Firmy tną szkolenia

Dorota Czerwińska
opublikowano: 20-12-2009, 11:46

Rok 2010 jest wielką niewiadomą. Ostatnie miesiące pokazały, że wysokość wydatków firm na szkolenia zależy od kondycji gospodarki.

Cięcia firmowych budżetów w 2009 r. mocno uderzyły w branżę szkoleniową. Najtrudniejszy był początek roku, kiedy doniesienia o postępującym kryzysie sparaliżowały firmy. Eksperci rynku szkoleniowego zgodnie przyznają, że w tym okresie klienci byli powściągliwi w kupowaniu jakichkolwiek szkoleń. Odkładali decyzję do momentu, w którym będą wiedzieli, na jakie przychody mogą liczyć.

Dźwignia dla biznesu

— Odblokowanie nastąpiło dopiero w połowie roku, choć zainteresowanie szkoleniami nie było tak duże, jak przed recesją — przyznaje Piotr Piasecki, ekspert rynku szkoleniowego z firmy HeidtmanPiasecki.

Wyjaśnia, że kiedy gospodarka zwolniła, firmy zrezygnowały ze szkoleń, które dotychczas realizowały gdy miały doraźną potrzebę, np. z obsługi klienta czy komunikacji.

— Pracodawcy, którzy mieli długofalowe plany, decydują się też ostatnio na szkolenia w okrojonej formie, głównie te dla kluczowych pracowników, rozwijające umiejętności specjalistyczne. Oznacza to, że firmy przeprowadzają analizę potrzeb i wybierają spośród kilku obszarów kompetencyjnych programu szkoleniowego te, które będą bezpośrednią dźwignią dla biznesu — tłumaczy Piotr Piasecki.

Klienci uważniej analizują wydatki, dlatego przed wyborem szkolenia zadają sobie pytanie czy na pewno jest ono potrzebne i czy przełoży się na wyniki biznesowe.

— Wybór programów szkoleniowych, które wpływają bezpośrednio na biznes, będzie długofalową tendencją. Taki racjonalizm ma pozytywne i negatywne aspekty. Pozytywne jest to, że klienci wybierają szkolenie, z którego szybko będą owoce. Ale z drugiej strony, gdy firma koncentruje się tylko na dniu dzisiejszym, może utracić pozycję konkurencyjną — uważa Piotr Piasecki.

Według eksperta w najbliższym czasie część firm będzie nadal odkładać niektóre szkolenia na później lub będzie je realizować własnymi siłami, a także za pośrednictwem e-learningu.

Rozsądne podejście

Magdalena Wróbel, dyrektor operacyjny AchieveGlobal, nie przewiduje, by firmy zwiększyły budżety na szkolenia.

— I kwartał 2010 r. będzie czasem realizacji dużych projektów, na które klienci dostali dofinansowanie unijne. W nowym roku pojawi się trochę zamówień, ale nie sądzę, żeby wartość rynku szkoleń wzrosła znacząco — uważa.

Według niej w najbliższym czasie nadal dużym zainteresowaniem będą się cieszyły szkolenia dotyczące rozwoju przywództwa.

— Gdy obserwuję kryzysy ostatnich lat — ten z 2001 r. i aktualny, to muszę przyznać, że klienci zachowywali się bardzo rozsądnie. Nie wstrzymywali szkoleń dla kadry menedżerskiej w obszarze przywództwa i tych ukierunkowanych na jakość zarządzania. Inwestowanie w ten obszar jest głównym sposobem walki z kryzysem — twierdzi Magdalena Wróbel.

Podkreśla, że ważne jest nie tylko udane szkolenie — równie istotne jest wprowadzenie zdobytej wiedzy w życie. Według niej firmy szkoleniowe zdały sobie sprawę, że muszą wyjść naprzeciw klientom, którzy teraz dwa razy oglądają każdą wydaną złotówkę. Niektóre dostosowują ofertę do nowych potrzeb firm. Oprócz pracowników, uczą też trenerów wewnętrznych, a ponadto w cenę projektu wliczają koszty przygotowania projektu i analiz, za które kiedyś trzeba było słono płacić. Coraz częściej dzielą się też z klientami nową wiedzą i najnowszymi badaniami. Są też bardziej elastyczne i dostosowują się do wymagań klienta. Szkoleniowcy rozumieją, że klienci nie mają czasu, by spędzić sześć dni na szkoleniu, dlatego skracają je np. do trzech.

— Włączamy w nasze szkolenia też przełożonych i służby HR-owe, zostawiamy u klienta know-how, co oznacza zmniejszenie kosztów — podkreśla Magdalena Wróbel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane