali półtora roku temu. W 2007 r. weszli już z zyskiem. Teraz piszą prospekt, ponieważ wiosną przyszłego roku chcą zadebiutować na giełdzie. Wiemy już, po co wybierają się na GPW. Cele mają dwa. Firma potrzebuje pieniędzy na konsolidację rynku. Nie będą to wielkie kwoty, bo A-Z Finanse nie zamierza przejmować konkurentów z czołówki branży. Wręcz odwrotnie.
— Rozmawiamy z niewielkimi, regionalnymi pośrednikami, które mają górą po kilka oddziałów, albo nawet działają tylko w jednej miejscowości — mówi Artur Adamowicz z A-Z Finanse.
Pośrednik idzie tam, gdzie do tej pory nikt się nie zapuszczał — w Polskę powiatową. Do końca 2008 r. chce mieć oddziały we wszystkich byłych miastach wojewódzkich (dzisiaj ma ich 12 w 9 miejscowościach), które będą pełnić tylko funkcje back office’ów dla rozsianych po terenie mobilnych doradców. Teraz jest ich 200, a do końca 2008 r. będzie 350.
Ambitnie, bo dobry doradca to dzisiaj towar rzadki. A-Z Finanse ma jednak pomysł, jak ich ściągnąć pod swój szyld. Żeby go zrealizować, potrzebuje właśnie giełdy.
— Fluktuacja kadr na rynku jest bardzo duża. Chcemy na dłużej zatrzymać naszych pracowników i dlatego zaoferujemy doradcom opcje na akcje — wyjaśnia Artur Adamowicz.
A-Z Finanse potrzebuje dobrych specjalistów, ponieważ zamierza być bardziej doradcą finansowym niż pośrednikiem kredytowym. Chce zająć się finansami Kowalskiego i jego rodziny. Oprócz kredytów i prostych produktów finansowych zamierza zaoferować bardziej skomplikowane instrumenty inwestycyjne, ubezpieczenia życiowe, również OC czy komunikacyjne.