Upadający sklep przekształcił się w prężnego audytora. Tak, w największym skrócie, można streścić historię jednej z białostockich firm.
Czy firma informatyczna może się nazywać Mrówka? Zakładając białostocką spółkę Formica (po łacinie mrówka), Krzysztof Szerszenowicz ze wspólnikiem uznali, że tak. Być może dlatego, że obaj pracowali wcześniej w leśnictwie.
— Byłem po ciężkiej chorobie, która uniemożliwiała mi pracę w terenie — wyjaśnia przyczyny zmiany profesji Krzysztof Szerszenowicz.
To jego mieszkanie stało się siedzibą firmy, nakierowanej na dostarczanie komputerów, określanych mianem składaków, do firm i instytucji. Był rok 1996.
Tanio, taniej... kłopot
Formica szybko jednak przekształciła się w typowy sklep. Niebawem też wspólnik wycofał się z interesu. Jego miejsce zajęła Joanna Szerszenowicz — żona Krzysztofa. Od tego czasu razem borykają się z sukcesami i kłopotami firmy. A w czasie ponad ośmiu lat jej istnienia przynajmniej raz sytuacja była naprawdę trudna. Spółka, która nigdy nie była duża, ale przez pewien czas utrzymywała jednak oddział w Gołdapi, zaczęła balansować na krawędzi utraty płynności finansowej.
— Zazwyczaj mieliśmy około 10 pracowników. W 2002 roku zostało ich trzech. Koszty stałe przekraczały wartość sprzedaży. Byliśmy z mężem w dołku psychicznym. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy ciągnięcie tego dalej ma w ogóle sens — wspomina Joanna Szerszenowicz.
Wśród sklepów komputerowych konkurencja była ogromna.
— Kiedy mąż ze wspólnikiem zakładali firmę, podobnych przedsiębiorstw było w Białymstoku 5-6. Trzy, cztery lata później zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Tylko w Domu Handlowym Koral, w którym znajduje się nasz sklep, liczba podobnych placówek doszła w pewnym momencie do 12. Spadały ceny i marże. Niektórzy reklamowali się pod hasłem „jesteśmy tańsi od najtańszych”. Staraliśmy się nie iść tą drogą, ale jak wytłumaczyć klientowi, który nie ma grubego portfela, że jednak warto zapłacić trochę więcej i otrzymać komputer złożony z podzespołów lepszej jakości — kontynuuje współwłaścicielka Formiki.
W tajemnicy przed żoną
Małżeństwo Szerszenowiczów postanowiło spróbować wrócić do źródeł i ponownie zaatakować rynek klientów biznesowych. Małym firmom, których nie stać na zatrudnienie informatyka, chcieli zaproponować świadczenie usług serwisowych. Szukanie klientów szło jednak opornie i nie przyniosło zamierzonych efektów. Aż pewnego dnia, już po zamknięciu sklepu, pan Krzysztof zaproponował żonie, aby ich firma zaczęła świadczyć usługi audytu legalności oprogramowania. Do rozmowy był dobrze przygotowany, bo — w tajemnicy przed żoną — zdał odpowiednie egzaminy.
— Nie wiedziałem, jak ten pomysł przyjmie żona. Powiedziałem jej o wszystkim dopiero dwa tygodnie po tym jak zdobyłem właściwe certyfikaty w ramach programu zorganizowanego przez Microsoft. Gdy jeździłem na szkolenia do Warszawy, nie mówiłem, czego dotyczą. Myślała, że to standardowe kursy dla partnerów handlowych Microsoftu — informuje Krzysztof Szerszenowicz.
Jego obawy okazały się jednak bezpodstawne.
— Z wykształcenia jestem prawnikiem i tak naprawdę w sklepie nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca. Komputery nigdy mnie nie pasjonowały. Audyt legalności oprogramowania dotyczy kwestii prawnych. Stwierdziłam więc, że to coś dla mnie — podkreśla Joanna Szerszenowicz.
W 2004 r. Formica przeprowadziła około 60 kontroli w firmach prywatnych, urzędach i szkołach.
— W żadnym z kontrolowanych przez nas miejsc nie było w pełni legalnego oprogramowania. Wielu szefów małych przedsiębiorstw nie wie, że w przypadku wykrycia przez policję nielegalnego oprogramowania na służbowych komputerach odpowiedzialność spadnie właśnie na nich. A pracownicy często nie zastanawiają się nad tym, że ściągając coś z internetu, jednym czy dwoma kliknięciami myszki mogą popełnić przestępstwo — zaznacza Joanna Szerszenowicz.
Ponownie na prostej
Kontakty nawiązane przy okazji świadczenia usług audytorskich stwarzają zaś dla Formiki dalsze możliwości rozwoju. Zawsze można sprzedać brakujące oprogramowanie oraz sprzęt. Czasami udaje się też podpisać stałą umowę serwisową. W 2004 r. ponad połowa przychodów spółki pochodziła właśnie z audytu i takich umów.
