Fortum planuje zakupy

Fiński koncern energetyczny, który ma zakłady w sześciu polskich miastach, zapowiedział w strategii przejęcia. Gotówki mu nie zbywa.

Fortum to jeden z ostatnich wielkich europejskich koncernów energetycznych, który nie określił dotychczas jasno, jak zamierza odnaleźć się w przechodzącym globalne turbulencje sektorze energetycznym. Spektakularne rewizje strategii mają już za sobą np. niemieckie koncerny E.ON i RWE (ogłosiły podział grupy) oraz francuski Engie (dawny GDF Suez, który spisał do zera wartość wszystkich elektrowni konwencjonalnych).

Nowy prezes, nowy plan

Fortum zwlekał, bo przez wiele miesięcy nie miał prezesa — poprzedni zachorował, a obecny, Pekka Lundmark, był związany okresem wypowiedzenia z poprzednim pracodawcą. W końcu nowy zarząd usiadł do stołu i wczoraj zaprezentował plan na najbliższe lata. Sensacji jednak nie ma, zwłaszcza w porównaniu z trzęsieniem ziemi, które akcjonariuszom zafundowały E.ON., RWE i Engie. Finowie zapowiedzieli po prostu, że skupią się na wydajności aktywów, rozwiązaniach dla miast, energetyce solarnej i wiatrowej oraz na „nowych przedsięwzięciach w obszarze energetyki”.

— Nikt nie wie, w jakim kierunku pójdą ceny energii. Do tego na światową energetykęwpływ mają takie trendy, jak dekarbonizacja, rozwój źródeł odnawialnych, cyfryzacja, rozrost miast, a także wzrost świadomości konsumentów i rozproszenie produkcji — tłumaczył wczoraj Pekka Lundmark. W Polsce Fortum produkuje ciepło i energię w Świebodzicach, Wrocławiu, Częstochowie, Płocku, Bytomiu i Zabrzu. W ostatnim mieście przygotowuje wielką inwestycję — za 200 mln zł chce tam zbudować elektrociepłownię wielopaliwową. I ma apetyt na więcej.

Jeśli zakupy, to we Wrocławiu

Dla obserwatorów polskiego sektora energetycznego ciekawsze mogą być więc inne fragmenty strategii. „Celem jest wzmocnienie pozycji na rynkach, na których działamy obecnie. Dążymy do tworzenia wartości m.in. w ramach fuzji i przejęć” — głosi strategia Fortum. To interesujące w kontekście znakomitej sytuacji gotówkowej fińskiej firmy. Ostatnio sprzedała skandynawskie spółki dystrybucyjne za potężną kwotę 9,3 mld EUR. I stara się tę kwotę wydać (choć część wypłaci też akcjonariuszom w formie dywidendy).

Najświeższym polskim celem Fortum jest giełdowy Duon, czyli sprzedawca gazu, z pozycją numer 2 wśród niezależnych firm (czyli bez PGNiG) działających na tym rynku. Trwa wezwanie na akcje tej spółki, a proponowana cena 3,85 zł za akcję daje wycenę 445 mln zł dla całej firmy.

Celów może być jednak więcej. Fortum specjalizuje się przecież w Polsce w kogeneracji, czyli wytwarzaniu prądu i ciepła w skojarzeniu. W tym sektorze można się w tym roku spodziewać spektakularnej transakcji — francuski EDF, który zbiera gotówkę na sfinansowanie brytyjskiej inwestycji jądrowej, wystawi na sprzedaż polskie aktywa. Składają się na nie m.in. elektrociepłownie w Krakowie, Gdańsku, Gdyni, Zielonej Górze, Toruniu i we Wrocławiu. Dla Fortum interesujący może być Wrocław, bo tam EDF — poprzez spółkę Kogeneracja — kontroluje produkcję ciepła, a Fortum jego przesył. Aż się prosi o zacieśnienie współpracy. Kogeneracja już zresztą ogłosiła, że „rozważa pozyskanie inwestora strategicznego”.

Gotówka zawsze pomaga

— To muszą być dobre projekty. Nie chcemy przepłacać — podkreślał jednak na wczorajszej konferencji Pekka Lundmark. Polskim ekspertom strategia się podoba.

— Należy docenić fakt, że podczas gdy są firmy, które chcą opuścić polski rynek, Fortum zamierza się na nim umacniać — zauważa Paweł Smoleń, były wiceprezes PGE, a dziś członek zarządu Erbudu. Wytłumaczeniem może być gotówka, którą Fortum ma na kontach, podczas gdy np. dla RWE nowa strategia była odpowiedzią na straty finansowe.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane