FIT DM: Co tak naprawdę powiedział Fed?

FIT DM
opublikowano: 12-12-2007, 13:07

Staje się już niemal tradycją, iż komunikaty po  posiedzeniu Zarządu Rezerwy Federalnej wzbudzają duże emocje, co przekłada się na nieraz dość zaskakujące, krótkoterminowe wahania rynku.

Podobnie stało się też wczoraj - Fed zdecydował o obniżeniu głównej stopy funduszy federalnej o 25 p.b. do poziomu 4,25 proc. W ślad za tym w tej samej skali spadła stopa dyskontowa, czyli ta po której banki pożyczają sobie pieniądze ( i tutaj było największe rozczarowanie, gdyż spodziewano się większego cięcia). Tej decyzji towarzyszył dosyć pesymistyczny komunikat na temat perspektyw gospodarki, z którego przebijały obawy związane z negatywnym wpływem kryzysu na rynku ryzykownych pożyczek hipotecznych. Jednocześnie zwrócono uwagę na utrzymujące się ryzyka inflacyjne, co niektórzy odebrali jako sygnał, iż bank centralny ma ograniczone pole do działania. Jednocześnie Fed poinformował, iż nie wyklucza podjęcia w najbliższych dniach akcji mającej zapewnić lepszą płynność na rynku międzybankowym w zbliżającym się okresie świątecznym. Agencje odnotowały także fakt, iż jeden z członków tego gremium, Eric Rosengren z Bostonu opowiadał się za cięciem stóp o 50 p.b.

Dużo faktów, wiele interpretacji i czasami niepotrzebnych emocji. Jak zatem przełożyć wczorajsze informacje na język inwestora i czy prezentowana w poniedziałek koncepcja zachowania się walut w perspektywie najbliższych 1-2 tygodni pozostaje aktualna? Bo nerwowe zachowanie inwestorów na Wall Street, której indeksy zakończyły wtorkową sesję na sporych minusach, odbiło się negatywnie na notowaniach złotego, który w godzinach nocnych przy mało płynnym rynku testował okolice 3,59 zł za euro i 2,45 zł za dolara. Ostatecznie inwestorzy zwietrzyli w tym okazję do atrakcyjnego zajęcia pozycji w złotym, co doprowadziło do jego umocnienia w pierwszych godzinach środowego handlu. O godz. 12:22 notowania EUR/PLN i USD/PLN wynosiły odpowiednio 3,5780 zł i 2,4360 zł. Nocne osłabienie się złotego było pochodną umocnienia się japońskiego jena, co świadczy o tym, iż część inwestorów postanowiła zredukować część ryzykownych pozycji carry-trade. Z kolei amerykański dolar umocnił się względem głównych walut raz, że za sprawą spadków na giełdach (wzrost globalnego ryzyka i powrót kapitałów do macierzy), a po części za sprawą wypowiedzi szefa Ludowego Banku Chin. Zhou Xiaochuan zapewnił, że Chiny będą wspierać politykę idącą w kierunku silnego dolara. Ten bardziej dyplomatyczny zwrot upewnił jednak inwestorów w tym, że Chiny na razie nie będą rozważać zamiany swoich ogromnych rezerw walutowych skoncentrowanych na dolarze. Jeżeli jednak bliżej przyjrzymy się tematowi, to takie słowa wcale nie dziwią, a są wręcz dosyć rozsądne. Na zmianę struktury swoich rezerw mogą pozwolić sobie mniejsze kraje (tak jak niektóre państwa arabskie), a nie Chiny, które natychmiast znalazłyby się w sytuacji słonia w składzie porcelany. Tym samym kierunek, który podjęto przed kilkoma tygodniami, czyli zapowiedzi zakupów akcji amerykańskich spółek przez rządowy fundusz China Investment Corporation jest długofalowo jak najbardziej słuszny. Na zasadzie prawa cykli dolar po obecnej fali słabości zacznie w końcu się umacniać, a Chiny przez tanie zakupy udziałów w kluczowych światowych spółkach jeszcze bardziej umocnią pozycję globalnego gracza (w sensie politycznym i gospodarczym), a przy tym na tym dodatkowo zarobią.

Ale wróćmy do interpretacji wczorajszego komunikatu Fed. Martwić mogą się przede wszystkim giełdowi inwestorzy, którzy "nagle" uświadomili sobie, że bank centralny nie będzie w stanie wybawić ich z opresji i nie spowoduje, że tanie akcje staną się ponownie drogie. Cykl gospodarczy jest nieubłagany, zyski spółek będą spadać i wraz z nimi kursy akcji. Dodatkowo zaakcentowanie obaw inflacyjnych było sygnałem, że bardziej preferowana będzie polityka "drobnych kroków", czyli systematycznych obniżek stóp procentowych o 25 p.b. I tym większość uczestników rynku wydaje się być rozczarowana, a także skalą spadku stopy dyskontowej. Oczekiwania na kolejne posunięcia są tym samym dosyć duże - rynek spodziewa się kolejnego cięcia już 30 stycznia, chociaż pojawiają się też głosy, iż stanie się to wcześniej na dodatkowym posiedzeniu. To najpewniej będzie zależało od efektów programu "płynnościowego", który w najbliższych dniach przeprowadzi Fed wpompowując w rynek międzybankowy dodatkowe dziesiątki (setki?) miliardów pożyczek dla banków komercyjnych. Niezależnie od tego, czy tak się stanie, sytuacja dolara na rynkach światowych w perspektywie najbliższych tygodni (do końca roku) w zasadzie się nie zmieni. Amerykańska waluta będzie nadal tracić do euro, zwłaszcza, że przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego na przestrzeni ostatnich dni cały czas akcentowali swoje wypowiedzi w kierunku ryzyka wzrostu inflacji. To oznacza, że relacja stóp procentowych pozostanie wciąż negatywna dla dolara, a koncepcja wzrostu EUR/USD do końca roku w kierunku 1,50 i powyżej, wciąż pozostaje aktualna (kurs z godz. 12:25 to 1,4685). Sytuacja może zmienić się dopiero na początku 2008 r., kiedy zamiast efektu, będziemy mieć tzw. defekt stycznia na rynkach akcji. Wtedy wzrośnie globalna awersja do ryzyka, a inwestorzy będą zamykać pozycje na emerging markets i odkupywać dolary.

A co w najbliższych dniach stanie się ze złotym? Pozostanie mocny, w czym pomogą publikacje danych makroekonomicznych i oczekiwanie na wyniki rozpoczynającego się w przyszły wtorek dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Ostrożność podpowiada, iż stopy procentowe powinny zostać podniesione o 25 p.b., gdyż i tak RPP spóźniła się z cyklem podwyżek. Prawdopodobieństwo mówi, że członkowie tego gremium będą chcieli zaczekać z decyzją do stycznia, a jednym z argumentów będzie mocny złoty ograniczający inflację. Tyle, że ten sam mocny złoty i wysoka dynamika konsumpcji będą z czasem prowadzić do wzrostu nierównowagi na rachunku obrotów bieżących (spadająca opłacalność eksportu przy rosnącym apetycie na towary importowane, a także możliwe zmniejszenie tempa inwestycji zagranicznych za sprawą pogorszenia się koniunktury na świecie ), a to już nie będzie sygnał przemawiający za dalszą aprecjacją naszej waluty. Zresztą dzisiaj o godz. 14:00 dowiemy się jaki był odczyt bilansu C/A za październik - prognozy mówią o wzroście deficytu do 957 mln EUR. Natomiast jutro poznamy kluczowe dane o listopadowej inflacji (prognozy resortu finansów mówiły o odczycie na poziomie 3,50 proc. r/r), a w poniedziałek na temat dynamiki płac w tym samym okresie. Tak jak wspomniałem wcześniej, realne prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w środę nie jest wielkie, to jednak uczestnicy rynku pozostaną podzieleni w tej kwestii, co nie przeszkodzi złotemu w dalszej aprecjacji. Poziomem docelowym tego ruchu są okolice 3,5450-3,55 zł za euro i 2,39-2,40 zł za dolara. W okresie między Świętami złoty może być nieco słabszy, gdyż gracze nie będą raczej unikać przeprowadzania większych transakcji na dosyć płytkim rynku.

Marek Rogalski
Główny Analityk
First International Traders Dom Maklerski S.A.
www.fitdm.pl

 

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: FIT DM

Polecane