Brytyjski dziennik "Financial Times" kontynuuje w piątek temat otwarcia rynków pracy w starych krajach UE. Podkreśla, że w debacie tej stawiane są ważne pytania o to, jaki wpływ mają imigranci na gospodarki krajów, do których przybywają i na sytuację ekonomiczną swoich ojczyzn.
W artykule zilustrowanym rysunkiem stylizowanym na socrealistyczne plakaty, na którym potężny mężczyzna wmuskularnych dłoniach trzyma flagę unijną, dziennik pisze, że w grę wchodzi europejska integracja.
"Wielu ludziom w starej Europie humor psuje mityczny polski hydraulik dzierżący zardzewiały klucz do rur, zabierający pracę rodowitym mieszkańcom kraju. Ale dla 74 mln nowych Europejczyków kontrole pracownicze i pozwolenia na pracę są ostatnimi śladami barier, które kiedyś dzieliły kontynent" - pisze gazeta.
"W tej debacie stawiane są ważne pytania dotyczące gospodarki: jaki wpływ imigranci mają na rynki pracy krajów, do których przybywają, i swoich ojczyzn? Czy restrykcje, które mogą pozostać do 2011 r., ograniczają migrację, czy tylko zwiększają czarny rynek?" - stawia pytania "FT".
Dziennik przypomina opublikowany w środę raport, w którym Komisja Europejska wskazuje na korzyści płynące z przepływu pracowników ze wschodniej części Unii do starych państw członkowskich. Gazeta pisze, że wysocy urzędnicy w Wielkiej Brytanii (która otworzyła swój rynek od razu) "nie rozumieją ostrożności krajów obawiających się otwarcia swoich rynków".
"FT" cytuje analityka z londyńskiego Instytutu Badań Społecznych, który mówi, że "przyjezdni pomogli wypełnić te obszary pracy, na jakie chętnych nie było". "Tylko jedna czwarta z tych, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii po 1 maja 2004 r., została w Londynie. Reszta pracuje przy produkcji żywności czy na farmach we wschodniej Anglii bądź w północnej Irlandii. Tam, gdzie rodowici mieszkańcy nie chcą pracować" - twierdzi analityk.
"FT" przywołuje dane brytyjskiego rządu, według których w ciągu minionego roku sytuacja gospodarcza w tym kraju poprawiła się. Bank Anglii podaje, że przypływ pracowników ze Wschodu pomógł ograniczyć inflację.
Jest jeszcze inny aspekt tej sprawy; w Wielkiej Brytanii bezrobocie wynosi 4,7 proc. (średnia w starych krajach UE to 8,5 proc.). "Popularne stwierdzenie, że otwarcie rynku w tym kraju było użyteczne, może przyćmić fakt wzrastającego bezrobocia wśród młodych Brytyjczyków" - uważa dziennik.
Gazeta opisuje też sytuację w Niemczech. Według analityka z tamtejszego instytutu ekonomicznego, największa różnica między Wielką Brytanią a Niemcami polega na łatwości przystosowania się rynków pracy w tych krajach do fali imigrantów. "W Niemczech imigranci mogliby zastąpić pracowników na regularnych stanowiskach. Dlatego potrzebujemy okresów przejściowych" - tłumaczy analityk. Podkreśla, że ten czas zostanie wykorzystany na reformy, a nie na "czekanie, by zobaczyć, co się stanie po 2011 r.".
Dziennik ponownie pisze o narastających w Polsce obawach, że w kraju zabraknie doświadczonych robotników. Jednak według cytowanej przez gazetę polskiej wicepremier i minister finansów Zyty Gilowskiej, Polacy mają wybór, czy wyjechać z kraju czy w nim zostać. "Martwimy się o to, ale nie zatrzymamy hydraulika, pielęgniarki, lekarza czy prawnika. Każdy, kto chce jechać, może jechać. Ma wybór. Właśnie dlatego chcieliśmy być w UE" - podkreśla Gilowska.