Spółka próbuje dogadać się z funduszem ochrony środowiska w sprawie emisji akcji dla Autostrade. I ma asa w rękawie. Z USA.
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW), który ma 11,42 proc. akcji Stalexportu, miesiąc szykował się do złożenia pozwu przeciwko giełdowej spółce. Nie podobają mu się uchwały walnego z 14 lutego o emisji akcji dla włoskiej spółki Autostrade (ma już 21,6 proc.). Chce ich uchylenia. Fundusz złożył pozew. Sąd w Katowicach miał się nim zająć 20 kwietnia, ale termin przesunął na połowę maja. Wcześniej może dojść do ugody.
— Prowadzimy rozmowy z funduszem i liczymy, że uda nam się dojść do porozumienia — przyznaje Mieczysław Skołożyński, wiceprezes ds. finansowych Stalexportu.
Pat trwa
Wielomiesięczny spór Stalexportu z NFOŚiGW zaostrzył się 14 lutego na NWZA, na którym prowadzący walne Andrzej Mikosz, były minister skarbu związany obecnie z renomowaną kancelarią, odmówił udziału w głosowaniu dwójce przedstawicieli funduszu. Właśnie wtedy walne uchwaliło emisję dla Autostrade. Teraz sąd rozstrzygnie, czy Andrzej Mikosz miał rację. Wyrok nie jest pewny, bo zdania ekspertów są podzielone.
Spór wywołał paraliż decyzyjny. Autostrade zapisało się już na akcje. Na konto Stalexportu wpłynęło 200 mln zł, ale do rozstrzygnięcia spółka nie może z nich skorzystać. Co będzie, jeśli sąd unieważni uchwały? Na tę okoliczność firma ma asa w rękawie.
As w rękawie
Są nim pochodzące z Nowego Jorku Julius Bear Investment Management (6,54 proc.) i Julius Bear International Equity Fund (6,34 proc.). Mają pa- kiet większy niż NFOŚiGW. Nie uczestniczyły w walnym, ale mają przedstawiciela w radzie nadzorczej (Aleksander Neubauer).
Jeśli na walne wróci sprawa emisji akcji dla Autostrade, to właśnie amerykański inwestor przeważy szalę.
— Podwyższenie kapitału daje szanse na spłatę długów m.in. wobec skarbu państwa — mówi Mieczysław Skołożyński.
W 2006 r. Stalexport miał 528 mln zł przychodów i 1,9 mln zł zysku netto. Zadłużenie i rezerwy sięgają 400 mln zł.