Francusko - polski taniec z Belvedere

Marcin Goralewski
opublikowano: 15-05-2009, 00:00

Nasi wierzyciele grają z Polmosem Lublin i chcą bandycko nas przejąć — mówi szef Belvedere. Dziś jednym z wątków zajmie się sąd.

Największy wierzyciel Sobieskiego, fundusz Steelers, jest związany z Polmosem Lublin

Nasi wierzyciele grają z Polmosem Lublin i chcą bandycko nas przejąć — mówi szef Belvedere. Dziś jednym z wątków zajmie się sąd.

Wczoraj wieczorem do Warszawy przylecieli Maurice Picard i Philippe Maitre, zarządca i pełnomocnik sądowy, którzy w lipcu ubiegłego roku we Francji wydali decyzję o ochronie Belvedere, procenta m.in. siódmej na świecie wódki Sobieski, przed wierzycielami. Dzisiaj w polskim sądzie gospodarczym odbędzie się pierwsza rozprawa upadłościowa spółki dystrybucyjnej Bellvedere — Domain Menada, jednej z sześciu krajowych firm z grupy (wobec wszystkich złożono podobne wnioski).

"Uważam, że przysługuje mi prawo do występowania w charakterze uczestnika w postępowaniu o wszczęcie wtórnego postępowania upadłościowego" — czytamy w piśmie Maurice'a Picarda, które trafiło do warszawskiego sądu.

O wtórną upadłość wnosi The Bank of New York Mellon, powiernik grupy wierzycieli Belvedere. Ten sam, który jest stroną w postępowaniu francuskim.

"Niniejszym wnoszę o oddalenie wniosku The Bank of New York Mellon z uwagi na niedopuszczalność prowadzenia postępowania upadłościowego na podstawie (…) francuskiego kodeksu handlowego" — dodaje Maurice Picard.

Sędzia twierdzi, że Belvedere jest objęte we Francji ochroną sądową, a nie postępowaniem likwidacyjnym, które zakłada jej wypłacalność wobec wierzycieli.

"Wszczęcie postępowania wtórnego (likwidacyjnego) w Polsce wobec spółki będzie godziło w znacznym stopniu w interesy wierzycieli z postępowania głównego" — dodaje sędzia.

Drugie dno

Dlaczego wierzyciele domagają się upadłości, wbrew — zdaniem Maurice'a Picarda — swoim interesom?

— To oczywiste. Wierzyciele prowadzą nieczystą grę i chcą za bezcen przejąć Belvedere — mówi Krzysztof Tryliński, dyrektor generalny Belvedere w Polsce.

Problemy spółki zaczęły się w ubiegłym roku. Do francuskiego sądu zgłosili się wierzyciele Belvedere. Złożyli wniosek o upadłość spółki, argumentowali, że złamane zostały warunki przyjęte przy emisji długu (floating rate notes).

— To prawda. Złamaliśmy jeden techniczny warunek. Skupiliśmy więcej niż 10 proc. akcji własnych. Nie było jednak jakichkolwiek problemów przy spłacie długu i odsetek — mówi Krzysztof Tryliński.

Problemy to odprysk kryzysu finansowego.

— Emitowaliśmy dług, żeby zdobyć kapitał na przejęcia. Kupowaliśmy spółki płacąc gotówką i naszymi akcjami z opcją ich odkupienia, kiedy ich cena spadłaby do określonego poziomu. Załamanie na rynkach kapitałowych spowodowało, że cena naszych akcji spadła i nasi partnerzy chcieli skorzystać z opcji. Odkupiliśmy więc akcje, przekraczając jednocześnie próg. Podkreślam, że nigdy nie mieliśmy problemów ze spłatą długu — mówi Krzysztof Tryliński.

Papiery dłużne trafiły najpierw do m.in. dużych banków inwestycyjnych. Później zostały przejęte przez agresywne fundusze inwestycyjne. Poznaliśmy ich listę. Największy to Steelers, który w ubiegłym roku miał papiery za 35 mln EUR, a obecnie zwiększył zaangażowanie do 148 mln EUR. Drugi jest fundusz Octavian Special Master Fund (26 mln EUR), trzeci Dabzog Holding (kilka funduszy, łącznie ponad 14 mln EUR). Łącznie fundusze zwiększyły zaangażowanie ze 109 mln EUR do 230 mln EUR.

— To klucz do udzielenia odpowiedzi na pytanie, dlaczego fundusze tak się zachowują. Trzy tygodnie temu było posiedzenie sądu we Francji, na którym przedstawiliśmy propozycję spłaty 100 proc. długu z odsetkami w okresie 10 lat. Wierzyciele nie godzą się na takie rozwiązanie. Nie chcą więc pieniędzy. Domagają się konwersji zobowiązań na akcje. Przy obecnej wycenie oznaczałoby to, że trafi do nich 80 proc. akcji spółki. Przejmą ją — mówi Krzysztof Tryliński.

Takie zachowanie jednak nie jest niczym złym. Właśnie po to powstały agresywne fundusze inwestycyjne — wykorzystują okazje i zarabiają wielkie pieniądze.

Lubelskie interesy

W tej historii problem może jednak leżeć gdzie indziej.

— Nasz największy wierzyciel to fundusz Steelers. W jego zarządzie zasiada m.in. Justin Bickle i Szymon Dec. Te same osoby są w radzie nadzorczej Polmosu Lublin. To rzuca nowe światło na sposób postępowania wierzycieli. Chodzi o wrogie, bandyckie, bezprawne przejęcie naszej spółki. Nielegalną próbę koncentracji na rynku producentów alkoholu — razem z Polmosem będą mieli około 50 proc. rynku — twierdzi Krzysztof Tryliński.

— Zakres obowiązków osób zarządzających Polmosem Lublin obejmuje wyłącznie kwestie podstawowej działalności operacyjnej — mówi Monika Dziuba z biura prasowego Polmosu Lublin.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że jeszcze kilka dni temu Andrzej Długosz, reprezentujący wierzycieli, mówił na łamach "Pulsu Biznesu", że nie ma powodu, aby ujawniać nazwy wierzycieli Belvedere. Przekonywał też, że nie są to fundusze z rajów podatkowych. Wczoraj nie zdążył odpowiedzieć na nasze pytania: czy może przedstawić listę wierzycieli, dlaczego wierzyciele nie chcą spłaty kapitału i dążą do konwersji na akcje i czy fundusz Steelers jest powiązany z lubelskim producentem wódki.

Polmos Lublin, kiedyś kontrolowany przez Janusza Palikota, należy do amerykańskiego funduszu Oaktree Capital Management.

— Fundusz tworzy firmę, żeby ją sprzedać. Polmosowi Lublin brakuje światowej marki. My ją mamy, mamy też 21-procentowy udział w polskim rynku, znaczące na innych rynkach. Rewelacyjnie radzimy sobie w Stanach Zjednoczonych. Jesteśmy łakomym kąskiem. Przejęcia, nawet wrogie, powinny jednak wyglądać zupełnie inaczej — mówi Krzysztof Tryliński.

Polmos Lublin to bezpośredni konkurent Belvedere. Szef Sobieskiego zwraca uwagę, że kłopoty z wierzycielami są też wykorzystywane do nadszarpnięcia wizerunku spółki.

— Padliśmy ofiarą czarnego PR we Francji i w Polsce. Za miesiąc, dwa zobaczymy, jak mocno odbije się to na naszych wynikach. We Francji nie udało się nas złamać, dlatego wojna przeniosła się na grunt polski. Od 21 lat mieszkam we Francji, ale nie zrezygnowałem z polskiego paszportu. Jestem dumny, że jestem Polakiem. Wierzę w polskie sądy, a postępowanie wierzycieli to ewidentny szantaż i próba manipulacji naszym wymiarem sprawiedliwości. Nie chcemy zgodzić się na konwersję długu, tracimy rynek, a Polmos Lublin się wzmacnia — podsumowuje Krzysztof Tryliński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu