Fundusz niezgody dzieli Secus i GO TFI

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 25-07-2013, 00:00

Powinni grać do jednej bramki, a kopią się po kostkach. Stawką w walce jest portfel wyceniany na 20 mln zł, a kartą przetargową — interes klientów

Kolejny precedens na krajowym rynku — bo tak jeszcze nie było, żeby w sporze o „dobro” inwestorów, pokrzywdzonymi byli… inwestorzy. Secus FIZ, fundusz private equity zarządzany przez Secus Asset Management (SAM), a prowadzony przez GO TFI, wkrótce zakończy działalność. Posiadacze certyfikatów, jak i podmiot zarządzający, chcą jego żywot wydłużyć, by — jak mówi Grzegorz Pędras, prezes Secusa — doczekać lepszych czasów na spieniężenie aktywów.

Zobacz więcej

DÉJÀ VU: GO TFI, kierowane przez Beatę Kielan, jest drugim towarzystwem w sześcioletniej historii Secus FIZ, które przyjęło fundusz pod swój dach. W 2009 r. ze współpracy z Grzegorzem Pędrasem zrezygnowało Copernicus Capitał TFI, argumentując to kontrowersjami wokół wyceny Sento i powtarzającym się konfliktem interesów. [FOT. TP, WM]

W całej układance pozostaje jednak GO TFI, które inicjatywę blokuje, bo zdaniem Beaty Kielan, szefowej towarzystwa — za rok wcale nie musi być lepiej. Walczący o dobro klientów mają w tym własny interes: Secus dąży do utrzymania kontroli nad jedną ze spółek z portfela i ma apetyt na opłatę za zarządzanie sięgającą 4 proc. rocznie, a GO TFI mogłoby firmę potencjalnie przenieść z dyskontem do swoich funduszy i przy okazji zgarnąć prowizję likwidacyjną wartości 750 tys. zł. Komisja Nadzoru Finansowego w tej sprawie odsyła do sądu polubownego.

— Na wszystkie sytuacje rynkowe patrzymy z punktu widzenia interesu uczestników funduszy. Same zaś strony konfliktu mogłyby skorzystać z mediacji w ramach sądu polubownego przy KNF. Ten sposób rozwiązywania sporów jest tańszy i szybszy — mówi Maciej Krzysztoszek z KNF.

Między prawdą a prawdą

Secus FIZ powstał w listopadzie 2006 r. i zebrał od inwestorów indywidualnych prawie 32 mln zł. W ciągu sześciu lat przez portfel przewinęło się 5 spółek, z czego z trzech jeszcze nie udało się wyjść. Na aktywa funduszu wyceniane na ponad 20 mln zł składają się obecnie walory PZU, kupione przed giełdowym debiutem, 37-procentowy pakiet akcji APN Promise, który w lutym pojawił się na NewConnect, oraz Sento, pozostający spółką niepubliczną. I to właśnie ta ostatnia firma jest kością niezgody. Według GO TFI, krakowski deweloper balansuje na krawędzi bankructwa, a dla Secusa to firma z potencjałem.

— W wyniku restrukturyzacji poprawia wyniki, jest w trakcie realizacji kilku intratnych projektów, a do tego jeszcze posiada bank ziemi pod kolejne inwestycje. Branża deweloperska przez ostatnie kwartały nie miała dobrej passy, ale widać, że koniunktura się poprawia. Liczymy, że w przyszłym roku uda się sprzedać spółkę ze sporym zyskiem — tłumaczy Grzegorz Pędras. Szef Secusa ma jeszcze inny powód, aby trzymać rękę na pulsie. Okazuje się, że w portfelu funduszu Secus inProperty ponad 70 proc. aktywów stanowią obligacje Komisja Nadzoru Finansowego odsyła obie strony do sądu polubownego.

Sento. W przypadku utraty kontroli nad firmą jej ewentualna upadłość mogłaby doprowadzić w praktyce do zagłady funduszu nieruchomościowego.

Ile cukru w cukrze

Korzyści GO TFI z likwidacji funduszu są bardziej oczywiste. Firma, jako podmiot likwidujący, zgarnia prowizje w wysokości 3 proc. od aktywów danej spółki. Sento wyceniane na 13-15 mln zł pozwoliłoby zarobić towarzystwu około 750 tys. zł. Wymuszona sprzedaż zwykle wiąże się z koniecznością dania dużego dyskonta i naraża inwestorów na stratę.

Do tego nie chcieli doprowadzić klienci. Okazuje się jednak, że zgromadzenie akcjonariuszy, które w spółce akcyjnej ma realny wpływ na jej działalność, w przypadku funduszu jest zupełnie pozbawione decyzyjności. W kwietniu posiadacze certyfikatów Secusa większością głosów opowiedzieli się za przedłużeniem żywota do 2014 r., ale ten został wydłużony o siedem miesięcy.

Na początku lipca klienci ponownie żądali zwołania zgromadzenia inwestorów, aby przedłużyć czas trwania funduszu 2014 r., jednak GO TFI skutecznie blokowało inicjatywę. Zdaniem Beaty Kielan, posiadacze certyfikatów, którzy opowiadali się za wydłużeniem życia funduszu, to osoby powiązane z Secus AM.

— Fundusz miał określony czas działalności, a likwidacja rozpocznie się w planowanym terminie i przewiduję, że potrwa pół roku. Argumenty, że fundusz czeka na lepsze czasy czy dywidendę z PZU, są zupełnie nieuzasadnione, bo nie ma pewności, że za rok będzie lepiej. Dostawałam mnóstwo listów od inwestorów, że gotowi są nawet ponieść stratę, aby odzyskać chociaż część pieniędzy, na które i tak już długo czekali — tłumaczy Beata Kielan.

Jej zdaniem, Secus AM, mimo próśb ze strony KNF o dostosowaniu się do limitów inwestycyjnych (20 proc. na jedną spółkę), od grudnia 2012 r. nie dokonał ani jednej transakcji, a mógł w tym czasie spieniężyć walory PZU i APN Promise. Grzegorz Pędras ma uzasadnienie.

— Akcje APN Promise stanowią 37 proc. portfela. Nie było takiej możliwości, aby tak duży pakiet akcji sprzedać w tak krótkim czasie i przy niskiej płynności na NewConnect. Ponadto spółka ma wiele projektów inwestycyjnych, plany przejęcia innej firmy z branży, co wpłynie na wzrost przychodów. Ostatnim etapem, jaki chcieliśmy zrealizować, to wprowadzenie jej na rynek główny — tłumaczy Grzegorz Pędras.

Beata Kielan, która czas likwidacji szacuje na 6 miesięcy, zapewnia, że nie narazi inwestorów na stratę.

— Dołożymy wszelkich starań, aby aktywa zostały spieniężone po najlepszych cenach. Firmuję ten fundusz swoim nazwiskiem, a ono jest dla mnie bardzo cenne. Mamy już na oku potencjalnych kupców, ale nie mogę na razie o tym mówić — dodaje Beata Kielan.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu