PiS i SLD są za powołaniem wehikułu udzielającego gwarancji, PO jest ostrożna
Kumulacja państwowego kapitału to zaleta, ale najpierw trzeba zmienić system nadzoru — uważają politycy.
Polsce coraz trudniej angażować się w projekty finansowane przez Unię, bo ze względu na wysoki deficyt ma problemy z wyłożeniem wkładu własnego. Z drugiej strony skarb państwa ma akcje największych spółek, z których nie zamierza wychodzić, oraz nieruchomości wyceniane, lekko licząc, na 200 mld zł. Pomysł, jak zlikwidować ten paradoks, przedstawił we wczorajszym "Pulsie Biznesu" prof. Leszek Pawłowicz, szef Gdańskiej Akademii Bankowej. Proponuje powołanie funduszu majątku narodowego, do którego trafiłyby te aktywa i który stałby się bazą do stworzenia funduszu poręczeń i gwarancji dla projektów realizowanych w systemie PPP.
— W sumie w takim funduszu mogłyby się znaleźć aktywa warte ponad 200 mld zł, które dziś trzymane są pod poduszką. Niepracujący majątek trzeba wykorzystać — twierdzi prof. Leszek Pawłowicz.
Powtórka z NFI
Autorzy argumentują, że gwarancje udzielane przez fundusz (niezaliczane do sfery finansów publicznych) rozruszają inwestycje, a oddanie spółek w ręce profesjonalnych zarządzających uwolni je od polityków. Projekt ma być gotowy w ciągu kilku tygodni. Po wyborach trafi do polityków.
— Bardzo cenię profesora Pawłowicza, każda jego koncepcja jest warta przemyślenia, ale na razie jestem wstrzemięźliwy. Wniesienie spółek do funduszu mogłoby zahamować wprowadzenie reformy nadzoru właścicielskiego, która jest mi bardzo bliska i którą, jak głęboko wierzę, w przyszłej kadencji uda się wprowadzić w życie. Doświadczenia z narodowymi funduszami inwestycyjnymi nie zachęcają do projektu. Poza tym poręczenia to wystawienie się na ryzyko i pytanie, czy chcemy na nie wystawiać majątek skarbu — mówi Tadeusz Aziewicz, szef sejmowej komisji skarbu, poseł PO.
Inne ryzyko widzi PiS.
— Skarb, przekazując spółki do funduszu, nie powinien tracić nad nimi kontroli. Przykład Węgier pokazuje, czym grozi nadmierna prywatyzacja — brak kontroli skarbu nad strategicznymi sektorami doprowadził do kryzysu — twierdzi poseł Maks Kraczkowski, gospodarczy mózg PiS.
Ale to opozycja jest większym fanem projektu.
— Na pierwszy rzut oka fundusz wygląda jak zebranie majątku w jednym miejscu w dobrym celu. Napędzałby gospodarkę, dostarczając kapitału. Najważniejsze to uporządkowanie zarządzania spółkami, które dysponują państwowym majątkiem, nie zawsze właściwie. Spółek czy agencji, które to robią, jest wiele i ich scalenie to właściwy krok. Oddanie zarządzania spółkami w profesjonalne ręce to dobry pomysł, dziś są one drenowane w celu łatania dziury budżetowej, nie dba się o ich rozwój — mówi Jan Kochanowski, poseł SLD.
Narodowa współpraca
— Kumulacja kapitału, który jest w rękach skarbu państwa lub ma z nim silny związek, w jednym podmiocie to świetny pomysł. Popieram go — mówi Maks Kraczkowski.
Idzie nawet krok dalej.
— Państwowe firmy powinny wspólnie działać, by łatwiej osiągać cele biznesowe — mówi poseł.
Jego zdaniem, powinien zostać zmieniony system nadzoru nad spółkami.
— Przed spółkami powinno się stawiać konkretne cele i rozliczać menedżerów z realizacji. Ale najpierw trzeba uporządkować nadzór na spółkami, bo dziś wiele rad nadzorczych nie funkcjonuje profesjonalnie. Kolejnym krokiem powinno być zniesienie ustawy kominowej, by menedżerowie byli wynagradzani nie za kontakty z politykami, ale za realizację celów biznesowych — uważa Maks Kraczkowski.