Olechowski, który wraz z Maciejem Płażyńskim i Tuskiem zakładał w 2001 r. Platformę Obywatelską, rozstał się z PO. Niewykluczone, że zwiąże się z kierowanym przez Pawła Piskorskiego (również b. polityka PO) Stronnictwem Demokratycznym i wystartuje w wyborach prezydenckich w 2010 roku.
Flis podkreślił w czwartkowej rozmowie z PAP, że Olechowski już dwukrotnie kandydował w wyborach: prezydenckich w 2000 roku oraz w 2002 roku w wyborach na prezydenta Warszawy i uzyskiwał wyniki "dość dalekie od sukcesu".
Zdaniem Flisa może się zatem zdarzyć, że w kolejnych wyborach prezydenckich Olechowski otrzymałby poparcie na poziomie kilku procent, a to - jak mówił - "mogłoby oznaczać naprawdę prestiżową porażkę i już zupełne zniknięcie z polityki, a nawet pogrzebanie jakichkolwiek szans na pozostawienie po sobie chociaż dobrego wrażenia".
W ocenie politologa nie widać też poważnych atutów Olechowskiego jako kandydata na prezydenta, przede wszystkim brakuje mu chęci do bezpośrednich kontaktów z wyborcami. "To nie jest człowiek, który pojedzie już nie do Suwałk, ale do Gib i spotka się tam z ludźmi, tak żeby mieli wrażenie, że on o niczym innym nie marzy, jak o tym, żeby tutaj przyjechać i z nimi rozmawiać" - podkreślił.
Według Flisa Olechowski zachowuje się tak, jakby był "trochę zdegustowany koniecznością rozmowy z kimkolwiek poza prezydentem USA Barackiem Obamą". "To nie jest coś, co przysparza popularności" - zaznaczył.
W jego ocenie Olechowski potrafił "robić coś przy kimś" jako minister czy jako jeden z nominalnych liderów PO na początku. "To wcale nie znaczy, że jest w stanie zagrozić takiej machinie, na jakiej czele stoi teraz Tusk" - zaznaczył politolog.
Zwrócił jednak uwagę, że Olechowski podjął decyzję niekoniunkturalną, bo zostawił partię z 40-procentowym poparciem na rzecz partii z kilkuprocentowym poparciem w najlepszym wypadku. "To jest warte zauważenia" - mówił.
"To dobrze. Kocioł demokracji jest pod parą, najgorzej jest, jak politykom się wydaje, że są absolutnie bezpieczni i nikt im nie może zagrozić, więc w tym sensie jest to korzystne dla polskiej demokracji, to nie ma wątpliwości" - ocenił Flis. Ale - jak dodał - na chłodno patrząc, pieniędzy na Olechowskiego, oceniając jego szanse wyborcze, by nie postawił.
"Ja to traktuję jako takie +stanie pod bronią+ Olechowskiego, pokazywanie, że jakby coś się wielkiego wydarzyło i byłyby jakieś wielkie perturbacje, to +ja proszę, jestem gotów i zawsze mówiłem, że Tusk to poszedł jednak złą drogą+" - powiedział politolog. (PAP)
eaw/ ura/ jra/