Wydawało się, że główne parkiety Starego Kontynentu nie wzięły przykładu z azjatyckich rynków akcji, które w większości przypadków odnotowały szósty z rzędu wzrost. To najdłuższa tego typu passa od ośmiu miesięcy. Dopiero lepsze niż oczekiwano dane o sierpniowej wartości indeksu ISM dla amerykańskiego przemysłu i wzrostowy początek handlu na Wall Street poprawiły humory handlującym.
Jedynie na giełdzie we Frankfurcie odreagowanie przychodziło z oporami. Potencjał strony popytowej był jednak mocno ograniczony. Ostatecznie na finiszu londyński indeks FTSE zyskiwał 0,45 proc. paryski CAC rósł o 0,28 proc. zaś frankfurcki DAX tracił 0,94 proc.
Handlujących rozczarowała informacja o spadku indeksu PMI dla sektora usługowego w strefie euro poniżej bariery 50 pkt., oddzielającej strefę rozwoju od spowolnienia i recesji. W sierpniu wskaźnik wyniósł 49 pkt wobec 50,4 pkt miesiąc wcześniej.
Powodów do optymizmu nie dały też dane z Niemiec, gdzie prywatna konsumpcja spadła o 0,7 proc. w drugim kwartale zaś PKB zwiększył się o zaledwie 0,1 proc. wobec pierwszych trzech miesięcy tego roku.
Z grona notowanych spółek bardzo słaby dzień stał się udziałem Lagardere, największego francuskiego wydawcy. Momentami kurs zniżkował o ponad 9 proc. po informacji, iż spółka oczekuje spadku tegorocznego zysku o 5-7 proc.
Nie wiodło się też zbyt dobrze francuskim producentom samochodów. Silnie
spadały wyceny akcji Renault i Peugeot. W obu przypadkach w sierpniu odnotowano
spadek rejestracji nowych aut tych spółek na rodzimym rynku. Dodatkowo analitycy
Citigroup obniżyli rekomendację dla walorów Peugeot z „kupuj” do
„trzymaj”.