Przedstawiony w lipcu przez Komisję Europejską (KE) pakiet legislacyjny Fit for 55 (Gotowi na 55), stanowiący akt wykonawczy wobec Europejskiego Zielonego Ładu (EZŁ), wywołał głębokie podziały nawet w… samej KE. Osiągnięcie przez UE neutralności klimatycznej w 2050 r., prowadzące już w 2030 r. do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych o 55 proc., to projekt niezwykle ambitny, ale jeszcze bardziej kosztowny. Dlatego Europejskie Forum Nowych Idei (EFNI) nie mogło uciec od dwujęzycznie zapisanego tematu „Czy jesteśmy gotowi na Fit for 55?”.
Początkiem panelu był krótki kurs, o co w ogóle idzie. Pakiet obejmuje około 4000 stron bardzo trudnej legislacji, która jest niemożliwa do przebrnięcia w pojedynkę nawet dla specjalisty, zaś jeszcze trudniejsza do opakowania PR-owego. Dyskusja i procedura zapowiada się na dwa lata, tzn. pakiet ma zostać sfinalizowany do końca obecnej kadencji unijnych władz, czyli do wiosny 2024 r. Jego filozofią jest dekarbonizacja wszystkich bez wyjątku branż gospodarki, a nie tylko energetyki czy transportu.

Urzędowy optymizm przebijał w zdalnym głosie Aleksandry Tomczak z Brukseli. To oczywistość, panelistka reprezentowała gabinet Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego KE do spraw EZŁ i głównego autora Fit for 55. Pakiet obejmuje gruntowną nowelizację dziewięciu aktów istniejących oraz cztery nowe. KE zakłada ożywioną dyskusję w 2022 r. podczas prezydencji francuskiej, zaś uzgadnianie w tzw. trilogach między instytucjami podczas prezydencji czeskiej. Ten bardzo optymistyczny kalendarz przewiduje prawne ukończenie pakietu już w 2023 r. KE oczywiście akcentuje jego jasne strony, z których najważniejszą jest międzypokoleniowa solidarność.
Paneliści obecni na EFNI stacjonarnie zajmowali się drugą stroną medalu, czyli kto za bardzo ambitny Fit for 55 zapłaci i dlaczego tak drogo. Rafał Rudziński, reprezentant grupy Bosch w Polsce, podkreślił, że biznes absolutnie nie neguje idei pakietu, wszak zepsuty klimat trzeba naprawiać dla naszych wnuków. Strome schody zaczynają się jednak przy tworzeniu zarówno strategii, jak też taktyki wprowadzania programu. Na końcu najwyższe koszty transformacji poniosą przecież nie politycy i menedżerowie, lecz zwyczajni Europejczycy.
Katarzyna Byczkowska, dyrektorka zarządzająca BASF Polska, przedstawiła problemy wyjątkowo energochłonnej branży chemicznej. Centrala jej koncernu w Ludwigshafen zużywa… 2 proc. całej energii w Niemczech. Przemysł chemiczny bardzo chętnie i szybko przestawiałby się na źródła energii odnawialnej, porównywalnej cenowo z konwencjonalną, ale ich po prostu nie ma. Finalnie konsumowana energia elektryczna jest krystalicznie czysta, ale źródła jej wytworzenia jeszcze długo pozostaną kopalne.
Nieco bardziej optymistycznie widzi proekologiczną przyszłość Fabien Bremont, dyrektor ds. międzynarodowych ciepłowniczego koncernu Dalkia. Akurat w jego branży postęp w minionej dekadzie jest bardzo widoczny. Udział zielonych źródeł w dostarczaniu energii do ogrzewania szybko rośnie zarówno we Francji, jak też w Polsce. Co bardzo ważne – nie spowodowało to szokującego odbiorców skoku cen.
Bardzo zasadny okazał się udział w panelu także psychologa, Magdaleny Budziszewskiej z Uniwersytetu Warszawskiego. Zwróciła uwagę na niebezpieczeństwo związane z nieprzygotowaniem społeczeństw UE do Fit for 55. Największe potencjalnie zwycięstwo wspólnoty, czyli wielki powrót do natury, może doprowadzić nawet do jej… rozpadu. Pół miliarda obywateli musi zrozumieć, że zmiana klimatu jest zagrożeniem naprawdę wspólnym, zaś Europa powinna poprowadzić w dziele naprawy planety kontynenty mniej świadome. Takie uwspólnotowienie myślenia jest jednak bardzo trudne, co naturalnie wykorzystują populistyczni politycy.
Generalny wniosek z panelu EFNI, poświęconego tematowi jeszcze „nieogranemu” na podobnych kongresach i forach, zapisany został w tytule.