Firmy rodzinne walczą o swój wizerunek

Michalina Szczepańska
15-11-2011, 00:00

Przedsiębiorstwa rodzinne stanowią dużą siłę i chcą zajmować poczesne miejsce w debacie publicznej.

Budowanie marki firm rodzinnych — takie zadanie wyznaczyli sobie ich właściciele, którzy przez lata postrzegani byli jako badylarze czy prywaciarze. Jak wypracować szacunek i dumę z prowadzenia i pracowania w firmie rodzinnej — dyskutowali na zjeździe firm rodzinnych U-rodziny.

— Zaczęliśmy w większości budować swoje firmy dopiero od 1990 r. i przez pierwsze lata skupialiśmy się na tym, żeby przeżyć i je rozwijać. Teraz nadal mamy bardzo dużo pracy, ale przyszedł czas, żeby się zebrać między sobą i pokazać, że jesteśmy ogromną wartością, z której należy być dumnym — przekonuje Solange Olszewska z Solarisa.

Czy nie tylko w doświadczenia, ale również w liczbie może tkwić siła?

— Firm rodzinnych wszędzie na świecie jest więcej niż nierodzinnych. W Unii Europejskiej jest ich 60 proc. W Polsce, jak policzyła Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, 78 proc. to firmy rodzinne (wliczając w to firmy jednoosobowe). Jest nas ok. 1,5 mln — wylicza prof. Andrzej Jacek Blikle, prezes Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych. Chociaż ta liczba pozwoliłaby na stworzenie potężnej siły wpływającej na decyzje rządowe,„rodzinni” są w swoim odczuciu wciąż niedoceniani.

— Jako firmy rodzinne jesteśmy postrzegani jako uzupełnienie dla korporacji i banków, a my jesteśmy solą tej gospodarki i musimy propagować dumę z tego, kim jesteśmy — mówi Magdalena Kwiatkiewicz z Yes. Chociaż te same korporacje w odczuciu właścicieli firm rodzinnych nie poradziłyby sobie bez nich.

— Korporacje niewiele by zdziałały bez wsparcia firm rodzinnych, które potrafią wiele ułomności wielkich koncernów zastąpić swoim zaangażowaniem i szybko zrobić coś, co w korporacji zajmuje całe miesiące — opowiada Maciej Szymański z firmy Ster. Ta szybkość, a do tego nieustająca czujność, jest zdaniem Solange Olszewskiej zdecydowanym wyróżnikiem firm rodzinnych.

— Nie mamy tak wielkiej siły finansowej i politycznej jak korporacje, więc dlatego musimy być cały czas czujni. W efekcie to firmy rodzinne najlepiej poradziły sobie z kryzysem, nie przeprowadzając masowych zwolnień, bo o firmę dbamy jak o swoją rodzinę — opowiada Solange Olszewska. Rodzinność, tak podkreślana przez właścicieli, może jednak być źle odbierana przez otoczenie.

— Przyznawanie się, że pracuje sie z żoną czy mężem, jest sprawą karkołomną. Gdy uczestniczymy w przetargach i w opisach ekspertów, powtarza się to samo nazwisko, pojawia się posądzenie o sprzyjanie czy faworyzowanie. Zatrudnianie rodziny w firmie prywatnej jest ujmą, a nie jest to ujmą w firmie państwowej. Musimy się nauczyć normalnego przyznawania się, że pracuje się z córką czy mężem i że nie ma w tym nic złego, jest to normalna sytuacja — twierdzi Marzena Raźniewska- Półkoszek z Bomis.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Firmy rodzinne walczą o swój wizerunek