Jak wynika z raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i Centrum Finansowego Banku BPS, najwięcej upadłych przedsiębiorstw budowlanych, bo aż 93, to były firmy deweloperskie budujące obiekty mieszkalne. Ponadto 28 upadłości zanotowano wśród przedsiębiorstw związanych z budową dróg i różnego rodzaju infrastruktury. Dużą część bankructw w 2012 r. stanowili również hurtownicy powiązani z budownictwem: drewna, materiałów budowlanych, wyposażenia sanitarnego.
Mali się bronią
Z najnowszej edycji badania małych i średnich przedsiębiorstw — Bibby MSP Index — wynika natomiast, że mimo kryzysu nastroje wśród niewielkich firm budowlanych znacznie się poprawiły.
— Nasz wskaźnik koniunktury dla sektora budowlanego małych i średnich firm wzrósł z 38,4 do 56,1 punktów w porównaniu do badania z października 2012 r. To znacząca poprawa — aż o 17,7 pkt. Po ostrych spadkach i trudnościach w 2012 r. oraz długiej zimie wygląda na to, że małe i średnie firmy budowlane mają pełen portfel zamówień. Przekłada się to na prognozowane wzrosty sprzedaży wyrażone 19,8 punktami wobec 9,8 pkt. w badaniu sprzed pół roku — mówi Krzysztof Kuniewicz, dyrektor generalny Bibby Financial Services. Według badania poprawiła się też płynność w branży budowlanej — jej aktualny wskaźnik wynosi 14,2 pkt. (wzrost o 5,8 pkt.).
— Należy oczywiście pamiętać, że budownictwo to dział bardzo zróżnicowany. W badaniu Bibby MSP Index biorą udział działające samodzielnie małe i średnie firmy, również remontowe, oraz mali przedsiębiorcy budowlani wykonujący usługi deweloperskie. Z założenia jest to bardziej mobilna i elastyczna grupa, szybko dostosowująca się do zmieniających się warunków rynkowych, która, jak widać, umie sobie radzić z jednymi z najdłuższych na rynku cyklów płatniczych. Jest ona również skłonna operować na niższych marżach i obsługiwać relatywnie niewielkie zlecenia, których skala nie jest atrakcyjna z punktu widzenia liderów rynku. Jednocześnie małe i średnie firmy starają się możliwie jak najwięcej projektów realizować dla bezpośrednich inwestorów i zleceniodawców, uniezależniając się od dominacji dużych generalnych wykonawców. Najwięksi gracze tej branży mają do dziś problemy finansowe, które utrudniają im pozyskiwanie nowych zleceń — zaznacza Krzysztof Kuniewicz. Problemy dużych firm przekładają się na mniejsze podmioty, które nie działają samodzielnie, lecz są podwykonawcami większych graczy wygrywających przetargi. Dlatego, gdy upada duża firma, to bankructwo jeszcze bardziej dotyka jej podwykonawców.
— Problem z płynnością jest bardzo groźny szczególnie dla mniejszych przedsiębiorstw, tymczasem pieniądze zawsze najpierw wpływają na rachunek generalnego wykonawcy. Małe firmy, które działają jako podwykonawcy, oczekują na płatności nawet trzy, cztery miesiące, co prowadzi często do utraty przez nie płynności finansowej i konieczności likwidacji firmy — uważa Tadeusz Śliwiński, dyrektor działu technicznego w Volumetric Polska. A małym firmom trudniej bronić się w kryzysie. Nie mogą bowiem starać się o gwarancje budowlane, które są łatwiej dostępne dla dużych firm.
— Banki czy firmy ubezpieczeniowe niechętnie udzielają gwarancji małym firmom bez dużego doświadczenia, know-how, a przede wszystkim bez gwarancji stabilności finansowej i ciągłości działania. A jeśli już udzielą takich gwarancji, to składki mogą być wysokie — podkreśla Tadeusz Śliwiński.
Biorą, co jest
Jednak mimo przychylniejszego nastawienia banków duże firmy budowlane też borykają się z problemami. Spadła bowiem liczba przetargów na realizację dużych kontraktów i nic nie wskazuje, że będzie lepiej.
— Spadek zamówień publicznych od końca 2011 r. sięga co najmniej 20 proc. i szacuje się, że taka tendencja utrzyma się również w 2013 r. Część przetargów jest organizowana w formule „zaprojektuj i zbuduj”, co oznacza, że przychody z tych kontraktów pojawiają się jeszcze później. Wiele wskazuje na to, że 2014 r. będzie dla całego rynku czasem dalszych spadków przychodów i konsolidacji branży — uważa Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabagu. Niewielka liczba przetargów powoduje, że firmy budowlane nie przebierają w ofertach.
— Nowe kontrakty i zlecenia, takie jak na przykład nasze inwestycje, to głównie małe projekty — od 2 tys. do 8 tys. mkw. powierzchni użytkowej. Wcześniej nie były atrakcyjne pod względem wielkości dla dużych wykonawców. Teraz to się zmieniło. Do małych przetargów przystępują duże firmy, takie jak Strabag, Warbud, Budimex, oraz średnie, które w ostatnich latach miały dużo zleceń, np. Unibep czy Henpol — mówi Tadeusz Śliwiński.
Wsparcie Unii
Zdaniem wielu ekspertów z branży budowlanej, w roku 2013 nie ma co liczyć na poprawę. Według Krzysztofa Andrulewicza, prezesa firmy Skanska, odbicie może nastąpić w 2014 lub 2015 r. Będzie to związane z ogólną poprawą koniunktury gospodarczej i nowymi funduszami infrastrukturalnymi z Unii Europejskiej.
— Spodziewamy się, że pieniądze z nowego budżetu unijnego zostaną uruchomione szybciej niż w poprzednich latach. Firmy, które przetrwają dzisiejsze problemy, mają szansę, by być beneficjentami programów unijnych. Trzeba jednak przetrwać ten trudniejszy czas — przewiduje Krzysztof Andrulewicz.
Okiem eksperta
Finanse to wierzchołek góry lodowej
Andrzej Przesmycki
właściciel portalu KierownikBudowy.pl i przewodniczący Stowarzyszenia Inżynierów Budownictwa
Najgorszy okres w branży budowlanej jeszcze nie minął. Ciągle trwają zwolnienia kadry inżynierskiej z dużych firm, a inwestorzy przesuwają inwestycje na przyszłość. Wyjątkiem jest sektor budownictwa biurowego, który wciąż się rozwija. Lecz nie tylko problemy finansowe spędzają sen z powiek deweloperom. Nadal jest sporo barier, które utrudniają życie inwestorom i podnoszą koszty. Ze swojego doświadczenia wiem, a na co dzień pracuję w sieciowej firmie handlowej, że niektóre miasta stawiają inwestorom, którzy chcą wybudować obiekty na ich terenie, bardzo trudne do spełnienia i kosztowne warunki. Do tego dochodzą drakońskie opłaty choćby za wycinkę drzew. Życia inwestorom nie ułatwia także opieszałość gestorów mediów (termin przyłączenia to czasami 2-3 lata).