Produkty konsumenckie, telekomunikacja,
medycyna i finanse to ulubieńcy private equity
W 2010 fundusze zainwestowały dwa razy więcej niż przed rokiem. W tym też spodziewają się ruchu w interesie.
Branża detaliczna i produkty konsumenckie były w ubiegłym roku hitem dla funduszy private equity działających na polskim rynku. W sumie w 2010 r. zainwestowały 656,75 mln EUR (2,6 mld zł). To ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej. Ale chętniej też się pozbywały spółek —wartość wyjść z inwestycji wzrosła z 32,4 mln EUR do 78 mln EUR (320 mln zł) Tak wynika z raportu European Private Equity and Venture Capital Association. Fundusze inwestowały w technologie komunikacyjne, a także w branżę medyczną i usługi finansowe. W tym roku będzie podobnie, bo lista ulubieńców wygląda podobnie.
— Branże z dobrymi perspektywami to wszystko, co jest związane z branżą zdrowotną oraz media i telekomunikacja. Wskazałbym także na szeroko pojęte usługi dla biznesu i produkcję wysokiej jakości dóbr przemysłowych — mówi Piotr Czapski, partner w EQT Partners.
Produkty i usługi
W trendy EVCA wpisuje Enterprise Investors (EI).
— W ubiegłym roku w Polsce zainwestowaliśmy w Dino (sieć supermarketów) oraz XTB (usługi finansowe). Oba sektory pozostają w centrum naszej uwagi również w tym roku, ale bierze się to przede wszystkim z tego, że mamy w nich wiele doświadczeń i dzięki nim czujemy się nieomal jak inwestor branżowy — mówi Jacek Siwicki, partner EI.
Dodaje, że poza tymi sektorami szuka również okazji w medycynie, farmacji oraz IT.
— Tym niemniej usiądziemy do stołu z każdym przedsiębiorcą, który zechce z nami rozmawiać, niezależnie od branży, jaką reprezentuje — deklaruje Jacek Siwicki.
— Wierzymy w branżę produktów i usług konsumenckich — mówi Ryszard Wojtkowski, prezes Resource Partners.
Branża w Polsce jest bardzo rozdrobniona. Zmiany w strukturze handlu powodują, że małe firmy nie są w stanie się przebić i zorganizować, bo brakuje im masy krytycznej. Potrzebują więc konsolidacji i wsparcia finansowego
— Dostrzegliśmy, że polskie firmy są w stanie wejść nawet na rynki zagraniczne, ale nie z produktem markowym, tylko jako dostawcy produktów, sprzedawanych pod obcą marką. Tu widzimy duży potencjał — mówi Ryszard Wojtkowski.
Ważniejsze niż branża jest wielkość transakcji.
— Większość działających dotąd w Polsce funduszy private equity stała się zbyt duża, by przeprowadzać mniejsze transakcje. Powstała nisza do zagospodarowania w transakcjach o wartości 15-30 mln EUR (60-120 mln zł). Ponadto za granicą fundusze lubią szczególnie wykupy lewarowane. U nas firmy zainteresowane są przede wszystkim pozyskaniem finansowania na wzrost. Wśród nich zapotrzebowanie na pieniądze jest duże — mówi Ryszard Wojtkowski.
Spodziewa się znacznego wzrostu w tym sektorze.
— Na tym rynku transakcji będzie dużo. My sami przeprowadziliśmy już cztery i kończymy prace nad piątą. Do końca roku chcemy przeprowadzić jeszcze kolejne cztery — zapowiada szef Resource Partners.
Czyszczenie portfeli
— Wzrost gospodarczy sprzyja zarówno inwestycjom (łatwiej znaleźć szybko rosnące spółki, w których będzie można szybko zwiększać wartość), jak i wychodzeniu z inwestycji. Inwestorzy, zarówno branżowi, jak i finansowi, czują się pewniej w dobrej sytuacji makroekonomicznej i łatwiej im podejmować decyzje — mówi Jacek Siwicki.
Zdaniem Piotra Czapskiego, koniunktura na rynku private equity jest lepsza, niż w poprzednich latach, jednak są pewne bariery.
— Fundusze odczuwają dużą konkurencję ze strony giełdy. Spółki podejmują kolejną już próbę wejścia na rynek publiczny. Z drugiej strony, wyceny są dość wysokie, a poziom kredytowania jeszcze nie wrócił do poziomu sprzed kryzysu. Do transakcji potrzebny jest wysoki poziom kapitałów własnych — mówi Piotr Czapski.
Ryszard Wojtkowski sądzi, że wiele dużych funduszy będzie w tym roku chciało się skupić na wyjściach z inwestycji, w których są już kilka lat, by zrobić w portfelach miejsce na nowe projekty.
— Rynek się na tyle ożywił, że takie transakcje można przeprowadzić. Oczywiście, duże fundusze, które kupowały spółki przed kryzysem, będą w niektórych wypadkach musiały zaakceptować straty, bo wyceny są obecnie niższe — zauważa Ryszard Wojtkowski.