W ostatni piątek Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) dopisała do listy ostrzeżeń publicznych aż pięć nowych firm: lubelski Netmore, gdański Seremar oraz mające siedzibę w Warszawie: Butrans, Mane Marketing i Nescom Polska.

— Wpisy dotyczą prowadzenia działalności maklerskiej bez zezwolenia KNF. W każdej ze spraw skierowaliśmy zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 178 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi — informuje Jacek Barszczewski, rzecznik KNF.
„Łowcy” pod lupą
To wszystko, co w tej sprawie ujawnił nadzór. Nam udało się dowiedzieć znacznie więcej. Wszystkie pięć przypadków to firmy, które współpracowały z nielegalnymi, zdaniem KNF, zagranicznymi brokerami, oferującymi Polakom inwestycje foreksowe za pomocą agresywnego telemarketingu. W slangu inwestorów i traderów miejsca, z których dzwonią pracownicy tego typu firm do potencjalnych klientów, nazywane są „kotłowniami” — ze względu na sztucznie podgrzewaną atmosferę wokół rzekomej niesamowitej okazji inwestycyjnej. Dzwoniące firmy zaś — „łowcami frajerów” lub „łowcami foreksowych jeleni”.
Nie bez powodu. Dwa tygodnie temu pisaliśmy o cypryjskiej firmie Coverdeal Holdings Limited (CHL), korzystającej z platformy inwestycyjnej Globtrex i figurującej na liście ostrzeżeń KNF od grudnia 2017 r. Jej klienci od miesięcy skarżą się na nieetyczne działania spółki w postaci napastliwego nakłaniania do inwestycji podczas kontaktu telefonicznego. Część twierdzi wprost, że została oszukana. Ich historie są bliźniaczo podobne: najpierw agresywne namawianie do okazyjnych inwestycji w konkretne akcje, towary lub waluty, mające zapewnić duże zyski, potem — w przypadku niepowodzeń — zachęcanie do dopłaty w celu ratowania kapitału, wreszcie utrata większości lub wręcz całości zainwestowanych pieniędzy (w przypadku naszych informatorów — od 50 tys. zł do 0,5 mln zł).
„Łowcy” niedostępni
Co to wszystko ma wspólnego z nowymi firmami na liście ostrzeżeń KNF? Z naszych informacji wynika, że aż cztery z nich współpracowały z CHL, a niektóre też z innymi brokerami, przed którymi ostrzega KNF: firmamiNuntius i GKFX. To właśnie dla nich pozyskiwali lub raczej „naganiali” klientów. Z ustaleń „PB” wynika też, że Netmore, Seremar, Mane Marketing, Butrans i Nescom Polska zaskakująco wiele łączy — ich prezesami i właścicielami są dwudziestokilkulatkowie, nieznani powszechnie z żadnej innej działalności biznesowej, a ich siedziby to biura wirtualne. Próbowaliśmy skontaktować się z każdą z firm, ale było to niemożliwe, bo żadna nie podaje do siebie numeru telefonu, a tylko jedna, Nescom Polska, ma stronę internetową. Właśnie na archiwalnej wersji tej strony znaleźliśmy kontakt do osoby odpowiadającej za pozyskiwanie pracowników. — Ja już od listopada nie pracuję w Nescom Polska. Z inwestycjami i foreksem nie miałam nic wspólnego. To wszystko, co mam do powiedzenia. Do widzenia — tyle usłyszeliśmy. Popularne „kotłownie”, których pracownicy nakłaniali inwestorów do ryzykownych inwestycji, udzielając im przy tym informacji nierzetelnych lub wprowadzających w błąd, przez lata były jedną z największych plag polskiego rynku kapitałowego. Ich działalność nie podlegała żadnemu nadzorowi. Dopiero nowelizacja ustawy o obrocie instrumentami finansowymi, która weszła w życie w kwietniu 2017 r., wprowadziła zapis, że usługi maklerskie (w tym zachęcanie do inwestycji) mogą świadczyć jedynie firmy inwestycyjne lub ich agenci (w obu przypadkach — pod nadzorem KNF). Naruszenie tego wymogu grozi grzywną do 5 mln zł.
„Łowcy” złowieni
O tym, czy właściciele i szefowie firm: Butrans, Netmore, Seremar, Mane Marketing i Nescom Polska usłyszą te, a może też inne zarzuty, zdecyduje prokuratura. Dotychczas udało jej się rozbić dwa międzynarodowe gangi, funkcjonujące wokół spółek Alpha Finex i Amplio Investments. Łącznie w tych sprawach wpadło 26 osób, poza Polakami także obywatele Izraela, Gruzji i Rosji. Zarzuty, które usłyszeli, to udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pranie pieniędzy, prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwoleniai oszukanie ponad 400 osób na ponad 23,5 mln zł. Pokrzywdzeni stracili od 1 tys. zł do 1 mln zł. Z ustaleń śledczych wynika, że większość pieniędzy w ogóle nie była inwestowana, a wykorzystywana na wynagrodzenia pracowników spółek i przede wszystkim — prywatne cele ich właścicieli. Jest szansa, że przynajmniej część uda się klientom odzyskać, bo na majątku podejrzanych i rachunkach ich firm prokuratura zabezpieczyła łącznie ponad 9,5 mln zł.