Firmy boją się o wiatraki

KOMENTARZ: DARIA KULCZYCKA, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
opublikowano: 07-03-2016, 22:00

Posłowie PiS złożyli projekt ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych.

Będą one mogły być lokalizowane wyłącznie na podstawie zapisów miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i to znajduje pełne poparcie branży. Niestety inne zapisy projektu wzbudzają już poważne zaniepokojenie inwestorów. Minimalna odległość elektrowni wiatrowej od zabudowań oraz niektórych obszarów chronionej przyrody ma wynosić ok. 1,5 km. Proponuje się także wprowadzenie specjalnej decyzji dopuszczającej elektrownię wiatrową do eksploatacji, odnawianej co 2 lata. Wydanie decyzji łączyć się będzie z koniecznością uiszczenia opłaty w ogromnej kwocie do 1 proc. wartości inwestycji. Cała elektrownia będzie definiowana jako budowla, co w konsekwencji spowodowuje średnio czterokrotny wzrost płaconego podatku od nieruchomości.

Dodatkowe daniny nakładane na eksploatowane instalacje w połączeniu ze spadającą rentownością farm wiatrowych, która jest efektem niższych cen energii elektrycznej i zielonych certyfikatów, spowodują poważne trudności wielu firm. Problemy finansowe elektrowni wiatrowych z pewnością przełożą się na trudności ze spłatą zaciągniętych na ich budowę kredytów. Efektem tego będzie ograniczenie akcji kredytowej przez banki, ze szkodą dla całej gospodarki. Tymczasem wśród małych inwestorów, posiadających często jedną lub maksymalnie kilka turbin wiatrowych, przeważają firmy polskie, a udział spółek skarbu państwa w sektorze sięga ok. 20 proc. Odporność szczególnie małych inwestorów na tak drastyczne nowe obciążenia jest niebezpiecznie niska. Konieczne zatem jest wprowadzenie do projektu zmian. Postulat podstawowy to pozostawienie społecznościom lokalnym prawa do decydowania o możliwości (lub jej braku) lokalizacji na terenie gminy farm wiatrowych i wprowadzenie stosownych regulacji do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Postulat kolejny to usunięcie zapisów dyskryminujących sektor farm wiatrowych.

Zamiast sztywnego ustalenia odległości inwestycji od zabudowań warte rozważenia jest np. powiązanie decyzji lokalizacyjnych ze standardami technicznymi instalacji, tak jak jest to praktykowane w wielu krajach. Rozwiązania dotyczące hałasu, efektu migotania cienia czy obladzania się łopat można rozwiązać w prosty sposób poprzez uzupełnienie obowiązujących przepisów o dodatkowe wymogi w zakresie np. obowiązku instalowania odladzania łopat i automatyki wyłączenia elektrowni czy odpowiedniej automatyki wyłączenia elektrowni po przekroczeniu dopuszczalnego poziomu cienia (w Niemczech jest to 8h/rok i 30m/d). Obecnie kwestie te są regulowane w indywidualnych decyzjach środowiskowych dla każdego przedsięwzięcia — jednak można rozważyć doprecyzowanie wymogów w tym zakresie na poziomie ustawowym. Wprowadzenie takich regulacji wraz z racjonalnie wynagradzanym nadzorem UDT pozwoliłoby w pełni zrealizować założenia projektu. Proponowane rozwiązanie łączy wymogi środowiskowe z racjonalnością ekonomiczną: skłania do budowy mniejszej liczby, wyższych, ale wydajniejszych, bezpieczniejszych i cichych siłowni wiatrowych, zamiast wielu niskich, przestarzałych technologicznie wiatraków, których jedyną zaletą będzie to, że spełniają warunek 10H. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KOMENTARZ: DARIA KULCZYCKA, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu