Firmy nie lubią zgłaszać oszustw

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2000-06-08 00:00

Firmy nie lubią zgłaszać oszustw

Powstanie rejestr przedmiotów oddanych w leasing

Liczba przestępstw leasingowych nie maleje. Powodem takiej sytuacji jest brak skutecznego przepływu informacji i łatwość w fałszowaniu dokumentów. Najpopularniejszy wśród oszustów jest leasing zwrotny.

Nie ma policyjnych statystyk, z których wynikałoby jednoznacznie, ilu przestępstw leasingowych dokonuje się rocznie.

Grzegorz Wiśniewski, podinspektor z wydziału do spraw przestępczości gospodarczej Komendy Głównej Policji, mówi, że na podstawie informacji z jednostek terenowych można jednak stwierdzić, iż ich liczba nie maleje.

Dwa scenariusze

Oszustwa leasingowe realizowane są najczęściej według dwóch scenariuszy.

— Pierwszy z nich polega na tym, że dwie, najczęściej fikcyjne, firmy — dostawca i odbiorca — są w zmowie. Odbiorca zgłasza w firmie leasingowej chęć zrealizowania transakcji i wskazuje dostawcę. Po załatwieniu wszelkich formalności obie firmy znikają. Leasingodawca zorientuje się dopiero, gdy nie wpłynie kolejna rata należności — wyjaśnia Grzegorz Wiśniewski.

Jednak najbardziej popularny wśród oszustów jest leasing zwany zwrotnym, polegający na zakupie przez firmę leasingową środka trwałego należącego do leasingobiorcy i przekazanie go znowu w leasing. Istnieje wówczas możliwość sprzedaży nie istniejącego środka trwałego lub wielokrotna sprzedaż tej samej rzeczy.

— Rekordziści potrafią sprzedać tę samą maszynę kilkanaście razy — zauważa Grzegorz Wiśniewski.

Naciągacze do banku

Głównym powodem takiej popularności leasingu zwrotnego w środowiskach przestępczych jest brak skutecznego przepływu informacji pomiędzy firmami leasingowymi. Lekarstwem może być stworzenie banku danych o przedmiotach leasingu.

— Do takiego programu trzeba by wprowadzać np. numery, cechy charakterystyczne i inne wyróżniki przedmiotu leasingu. To ułatwiłoby nam pracę. Ponieważ takiej bazy danych nie ma, trudno jest nam działać — twierdzi Grzegorz Wiśniewski.

Andrzej Płochocki, dyrektor Konferencji Przedsiębiorstw Leasingowych, mówi, że jest gotów do stworzenia banku danych o przedmiotach leasingu.

— Istnienie takiego zestawienia umożliwiłoby ujęcie oszusta jeszcze przed podpisaniem umowy, czyli bez strat dla firmy lea-singowej — podkreśla Grzegorz Wiśniewski.

Na polskim rynku leasingowym funkcjonuje już Bank Danych o Nierzetelnych Kontrahentach. Z informacji w nim zawartych mogą jednak korzystać tylko te firmy, które do niego należą.

— Nie można tylko brać, trzeba też coś dawać. Dlatego regulamin banku danych wymaga, aby firmy przedstawiały comiesięczne raporty — informuje Andrzej Płochocki.

Niestety firmy leasingowe często kalkulują sobie, czy opłaca im się dostarczać informacje o przestępstwach.

— Sygnał o nieuczciwym kliencie dostajemy najczęściej zbyt późno. Firmy informują nas dopiero wtedy, gdy stracą już nadzieję na samodzielne odzyskanie pieniędzy — mówi Andrzej Płochocki.

Warto zaznaczyć, że żadna firma dostarczająca dane do banku nie zostanie ujawniona jako źródło informacji.

Łatwe fałszerstwa

Najczęściej oszukującą stroną są klienci firm leasingowych. Jednak, zdaniem Grzegorza Wiśniewskiego, również firmy zajmujące się leasingiem mogą dopuszczać się przestępstw.

— Policja aktualnie sprawdza przypadek notorycznego ginięcia przedmiotów leasingu tuż przed ich całkowitym spłaceniem. Warto zaznaczyć, że wszystkie skradzione przedmioty były leasingowane w tej samej firmie — mówi Grzegorz Wiśniewski.

Jego zdaniem, zainteresowanie oszustów leasingiem wynika z łatwości fałszowania dokumentów.

— Najczęściej oszuści wybierają oddziały terenowe firm leasingowych. Nie brakuje przypadków, kiedy współpracuje z nimi jeden z pracowników leasingodawcy. Czasami wymuszenie ma charakter wręcz terrorystyczny. Zastraszając pracownika firmy leasingowej, zmusza się go do przyjęcia sfałszowanych dokumentów — dodaje Grzegorz Wiśniewski.

Marcin Bołtryk