Fiskus rzuca sieci na sieć

09-03-2007, 08:10

Handlujesz na dużą skalę na Allegro? Twój sklep internetowy nie płaci VAT? Uważaj. Już jutro zapuka skarbówka. W realu.

Liczba polskich internautów przekroczyła 11 milionów. I rośnie. Odsetek tych, którzy nie tylko surfują w sieci, ale także robią w niej zakupy, sięga 25 proc. I rośnie. Wartość handlu internetowego w 2006 r. zbliżyła się do rekordowych 5 mld zł. I rośnie. Jak śnieżna kula.

Podręcznik w rękę

Firma Gemius szacuje, że w 2010 r. nie około 1,5 proc. (jak jest dziś), ale 4 proc. całego handlu detalicznego przypadnie na e-commerce. Wydamy w internecie 16 mld zł.

Wiedzą o tym nie tylko analitycy. Zauważył to też fiskus. Wystarczy zajrzeć do „Zadań dla urzędów kontroli skarbowej na rok 2007”. Spenetrowanie handlu w internecie jest jednym z priorytetów. „Rosnąca skala tego zjawiska zmusza organy kontroli skarbowej do wnikliwego zainteresowania się tym segmentem rynku i wypracowania adekwatnych metod kontroli” — czytamy w dokumencie.

Nie ma wątpliwości: fiskus chce śmielej wkroczyć w wirtualny świat. Co to znaczy w praktyce?

— Zmiana będzie duża. Dotychczas kontrole e-handlu prowadziły wybrane Urzędy Kontroli Skarbowej (UKS) w ramach eksperymentu. W tym roku tego typu kontrole po raz pierwszy będą prowadzone przez wszystkie urzędy i koordynowane przez Ministerstwo Finansów — wyjaśnia Tomasz Korzecki, nowy naczelnik wydziału informatyki w Departamencie Kontroli Skarbowej Ministerstwa Finansów.

Na razie jednak rzeczywistość skrzeczy. Inspektorzy czasem nie tylko nie wiedzą, jakie zagrożenia niesie e-commerce, ale nawet tego, czym tak naprawdę jest sam internet.

— Inspektorzy muszą się nauczyć, że internet to bardzo cenne źródło informacji. Za jego pomocą może być prowadzona sprzedaż, która nie jest ewidencjonowana. Jeśli na wizytówce kontrolowanej firmy czy na jej samochodzie widnieje adres strony internetowej, to trzeba ją sprawdzić, tak jak każdą inną fakturę. Sam kiedyś kontrolowałem hurtownię i okazało się, że jednocześnie prowadzi ona na dużą skalę sprzedaż detaliczną w internecie. Bez wymaganej kasy fiskalnej! — mówi Tomasz Korzecki.

Misjonarze z Francji

Żeby poprawić znajomość tematu, minister finansów stworzył specjalny podręcznik metodyki kontroli, przeznaczony dla urzędników fiskusa. A ten powstał dzięki pomocy Francuzów.

Wszystko zaczęło się w październiku 2004 r. W ramach projektu Phare 2003 „Wsparcie polskiej administracji podatkowej” rozpoczęto „działania kontrolne skierowane na firmy oferujące usługi lub towary przez internet”. Pieniądze (180 tys. euro) wyłożyła Unia Europejska — głównie na szkolenia prowadzone przez ekspertów z francuskiej skarbówki (przeprowadzili 18 tzw. misji). To oni najpierw rozpoznali sytuację, a potem opracowali założenia polskiej strategii walki z przestępczością w internecie. W lipcu 2005 r. grupa urzędników z kilku wybranych UKS-ów i izb skarbowych zaczęła w wirtualnym świecie szukać firm unikających podatków. Z początkiem 2006 r. pilotaż się skończył i pod lupą fiskusa znalazły się wszystkie województwa.

Pod koniec zeszłego roku Francuzi zakończyli misję. Przeszkolili dokładnie 39 osób: z UKS-ów oraz urzędów i izb skarbowych. To one, jako koordynatorzy ds. e-handlu, monitorują internet, typują podmioty do kontroli, określają obszary ryzyka i nadzorują kontrole prowadzone w ich jednostkach.

Na pierwszej linii frontu walki z oszustwami podatkowymi w sieci mają stanąć UKS-y. Koordynator jest w każdym z nich. W przeciwieństwie do urzędów skarbowych UKS-y mają też wyszkolonych analityków, a w trudniejszych sprawach mogą liczyć na pomoc specjalistów z resortu finansów, choćby informatyków.

Pomóc ma też sprzęt. We wszystkich UKS-ach fiskus uruchomi Argos: specjalny moduł przeszukiwania internetu, będący częścią Informatycznego Systemu Wspomagania Kontroli Skarbowej (ISKOS). Jak on działa? Inspektor po wybraniu strony WWW z jakiejś branży (na liście podejrzanych są choćby kosmetyki i elektronika), zleca wyszukanie słów kluczy, które Argos następnie odnajduje w całej sieci. Przy czym słowami kluczami mogą być dane identyfikacyjne (telefon, adres etc.), ale też popularne, choćby na aukcjach, frazy z ogłoszeń, takie jak „bez VAT”, „obcinamy VAT” itp.

Początek drogi

To właśnie unikanie płacenia VAT-u i w fazie pilotażu, i obecnie zdarza się najczęściej. Trzeba pamiętać, że każdy, kto w ciągu roku sprzeda na portalach aukcyjnych czy w sklepie internetowym towary lub usługi za więcej niż 10 tys. euro automatycznie podlega podatkowi VAT. Jeśli się temu nie podporządkuje, narazi się nie tylko na konieczność jego zapłacenia z odsetkami, ale również na dodatkowe sankcje (np. za brak kasy fiskalnej czy nierzetelne prowadzenie ksiąg rachunkowych).

Od 1 lipca do 31 grudnia 2005 r. fiskus przeprowadził 160 kontroli internetowych. W 86 z nich wykryto nieprawidłowości, a uszczuplenia wyniosły 980 tys. zł. W 2006 r. kontroli (zarówno urzędów skarbowych, jak i UKS) było już 398. Z tego 223 zakończyło się ustaleniami: na ponad 2,7 mln zł. Niewiele. Szczególnie gdy porównać to choćby z wyłudzeniami VAT przez mafię paliwową (tam ustalenia podatkowe sięgały setek milionów złotych).

— Nie można porównywać tych kwot. Wyłudzenia paliwowe polegają na umieszczeniu w łańcuszku transakcji tzw. słupa, od którego nie można wyegzekwować należnego podatku, bo jedyną jego własnością jest Fiat 126p, a miejscem zamieszkania: areszt śledczy lub budka z piwem. A przy oszustwach internetowych ściągalność sięga 100 proc. — mówi Tomasz Korzecki.

I dodaje, że choć kontrole dotyczą głównie małych podatników, ich majątki nie są wcale wirtualne.

— Poza tym liczba kontroli nie jest na razie duża, ale spotkajmy się za dwa lata... — proponuje Tomasz Korzecki.

Kup teraz z podatkiem

Pod lupę inspektorów wpadną głównie uczestnicy aukcji internetowych. Przede wszystkim Allegro. I nic dziwnego. To na ten serwis przypada większość obrotów polskiego e-handlu. Tylko w 2006 r. za jego pośrednictwem właściciela zmieniło 46 mln przedmiotów (w 2005 r. 25 mln), wartych 2,5 mld zł (blisko tysiąc istniejących polskich e-sklepów osiągnęło w tym samym czasie nieco niższy obrót).

Tak dynamiczny rozwój serwisów aukcyjnych to zasługa coraz popularniejszego sposobu sprzedaży typu „kup teraz”. W przeciwieństwie do licytacji, tu sprzedający wystawia dany towar w dużych ilościach i po stałej cenie.

— Taką działalność traktuje się jako alternatywę dla posiadania własnego skle- pu internetowego. Tyle że pod względem podatkowym nic się nie zmienia. Jeżeli sprzedaż ma dużą częstotliwość, jest prowadzona w sposób ciągły i zorganizowany, stanowi działalność gospodarczą, od której trzeba zapłacić podatek dochodowy i VAT — mówi jeden z wyszkolonych inspektorów.

A allegrowicze zazwyczaj tego nie robią. Z dotychczas skontrolowanych podmiotów blisko 35 proc. w ogóle nie zarejestrowało działalności gospodarczej. Odsetek ten się jednak zmniejsza. Coraz więcej jest za to firm, które mimo zarejestrowania działalności nie wykazują obrotów uzyskiwanych w internecie.

Jakiś czas temu łódzki UKS przeprowadził szeroko zakrojoną akcję przeciw wirtualnym oszustom. W jej rezultacie nieuczciwi e-sprzedawcy zaczęli wychodzić z szarej strefy. Po jakimś czasie, gdy okazało się, że zarobek nie jest już tak łatwy, zaczęli kombinować mocniej. Już nie tylko unikali podatków, ale także zaczęli używać fałszywych dokumentów do zakładania kont aukcyjnych i rachunków bankowych. Inspektorzy musieli poprosić o pomoc policję.

Pomaga policja i donosy

W policji e-przestępstwami zajmuje się kilkunastu funkcjonariuszy z komendy głównej, kilkunastu z Centralnego Biura Śledczego, paru ze szkół policyjnych oraz kilkuosobowe zespoły w wydziałach ds. przestępczości gospodarczej w komendach wojewódzkich. Łącznie blisko 100 funkcjonariuszy. Najlepsi z nich szkolili inspektorów skarbowych.

— Na co dzień współpracujemy głównie nieformalnie, bo tak szybciej. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkie e-przestępstwa interesują i nas, i policję — mówi jeden z inspektorów.

Największą pomoc skarbówka uzyskuje jednak od właścicieli portali aukcyjnych, firm hostingowych (w przypadku e-sklepów) oraz banków. To dzięki ich informacjom ustala bez problemu obrót danego podmiotu, a więc również podstawę opodatkowania. Fiskus, jak to fiskus, korzysta też z donosów.

— Trudno się dziwić, że płacący podatki nie godzą się na nieuczciwą konkurencję. Nikomu nie podoba się rywalizacja na nierównym boisku — mówi jeden z naszych rozmówców.

Zarówno on, jak i inni koordynatorzy podatkowych oszustów będą szukać w tym roku nie tylko na portalach aukcyjnych i w e-sklepach. Zajrzą też do firm webmasterskich, a nawet różnych grup dyskusyjnych. Spotkają zaskoczonych, niczego nieświadomych internautów? Raczej nie.

— Najczęściej kontrolowani, szczególnie ci nierejestrujący w ogóle działalności gospodarczej, od razu wiedzą, że chodzi o sprzedaż w internecie. Łamią prawo świadomie, licząc, że a nuż się uda. Zrobimy wszystko, by się przeliczyli — puentuje Tomasz Korzecki.

Dawid Tokarz, d.tokarz@pb.pl


© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Fiskus rzuca sieci na sieć