Francuzi zbudują Anglikom atomówkę

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-07-28 19:33

A jednak! EDF, największy wytwórca energii na świecie, zbuduje w Wielkiej Brytanii dwa bloki jądrowe. Czy wypadnie przez to z gry o polski atom?

Rada dyrektorów EDF dała dziś zielone światło potężnej i kontrowersyjnej inwestycji, wartej 18 mld funtów (choć część analityków przewiduje, że koszty sięgną nawet 21 mld funtów).

Chodzi o budowę przez Francuzów dwóch bloków jądrowych, o łącznej mocy 3200 MW, w Somerset, w Anglii. Będzie to pierwsza od lat nowa inwestycja atomowa w UE, a dla Wielkiej Brytanii – pierwsza taka inwestycja od 1987 r.

EDF, czyli francuski koncern państwowy, podjął tę decyzję w otoczeniu dalekim od sprzyjającego. Przesuwał ją m.in. z powodu brytyjskiego referendum w sprawie wyjścia z UE, sprzeciwu związków zawodowych, a także z powodu kłopotów z zebraniem finansowania. Tuż przed posiedzeniem rady jeden z jej członków demonstracyjnie podał się do dymisji. Kilka tygodni wcześniej papierami rzucił dyrektor finansowy koncernu. W obu przypadkach chodziło o sprzeciw w kwestii Hinkley Point.

Teraz EDF prze do przodu. Płynie z tego parę wniosków dla Polski.

Nie dadzą rady w Polsce

Hinkley Point jest w naszym kraju punktem odniesienia w dyskusjach na temat możliwej budowy elektrowni jądrowej. Polscy energetycy śledzą zarówno informacje dotyczące biznesplanu, jak i te związane z instrumentami wsparcia, harmonogramem i – naturalnie – technologią.

Zapytaliśmy dziś osoby zbliżone do polskiego projektu jądrowego o to, co zielone światło dla Hinkley Point oznacza dla Polski. Wnioski są dwa.

Po pierwsze, Hinkley Point może wykluczyć EDF z rywalizacji o udział w polskim projekcie jądrowym.

- Jeśli rzeczywiście Francuzi chcą lać pierwszy beton w Hinkley Point w 2019 r., to przy ich prognozowanym zadłużeniu nie dadzą rady zaangażować się również w polskie postępowanie – zauważa jeden z naszych rozmówców.

Na temat polskiego atomu jest ostatnio cicho. Wedle ostatnich zapowiedzi prezesa PGE, polska pierwsza elektrownia atomowa ma szansę zostać uruchomiona dopiero po 2030 r. To oznacza, że – jak wskazuje nasz rozmówca - zaangażowanie wykonawców konieczne będzie już na początku lat 20. Finanse EDF, który wplątany został m.in. w ratowanie francuskiej Arevy, są tymczasem napięte. Koncern został wprawdzie dokapitalizowany przez państwo, ale planuje jeszcze pozyskanie dodatkowych 4 mld EUR z rynku oraz sprzedaż aktywów, w tym polskich (chodzi o elektrownię Rybnik oraz aktywa ciepłownicze).

Drugi wniosek jest taki, że… nie należy się do decyzji przesadne przywiązywać. Ważne natomiast, kiedy EDF skończy w końcu znacząco opóźnioną budowę reaktora EPR we Flamanville.

- Dopóki Flamanville nie ruszy, dopóty EPR jest prototypem. A ruszyć ma, według najnowszych harmonogramów, ledwie pół roku przed tzw. pierwszym betonem w Hinkley Point. Oba projekty są sprzężone, poczekajmy więc na Flamaville – uważa nasz rozmówca.

Nie ma finansowania

Hinkley Point przygląda się też Konrad Świrski, ekspert energetyczny i prezes Transition Technologies.

- Ta inwestycja ilustruje podstawowy problem wielkich firm energetycznych – skąd wziąć pieniądze? – mówi Konrad Świrski.

Wartość polskiego projektu atomowego szacuje się na 40-60 mld zł i nie ma jasności co do źródeł jego finansowania.

- Jeśli chodzi o polski projekt, to widzę same znaki zapytania – dodaje Konrad Świrski.

EDF board said to approve $24 billion U.K. nuclear project https://t.co/GWSpSPMHio pic.twitter.com/X0qcKaBb6b