Fundusze emerytalne okazały się słabsze od rynku

Grzegorz Zalewski
opublikowano: 2002-06-24 00:00

Ostatnie sesje pokazały, że zabezpieczenie rynku przed spadkami na dłuższą metę nie jest możliwe. Paul Tudor Jones, legendarny gracz na rynkach terminowych, twierdził: jednym z największych giełdowych mitów jest przekonanie, że rynkiem można manipulować. W momencie gdy atmosfera na rynku jest zła, nie da się stworzyć iluzji hossy. W pewnym momencie rynek po prostu się załamie.

Do efektywnego utrzymywania kursów towarzystwa emerytalne powinny mieć swoich przedstawicieli nie tylko w spółkach, których są akcjonariuszami, ale także w bankach, które je kredytują. W innym przypadku wydarzenia w rodzaju tych związanych ze stocznią w Szczecinie będą się powtarzać.

Od początku czerwca kontrakt na WIG 20 spadł o ponad 100 pkt, dochodząc do poziomu sprzed pół roku. Tak silny spadek był dla wielu uczestników rynku nagrodą za miesiące marazmu. Zajęcie krótkiej pozycji w dobrym momencie pozwoliło odrobić straty z poprzednich miesięcy. Dość niska zmienność rynku pozwalała na zajmowanie dużych pozycji. Zysk powinien być więc istotny.

Obecnie rynek doszedł do ważnego wsparcia i — jak pokazała sesja piątkowa — tu się zatrzymał. Odreagowanie będzie naturalną konsekwencją silnych spadków. Nie zmienia się jednak ogólny wydźwięk rynku. Większe znaczenie gracze przywiązują do pojawiających się nowych, pesymistycznych wiadomości. Silny wzrost na sesji piątkowej doprowadził prawdopodobnie do zamknięcia części pozycji. Jeśli rynek zdoła pokonać i dłużej utrzymać się ponad poziomem 1320 pkt, będzie to można traktować jako sygnał trwalszego umocnienia rynku.