Trzeba było manifestacji pod Sejmem, wielu listów do rządu, premiera, Michała Boniego, klubów parlamentarnych i wszystkich posłów, żeby ich w końcu dostrzeżono. W minionym tygodniu przedstawiciele rządu spotkali się z przedstawicielami przedsiębiorców poszkodowanych przez ZUS. Donald Tusk obiecał rozwiązać ten problem do końca tego roku. Do prowadzenia sprawy został wyznaczony minister Michał Boni. Kolejne, robocze już, spotkanie z ministrem zaplanowano na 18 października.
Ściganie do 10 lat wstecz
Przedsiębiorcy reprezentowani przez Stowarzyszenie Poszkodowanych Przedsiębiorców RP oraz Dorotę Wolicką, dyrektor Biura Interwencji ZPP, mają poczucie ogromnej krzywdy, która spotkała ich ze strony ZUS. Sprawa dotyczy naliczania przez urząd nienależnych składek od działalności gospodarczej przedsiębiorców, którzy skorzystali z tzw. zbiegu tytułów do ubezpieczeń społecznych.
Ich zdaniem, ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych z 13 października 1998 r. gwarantowała osobom prowadzącym własną działalność gospodarczą oraz mającym pracę dodatkową na umowę-zlecenia albo nakładczą prawo wyboru, czy będą odprowadzać składki od działalności, czy od pracy dodatkowej. W tym drugim przypadku podstawy wymiaru składek były niższe.
Przedsiębiorcy wybierali oczywiście tańsze rozwiązanie. Po wejściu w życie nowelizacji ustawy systemowej zmieniły się podstawy wymiaru składek na wyższe, z reguły równe z podstawami ich wymiaru obowiązującymi jak przy działalności. Jednak ustawa nie ma mocy wstecznej. Mimo to ZUS od ok. 4 lat wobec przedsiębiorców, którzy skorzystali z prawa wyboru tytułu do ubezpieczeń, wszczyna postępowania i wydaje decyzje o niepodleganiu ubezpieczeniom z innego tytułu tylko od działalności.
— I czyni to za okres do 10 lat wstecz, czyli praktycznie od 1999 r. — mówi Dorota Wolicka. Wcześniej przedsiębiorcy nie otrzymywali żadnych sygnałów, że coś jest nie w porządku. ZUS nie kwestionował ich wniosków o wyborze tytułu do ubezpieczeń. Dostawali z urzędu zaświadczenia o niezaleganiu z tytułuskładek na ubezpieczenia społeczne, raporty roczne o zaliczeniu opłacanych za nich składek na indywidualne konta emerytalne i rozliczenia ich z OFE.
— Gdyby składki były odprowadzane w wymiarze innym, niż określała to ustawa systemowa — płatnicy byliby wzywani do dokonania korekt, a to do dziś nie nastąpiło — zaznacza Dorota Wolicka.
Premier obiecał
Problem może dotyczyć 500 tys. przedsiębiorców. Naliczane przez ZUS kwoty sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych, a niektóre przekraczają 100 tys. — Dla nas to ogromne sumy, których nigdy na oczy nie widzieliśmy — burzą się przedsiębiorcy. Uważają, że ZUS postępuje niezgodnie z prawem. — Nas łatwo okraść, bo jesteśmy drobni i mamy ograniczone pole do obrony. Jakie szanse ma przedsiębiorca w sądzie o nazwie sąd ubezpieczeń społecznych w walce z ZUS? — pyta jeden z poszkodowanych.
Dodaje, że działania ZUS prowadzą do niszczenia drobnych, rodzinnych firm, utraty przez nie płynności oraz środków do życia. Zajmowane są ich domy i mieszkania. Odmawia się im rozłożenia wymaganych kwot na raty, jeśli wyrażają chęć spłaty rzekomych zobowiązań. Są w stanieprzedstawić w kilku krótkich słowach, gdzie łamane jest ich prawo.
Przez wiele miesięcy nikt nie chciał ich słuchać. — Rząd udawał, że nas nie widzi — mówią przedstawiciele małych firm. Manifestowali pod Sejmem, wysyłali pisma i maile do rządu. Bez rezultatów. Dopiero po pikiecie, która odbyła się 6 października w Katowicach podczas pobytu tam premiera Donalda Tuska, zorganizowano spotkanie.
Uczestniczyli w nim sam premier, ministrowie Jacek Rostowski i Michał Boni oraz Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS. Przedsiębiorców reprezentowali przedstawiciele Stowarzyszenia Poszkodowanych Przedsiębiorców RP oraz Dorota Wolicka. — Najważniejsze, że zaczęliśmy wreszcie rozmawiać — mówi Dorota Wolicka.
Dodaje, że rozwiązanie tej sprawy leży również, a może nawet przede wszystkim, w interesie rządu, ponieważ straty, które może ponieść budżet państwa z tytułu bankructw, przechodzenia do szarej strefy, przenoszenia firm za granicę, wypłaty zasiłków itd. znacznie przekraczają koszty zaniechania poboru nienależnych składek. ZUS nie przedstawił swoich argumentów w sprawie. Poinformował jedynie, że w zakładzie powołano specjalny zespół ekspertów, który pracuje nad rozwiązaniem tej kwestii.