Fiskus z aglomeracji ma ludzką twarz

Łukasz Ruciński
opublikowano: 24-04-2003, 00:00

Zanim wybierzesz siedzibę swojego przedsiębiorstwa, sprawdź, co cię czeka w lokalnym urzędzie skarbowym. Stosunki między urzędnikami a podatnikami nie zawsze są złe. Są jednak miejsca, które lepiej omijać szerokim łukiem.

Zdaniem przedsiębiorców, urzędy skarbowe to instytucje pazerne i niekompetentne. W opinii urzędników, każdy przedsiębiorca tylko szuka okazji, aby nie zapłacić podatku. To stanowiska subiektywne, jednak ustalenie prawdziwego stanu rzeczy napotyka przeszkodę w postaci Ministerstwa Finansów. Resort nie chce udostępnić prasie danych pokazujących, które urzędy skarbowe (US) zażądały od podatników największych kwot i co potem działo się z ich decyzjami w izbach skarbowych i NSA. W tej sytuacji raport dotyczący kondycji polskiego aparatu skarbowego musi mieć charakter poszlakowy. Opiera się na uwagach przedsiębiorców oraz specjalistów — prawników i doradców podatkowych.

Ogólna uwaga brzmi: w wielkich miastach jest lepiej. Przedsiębiorcy, którzy chcą zminimalizować kłopoty z urzędnikami, powinni lokować swoje siedziby np. w Warszawie, Poznaniu, Katowicach lub Gdańsku. Są jednak wyjątki: US w Krakowie od lat cieszą się złą sławą. Drugą ważną wskazówką jest orzecznictwo poszczególnych oddziałów NSA. Jeżeli bowiem podatnik trafi na złych urzędników, zawsze może odwołać się do sądu. Jego wyroki zatem również tworzą podatkowy klimat dla prowadzenia działalności. Za bardzo dobre uznaje się ośrodki NSA w Warszawie, Łodzi i Katowicach. Trudniej ocenić ośrodki we Wrocławiu i Lublinie. Natomiast złe noty zebrały ośrodki krakowski i białostocki.

Urzędnik może przyczepić się niemal do wszystkiego, jednak prowadzący działalność dłużej dobrze wiedzą, że kontrolerzy także ulegają modom. W ubiegłym roku w podatkach dochodowych było nią kwestionowanie kosztów uzyskania przychodu, a w szczególności — wydatki poniesione w związku z transakcjami zawieranymi między podmiotami powiązanymi.

Olbrzymią popularnością wśród urzędników nieodmiennie cieszy się VAT. Regulująca go ustawa jest źle napisana, sam podatek skomplikowany i bardzo formalny — zawsze jest szansa, że podatnikowi powinie się noga.

Ubiegłorocznym hitem okazały się puste faktury, czyli faktury dokumentujące transakcje, które się nie odbyły. (Wynikający z faktur podatek trzeba zapłacić niezależnie od tego, czy doszło do transakcji). Tutaj akurat prym wiodły urzędy warszawskie, które jako puste traktowały także faktury nie wystawione w momencie powstania obowiązku podatkowego. Skutkiem było podwójne obciążenie podatkiem — przedsiębiorca musiał płacić VAT za pustą fakturę i za transakcję.

Jest już kandydat na nowy przebój sezonu — kwestia VAT z faktur zaliczkowych. Niedawno NSA wydał orzeczenie, w którym stwierdził, że podatek z tytułu zaliczki nie podlega odliczeniu. Teraz US prawdopodobnie ruszą sprawdzić, czy podatnicy nie dokonywali takich odliczeń.

Raport powstał we współpracy „Pulsu Biznesu” z „Businessman Magazine”. Pełny tekst ukaże się w majowym numerze pisma.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ruciński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fiskus z aglomeracji ma ludzką twarz