Firmy skarżą się na dyskryminację

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 2005-08-19 00:00

Unia blokuje nam import wołowiny z krajów trzecich — alarmują polskie firmy. I liczą straty idące w miliony złotych.

Po wejściu do Unii Europejskiej eksport polskich towarów pochodzenia zwierzęcego wzrósł o ponad 50 proc. Nie wszystkie firmy mają jednak powody do radości. Okazuje się, że bardzo mocno ograniczony został udział polskich firm w bezcłowym imporcie wołowiny z krajów trzecich, który — jak się okazuje — także mógłby przynosić spore zyski.

Bolesna zmiana

— Już drugi raz Komisja Europejska pominęła nasze starania o zmianę przepisów i przydział polskim firmom dostępu do kontyngentów taryfowych na przywóz żywego bydła i mięsa wołowego w ramach licencji GATT — twierdzi Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa (Polskie Mięso).

Dodaje, że na rozpoczęty w lipcu rok rozliczeniowy 2005/06 Polska otrzymała przydział zaledwie na 12 ton, co stanowi 0,02 proc. całego unijnego kontyngentu wynoszącego 56 tys. ton.

Tymczasem przed wejściem do Unii Europejskiej Polska miała do dyspozycji roczny kontyngent sięgający 6 tys. ton.

— Nie wiadomo, co się stało z kontyngentem, który posiadaliśmy przed akcesją — mówi Witold Choiński.

Wiadomo za to, że tuż po ostatnim rozszerzeniu UE Komisja Europejska zmieniła zasady przyznawania pozwoleń na import w ramach kontyngentu GATT, co praktycznie zablokowało naszym firmom możliwość jego wykorzystania. Od czerwca 2004 r. o licencje mogą się ubiegać tylko tradycyjni importerzy, czyli podmioty, które wykażą, że w roku referencyjnym sprowadzili do kraju odpowiednią ilość wołowiny lub bydła. Tymczasem do niedawna polskim firmom opłacało się wołowinę przede wszystkim eksportować. Teraz — po wyrównaniu cen w Polsce i UE — polskie firmy mogą zarobić także na imporcie wołowiny z krajów trzecich. Dlatego będą lobbować za zmianą niekorzystnych kryteriów.

— Gdyby polskie firmy miały do wykorzystania taki sam limit jak przed wejściem do UE, czyli około 6 tys. ton, mogłyby zarabiać na imporcie wołowiny 13 mln EUR rocznie — tłumaczy Janusz Marchlewski, prezes firmy Marlexu, jedne z czołowych firm handlujących mięsem.

Dodaje, że jest duży popyt na tanią wołowinę spoza Unii — zarówno w Polsce, jak i w innych krajach UE. Jego zdaniem, branża oraz ministerstwo rolnictwa powinny walczyć w Brukseli o zmianę zasad podziału kontyngentu, by polskie firmy nie zostały na trwałe wyeliminowane z tego biznesu.

Osamotnieni

Tymczasem resort rolnictwa informuje, że wielokrotnie próbował przeforsować zmiany i umożliwić eksporterom ubieganie się o prawa importowe. Bez skutku.

— W 2004 r. w ramach Komitetu Zarządzającego Komisji Europejskiej ds. Wołowiny i Cielęciny Polska sprzeciwiała się wprowadzeniu ograniczenia dostępu do niektórych kontyngentów tylko dla tradycyjnych importerów i wnioskowała o zmianę zasad administrowania kontyngentami preferencyjnymi. Komisja Europejska odrzuciła nasze propozycje, argumentując, że ograniczenie dostępu do kontyngentów miało na celu uniknięcie spekulacji, a nie celowe wykluczenie operatorów z jakiegokolwiek kraju członkowskiego — informuje Departament Wspólnej Organizacji Rynków Rolnych w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Jego przedstawiciele dodają, że starania Polski nie zyskały poparcia ze strony innych krajów członkowskich.