Dwa fundusze hybrydowe ING TFI już wkrótce mogą przejść metamorfozę. Towarzystwo spod znaku pomarańczowego lwa planuje zmienić strategie inwestycyjne obu produktów, żeby powstrzymać exodus inwestorów.

— Od dłuższego czasu obserwujemy odpływ kapitału z funduszu stabilnego wzrostu oraz zrównoważonego, i to pomimo dobrych wyników. Doszliśmy więc do wniosku, że klienci oczekują czegoś innego — strategii bardziej aktywnej, nieograniczonej sztywno limitami, która będzie reagować na zmieniające się otoczenie rynkowe — wyjaśnia Małgorzata Barska, prezes ING TFI.
Choć to, że fundusze mieszane trafią w końcu do lamusa, niektórzy eksperci zapowiadali już nie raz, a decyzja ING mogłaby to potwierdzać, to okazuje się, że inne krajowe TFI nie zamierzają rezygnować ze swoich produktów hybrydowych i wierzą w ich rychłe odrodzenie.
Złoty środek
Do 2007 r. fundusze mieszane, czyli stabilnego wzrostu i zrównoważone, były traktowane jako panaceum na wszystko. W szczytowym momencie Polacy mieli ulokowane w tych produktach prawie 60 mld zł, co odpowiadało połowie wartości całego rynku funduszy. Krach z lat 2007/2008 zniechęcił jednak wielu do aktywnego oszczędzania, więc obecnie w funduszach hybrydowych zgromadzonesą około 33 mld zł. I choć to o 10 mld zł więcej niż jeszcze dwa lata temu, to jednak wciąż więcej pieniędzy z ich portfeli odpływa, niż do nich napływa. W 2014 r. Polacy wycofali łącznie 0,5 mld zł, a w tym roku nieco ponad 300 mln zł. Jeszcze w 2013 r. wielu specjalistów uważało, że nadchodzi nieuchronny zmierzch tego rodzaju strategii, bo krajowi inwestorzy stają się coraz bardziej wyedukowani, więc wiedzą, jak samodzielnie zdywersyfikować portfel. Dziś przedstawiciele TFI przekonują jednak, że pogłoski o śmierci funduszy mieszanych są przedwczesne, a wiara w coraz większą wiedzę i doświadczenie krajowych inwestorów — nieco naiwna.
— Klienci zaczną poszukiwać alternatywy dla lokat bankowych i funduszy dłużnych, dla których powtórzenie sukcesu z ubiegłego roku może być wyzwaniem. Produkty mieszane oferują tzw. złoty środek i są kompaktowym rozwiązaniem dla inwestorów, poszukujących wyższych stóp zwrotu, ale niegotowych jeszcze na inwestycje w akcje — ocenia Marcin Bednarek, wiceprezes BPH TFI.
Podobnego zdania jest Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI, który przekonuje, że na polskim rynku wciąż będzie miejsce na strategie mieszane, bo gros klientów mimo wszystko woli kupić jeden fundusz z ekspozycją zarówno na rynek akcji i obligacji, niż budować samodzielnie portfel z kilku funduszy.
— Gdyby klient był tak wyedukowany, to nie popełniałby wiecznie tych samych błędów, np. inwestując na górce czy sprzedając w dołku — uważa Sebastian Buczek.
Między akcją a obligacją
Fundusze mieszane mają zarabiać i na akcjach, i na obligacjach. Dłużna część portfela jest poduszką bezpieczeństwa w razie bessy, akcyjna powinna pracować na zyski w okresie hossy. Dzięki takiej konstrukcji portfela klient nie musi się zastanawiać, jaką część aktywów ulokować na giełdzie, a jaką w bardziej bezpieczne instrumenty — decyzję podejmują za niego zarządzający. Strategia ta ma być kompromisem pomiędzy nadmiernym ryzykiem a przesadnym bezpieczeństwem.
— Uważam, że są to odpowiednie produkty do długoterminowego oszczędzania, np. na emeryturę. Na mapie ryzyka znajdują się gdzieś pośrodku. Podczas bessy fundusz hybrydowy będzie tracił, ale za to dużo mniej niż typowy fundusz akcyjny. I odwrotnie. Mniejsza ekspozycja na rynek akcji ogranicza potencjał do zysku podczas hossy — mówi Grzegorz Zatryb, główny strateg Skarbca TFI.
Potwierdzają to historyczne stopy zwrotu. W kryzysowym 2008 r. fundusze akcyjne straciły prawie 50 proc., podczas gdy stabilnego wzrostu ograniczyły stratę średnio do „zaledwie” 17 proc. Na mapie ryzyka inwestycyjnegowyżej plasują się fundusze zrównoważone, które statutowo mogą inwestować w akcje od 30 do 70 proc. aktywów. Udział agresywnych walorów w portfelach stabilnego wzrostu jest natomiast mniejszy i nie może przekroczyć 50 proc. To powoduje, że potencjał do zarobku w czasie hossy jest mniejszy. Widać to w tegorocznych wynikach. Fundusze czysto akcyjne zyskały w tym roku średnio 11 proc., podczas gdy zrównoważone i stabilne zarobiły odpowiednio 6 i 3,7 proc. Sporą wadą tego rodzaju produktów są też dosyć wysokie opłaty. Samodzielnie skonstruowany portfel byłby także dużo efektywniejszy. Przy założeniu, że fundusz obligacji stanowiłby 70 proc., a akcji 30 proc., wypracowany zysk w tym roku wyniósłby 7,9 proc. Średnia opłata za zarządzanie funduszami mieszanymi wynosi około 3,5 proc. wartości aktywów. W przypadku funduszy akcji polskich uniwersalnych i obligacji to odpowiednio 4 proc. i 1 proc. Opłata za zarządzanie samodzielnie skonstruowanym portfelem wyniosłaby zatem około 2 proc.
Polowanie na lidera
Który fundusz mieszany wybrać i na co zwracać uwagę? Ważnym kryterium są historyczne stopy zwrotu, zarówno w krótkim, jak i w długim okresie. W tym roku zarządzającym pomaga hossa na GPW, a więc polowanie na zyski trudne nie jest. Jeśli chcemy jednak związać się z funduszem na dłużej, to warto sprawdzić, jak zachowywał się w mniej sprzyjających warunkach. W grupie zrównoważonych powtarzalnością wyników może się pochwalić m.in. Investor Zrównoważony, który nie ogranicza się wyłącznie do polskiej giełdy i w pełni czerpie z potencjału rynków zagranicznych. Przez ostatnie cztery lata plasował się w pierwszym lub drugim kwartylu rankingu stóp zwrotu, a prawdziwą gwiazdą był w 2013 r., kiedy pokonał rywali o 11 pkt. proc. W tym roku zarobił ponad 13 proc., dwa razy więcej niż średnia w grupie. Dobrą historię ma też UniKorona Zrównoważony, który przez ostatnie 9 lat tylko raz znalazł się poniżej średniej w grupie. Przewagą jest część dłużna portfela, którą charakteryzuje aktywne zarządzanie ryzykiem stopy procentowej, co sprzyjało wynikom m.in. w okresie zwyżek cen obligacji w 2012 r. Liderem w grupie funduszy stabilnego wzrostu jest w tym roku Investor Zabezpieczenia Emerytalnego, który znalazł się na podium z ponad 7–procentową stopą zwrotu. Ale wiatr w żagle łapie dopiero od 2012 r. — wcześniej plasował się w trzecim i czwartym kwartylu. Natomiast KBC Stabilny od 2008 r. ani razu nie wypadł gorzej niż średnia w grupie, a jego znakiem rozpoznawczym jest aktywna gra alokacją.
Polowanie na lidera
Który fundusz mieszany wybrać i na co zwracać uwagę? Ważnym kryterium są historyczne stopy zwrotu, zarówno w krótkim, jak i w długim okresie. W tym roku zarządzającym pomaga hossa na GPW, a więc polowanie na zyski trudne nie jest. Jeśli chcemy jednak związać się z funduszem na dłużej, to warto sprawdzić, jak zachowywał się w mniej sprzyjających warunkach. W grupie zrównoważonych powtarzalnością wyników może się pochwalić m.in. Investor Zrównoważony, który nie ogranicza się wyłącznie do polskiej giełdy i w pełni czerpie z potencjału rynków zagranicznych. Przez ostatnie cztery lata plasował się w pierwszym lub drugim kwartylu rankingu stóp zwrotu, a prawdziwą gwiazdą był w 2013 r., kiedy pokonał rywali o 11 pkt. proc. W tym roku zarobił ponad 13 proc., dwa razy więcej niż średnia w grupie. Dobrą historię ma też UniKorona Zrównoważony, który przez ostatnie 9 lat tylko raz znalazł się poniżej średniej w grupie. Przewagą jest część dłużna portfela, którą charakteryzuje aktywne zarządzanie ryzykiem stopy procentowej, co sprzyjało wynikom m.in. w okresie zwyżek cen obligacji w 2012 r. Liderem w grupie funduszy stabilnego wzrostu jest w tym roku Investor Zabezpieczenia Emerytalnego, który znalazł się na podium z ponad 7–procentową stopą zwrotu. Ale wiatr w żagle łapie dopiero od 2012 r. — wcześniej plasował się w trzecim i czwartym kwartylu. Natomiast KBC Stabilny od 2008 r. ani razu nie wypadł gorzej niż średnia w grupie, a jego znakiem rozpoznawczym jest aktywna gra alokacją.