Środową sesję będzie można uznać za przełomową. Choć początek notowań był spokojny, to kolejne godziny przyniosły osłabienie naszej waluty w związku z falą wyprzedaży obserwowaną na Węgrzech, w Słowacji i Turcji. Kurs euro nad Dunajem zbliżył się do psychologicznej granicy 280 forintów. Jej naruszenie mogłoby skłonić tamtejszy bank centralny do interwencji.
Na taki krok zdecydowali się Słowacy, po tym, jak kurs słowackiej korony przebił poziom 38,445 koron za euro, będący parytetem ustalonym przy wejściu do systemu ERM-II jesienią ubiegłego roku. Działanie to przyniosło skutek, chociaż wiele będzie zależeć od wyników koalicyjnych rozmów i od tego, czy Słowacja pod rządami zwycięskiej partii Smer nie skręci w lewo, zaprzepaszczając dorobek reform.
Po osiągnięciu około godz. 14.00 minimalnego poziomu 4,0950 zł za euro i 3,24 zł za dolara złoty zaczął odrabiać straty. Przyczyniła się do tego interwencja na Słowacji, a także podniesienie prognoz tegorocznego wzrostu gospodarczego w Polsce przez resort finansów. Stanisław Kluza, wiceminister finansów, przyznał, że to wynik dużo lepszych niż oczekiwano danych o produkcji przemysłowej w maju, które opublikowano we wtorek.
W drugim kwartale dynamika PKB będzie zbliżona do 5 proc., a jeżeli czerwcowe dane okażą się równie dobre, to w całym roku przekroczy 5 proc. Zdaniem ministerstwa nie powinno to doprowadzić do wzrostu presji inflacyjnej — w czerwcu wskaźnik cen może wprawdzie wzrosnąć do 1,0-1,1 proc. (licząc rok do roku), ale później powinien się ustabilizować.
Na rynku długu rentowności pięcioletnich obligacji dotarły do ważnych średnioterminowych oporów na pułapie 5,60 proc., co może sygnalizować zbliżającą się korektę i tym samym umocnienie złotego. W środę po południu za euro płacono 4,0770 zł, a za dolara 3,2250 zł i naszym zdaniem są to atrakcyjne poziomy do sprzedaży walut nawet w długim terminie. W tym tygodniu notowania euro mogą spaść poniżej poziomu 4,05 zł.
Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM TMS Brokers