Firmy pchają się do stref

opublikowano: 16-05-2014, 00:00

Tylu chętnych do inwestycji nie było od wejścia Polski do UE. Oby tym razem przedsiębiorcy byli bardziej słowni

W specjalnych strefach ekonomicznych (SSE) gorączka. Sporo z nich wyda w pierwszym półroczu więcej zezwoleń niż przez cały ubiegły rok.

— To istne szaleństwo. Zwykle w toku w różnych fazach zaawansowania prowadzimy 20 postępowań. Teraz jest ich ponad 40, aż trudno je spamiętać — przyznaje Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Resort gospodarki w oszałamiającym tempie przygotowuje pod obrady rządu projekty zmian granic kolejnych stref — w tym momencie powiększa się osiem z 14. W każdej przybędzie gruntów skarbu państwa — tu dopiero strefy będą szukać inwestorów, ale także terenów należących do firm, które już zdecydowały się na inwestycje. Tylko ostatnie i najbliższe zmiany granic oznaczają inwestycje ponad 30 firm, które obiecują 5,5 mld zł i 2,7 tys. etatów (patrz tabelka).

— Wysyp inwestycji to efekt zmian w pomocy publicznej od 1 lipca 2014 r. Do końca czerwca obowiązują zasady, które znamy. Nie wiemy do końca, jak będą wyglądały nowe, na pewno nie będzie lepiej. Przedsiębiorcy, którzy planują inwestycje, wiedzą, że najlepiej wchodzić do stref ekonomicznych teraz, zwłaszcza że projekt nie musi być bardzo szczegółowy — wyjaśnia Marek Sienkiewicz z Deloitte.

Obiecanki cacanki

Istnieje niebezpieczeństwo, że projekt będzie aż za bardzo ogólny. Już kiedyś w strefach był taki gorący okres. W 2000 r. w związku z dostosowaniem polskiego prawa do unijnego, zapowiedziano zmiany dotyczące pomocy publicznej od początku 2001 r. Liczba zezwoleń w SSE urosła z 250 na koniec 1999 r. do… 725! 30 proc. inwestorów, którzy odebrali wówczas zezwolenia, nigdy nie zrealizowała inwestycji. W kolejnych latach Ministerstwo Gospodarki cofało lub wygaszało więcej zezwoleń, niż strefy wydawały nowych. Ogólna liczba zezwoleń w strefach spadała przez następne trzy lata, a do poziomu z 2000 r. wróciła dopiero w 2005 r. Teraz historia nie powinna się jednak powtórzyć.

— Głównie planujemy objęcie strefą zakładów w toku. To poważne projekty, bardzo dokładnie sprawdzane, a firmy muszą wykazać efekt zachęty. W 2000 r. było bardzo dużo zezwoleń dla małych i średnich polskich spółek. Odbierały zezwolenia, często nie oglądając nawet działki. Dlatego nie obawiam się, że do tych inwestycji nie dojdzie — uspokaja Teresa Korycińska z Ministerstwa Gospodarki.

Spółki zarządzające strefami są bardziej doświadczone.

— Staramy się dobrze wybadać, czy listy intencyjne to pobożne życzenia czy realne projekty. Te ponad 40 prowadzonych teraz projektów rokuje pozytywnie — ocenia Piotr Wojaczek.

Inne czasy

Eksperci uspokajają, że większość projektów to pewniaki.

— Sytuacja przypomina trochę 2000 r., kiedy liczba zezwoleń w strefach się potroiła. Niewykluczone, że i tym razem deklaracje w strefach będą trochę na wyrost. Może się okazać, że część projektów zostanie zrealizowana później, niż dziś obiecują przedsiębiorcy. Niektóre spółki odbierają kilka zezwoleń: jedno na projekt, na który, jeżeli tylko dostaną zezwolenie strefowe, faktycznie są już zdecydowane, i kolejny na inwestycję, które dopiero rozważają i niekoniecznie zrealizują — komentuje Marek Sienkiewicz z Deloitte.

Np. Synthos Dwory planuje w Oświęcimiu pięć różnych projektów za łącznie niemal miliard złotych. Tomasz Kalwat, prezes Synthosa, zastrzega jednak, że firma rozważa te projekty i nie wszystkie muszą dojść do skutku. Włączenie ich do strefy jest tylko jednym z warunków realizacji. Natomiast Polpharma, której właścicielem jest Jerzy Starak, przenosi Polfę Warszawa do Duchnic w gminie Ożarów Mazowiecki i wchodzi do tarnobrzeskiej strefy. Już odebrała zezwolenie na budowę zakładu farmaceutycznego za 266 mln zł. Wkrótce ma dostać drugie zezwolenie — na dalszy etap tego samego projektu.

— Otrzymanie zezwolenia kosztuje trochę wysiłku organizacyjnego. Nie można potępiać przedsiębiorców za to, że zostawiają sobie otwartą furtkę. Mają prawo otrzymać zezwolenie. Jeśli nie zrealizują inwestycji, budżet nic na tym nie straci — mówi Cezary Tkaczyk, prezes SSE Starachowice.

5,5 mld zł Tyle obiecuje zainwestować ponad 30 firm, które czekają na poszerzenie specjalnych stref ekonomicznych…
2,7 tys. …a tyle stworzą miejsc pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu