Było spotkanie i obietnica szybkiej odpowiedzi w sprawie odblokowania eksportu. Moskwa nadal jednak milczy.
Z zakończonych trzy tygodnie temu berlińskich międzynarodowych targów żywnościowych Gruene Woche polscy dyplomaci wrócili w doskonałych nastrojach. I trudno się dziwić, skoro podczas uroczystego przyjęcia Krzysztofowi Jurgielowi, ministrowi rolnictwa, udało się porozmawiać w cztery oczy z Aleksiejem Wasiliewiczem Gordijewem, ministrem rolnictwa Federacji Rosyjskiej, i poruszyć drażliwy temat fałszerstw świadectw weterynaryjnych i fitosanitarnych. To właśnie ten problem stał się przyczyną blokady eksportu z Polski najpierw mięsa, później produktów roślinnych.
Przedstawiciel Rosji obiecał, że zapozna się z całą dokumentacją wyjaśniającą okoliczności fałszerstw i niezwłocznie podejmie decyzje dotyczące blokady.
— Do tej pory nie mamy żadnego sygnału z Moskwy. Nadal czekamy — mówi Małgorzata Książyk z resortu rolnictwa.
Rosjanie co prawda podpisali protokół ze spotkania grup roboczych, który uznaje polskie argumenty w sprawie fałszerstw świadectw weterynaryjnych, ale wciąż potrzebne są przychylne decyzje polityczne.
Przedsiębiorcy nie ukrywają zniecierpliwienia.
— Każdy dzień przedłużającej się blokady to dla nas wymierne straty. Najgorsze, że konkurencja nie śpi — podkreśla Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów Eksporterów i Importerów Mięsa.
Jeszcze większe starty ponoszą eksporterzy zbóż, warzyw i owoców, szczególnie jabłek. Od 1 stycznia obowiązują niższe stawki celne, które szczególnie przyciągają potencjalnych eksporterów.
Nasz kraj wysyłał do Rosji 300-350 tys. ton tych owoców, co stanowiło 80 proc. krajowego eksportu.
Polski eksport mięsa i produktów roślinnych do Rosji w sumie wart jest 350 mln USD rocznie.