Fundusze są, brakuje pionierów

Startupowy wyścig o palmę pierwszeństwa trwa. Tylko dlaczego krajowe firmy pozostają w końcówce peletonu?

Polski ekosystem startupowy nie wypada imponująco na tle międzynarodowej społeczności. W analizie firmy Deloitte jego dojrzałość została oceniona na 2,1 w skali od 1 do 4 punktów, czyli na poziomie „umiarkowanym”.

DO BIEGU, START:
Zobacz więcej

DO BIEGU, START:

Potrzebujemy jeszcze kilku lat, aby móc równać polski sektor startupowy z zachodnioeuropejskimi. Teraz nadrabiamy zaległości — zaznacza Paweł Bochniarz z MIT Enterprise Forum Poland. Grzegorz Kawecki

A na rozwój innowacji w kraju przekazanych zostało już wiele funduszy, kolejne płyną do innowatorów. Przeszliśmy od fazy bezpośredniego przekazywania pieniędzy pomysłodawcom w pamiętnym, mocno krytykowanym za brak efektów działaniu 8.1 programu Innowacyjna Gospodarka — poprzez działanie 3.1, które dla Polaków okazało się być bardziej lekcją przedsiębiorczości niż „fabryką” przełomowych technologii i innowacyjnych usług — aż po obecne działania Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (np. BRIdge Alfa) czy Polskiego Funduszu Rozwoju (np. PFR Starter FIZ), stawiające na pośrednictwo funduszy venture capital i finansowanie nowych projektów wspólnie z prywatnymi inwestorami.

Nadzieje rynku rozbudziły programy wsparcia funduszy korporacyjnych, jak PFR NCBR CVC czy realizowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości akcelerator ScaleUp, otwierający przed start-upami drzwi największych w kraju firm, w których mogą testować swoje rozwiązania. Dlaczego więc nie doczekaliśmy się jeszcze sukcesu na miarę zachodnioeuropejskich czy amerykańskich przedsiębiorców?

Inwestycyjna machina

Zdaniem Pawła Bochniarza, który w Polsce odpowiada za realizację MIT Enterprise Forum Poland, krajowy sektor startupowy rozwija się dynamicznie, ale ma też spore zaległości w porównaniu z ekosystemami z Izraela, krajów skandynawskich czy Europy Zachodniej. Nadrobienie strat wymaga czasu.

- W Polsce widoczna jest obecnie pewna dysproporcja między wielkością dostępnego kapitału na rozwój innowacji a liczbą wartościowych i inwestowalnych projektów. Nie jest to jedynie polska specyfika. Podobna sytuacja występuje przejściowo na wielu rynkach, w tym na tych dojrzałych, i przekłada się na okresowo wyższe wyceny start-upów. Zwykle po pewnym czasie podaż projektów "dogania" popyt i wyceny wracają do normy. W tej chwili jednak trudno uznać wyceny polskich start-upów za zawyżone, fundusze są w stanie znaleźć ciekawe projekty i bynajmniej nie przepłacają za nie – zaznacza Paweł Bochniarz.

Dodaje, że w przyszłości publiczne finansowanie będzie kierowane najprawdopodobniej w stronę instrumentów zwrotnych. Na razie jednak, zwłaszcza w kontekście inwestowania w projekty B+R, trudno oczekiwać, że biznes zechce wyłożyć prywatne pieniądze na wspieranie ryzykownych innowacji. Obecnie pomoc państwa jest wręcz niezbędna.

Biznes z dużym ryzykiem

Piotr Pietrzak, dyrektor ds. technologii i innowacji w firmie IBM, przypomina, że jedynie 10 proc. start-upów wspieranych inwestorskim kapitałem ma szansę z powodzeniem rozwijać się na rynku. Prawdopodobieństwo ich przetrwania wzrasta na kolejnych etapach, zwłaszcza gdy otoczone zostają dodatkową biznesową opieką inwestorów.

— Dostępne obecnie programy publiczne, w tym koncepcja PFR Starter, w dużej mierze wypełniają rynkową lukę kapitałową i kompetencyjną. Natomiast BRIdge Alfa zmniejsza ryzyko inwestycyjne związane z projektami badawczymi wpisującymi się w Krajowe Inteligentne Specjalizacje. Pod dyskusję można poddać poziomy tego finansowania — dysproporcje między nakładami inwestycyjnymi na badania w poszczególnych branżach są ogromne. Musimy jednak mierzyć siły na zamiary — twierdzi Piotr Pietrzak.

W Polsce kwoty „przydzielane” poszczególnym start-upom są wystarczające do rozwoju konceptów ICT, ale nie zawsze pozwalają na realizację prac B+R w zakresie np. medycyny. — Do projektów np. z sektora life science podchodzę z dużą cierpliwością, ale obawiam się nadpodaży kapitału finansowego na wczesnym etapie ich życia kosztem dostępności finansowania na kolejnych etapach — mówi Alexander Lubański, partner zarządzający w funduszu Black Pearls VC. Ale kapitał to jedno, a drugie — zaangażowanie przedsiębiorców.

— W dobie błyskawicznego dostępu do informacji opracowanie zupełnie nowej, nieznanej dotąd technologii jest wyjątkowo trudne. Postęp technologiczny wiąże się z poszukiwaniem sposobów na unowocześnienie lub wzbogacenie powszechnie znanych rozwiązań, o co walczy zwykle wiele firm jednocześnie. Wygrywają najbardziej zdeterminowane zespoły. Finansowanie może im ułatwić działanie, ale to głównie od nich samych zależy, czy dotrą do mety i które miejsce w wyścigu zajmą — mówi Piotr Pietrzak.

 

KOMENTARZ PARTNERA

Nadpodaż pieniądza, niedobór wiedzy

JOWITA MICHALSKA

założycielka i prezes fundacji Digital University

Polskim rynkiem start-upów zaczyna rządzić pewien paradoks. Pieniędzy dostępnych w ramach różnych rodzajów grantów, konkursów i programów jest tak dużo, że coraz trudniej znaleźć podmioty, w które naprawdę warto zainwestować. Termin „start-up” jest w Polsce odmieniany przez każdy przypadek. W ich innowacyjnym blasku chce się ogrzewać coraz więcej firm, oferując w zamian wsparcie finansowe, a czasem przestrzeń biurową. Każdy chce być obecnie „founderem” lub „inwestorem” start-upu, a przynajmniej móc powiedzieć, że jest dla nich mentorem.

Niestety, trend ten wynika częściej z chęci unowocześnienia własnego wizerunku, ewentualnie zarobku, niż prawdziwej chęci wsparcia środowiska startupowego. Firmy te mogą więc liczyć na pieniądze, ale o poważniejszym networkingu, dostępie do unikatowego know-how, wsparciu w rozwoju technologii zazwyczaj mogą zapomnieć. Rzadko który młody biznes technologiczny w ogóle ma świadomość, jak fundamentalne są te czynniki. Na początku drogi są one równie ważne, jak finansowanie — jeśli czasem nie ważniejsze. Start-up powinno oprzeć się przede wszystkim na ludziach, ich rozwoju, pasji i wiedzy. To w nich tkwi prawdziwa unikatowość, nie w samym biznesie, a już na pewno nie w pieniądzach. A ci ludzie powinni też mieć mnóstwo determinacji i odważnie budować firmę, nie zważając na niepowodzenia.

Jedna z najważniejszych na świecie organizacji edukacyjnych z zakresu innowacji i nowych technologii — Singularity University — powtarza do znudzenia, że inwestuje w ludzi, a nie w firmy.

Bo to oni są gwarantem jakości i powodzenia danego projektu. Tymczasem w Polsce mamy do czynienia z sytuacją, w której start-upy są wręcz obsypywane pieniędzmi, ignorując fakt, że do ich rozwoju bardziej przydałby się np. mentoring biznesowy z prawdziwego zdarzenia, poszerzenie wiedzy, usprawnienie technologii czy dostęp do zagranicznych ekspertów lub firm z podobnej branży. Nie zachłystujmy się każdą formą oferowanych pieniędzy, bo czasem — zamiast rozwijać — mogą nas wiązać. Podpatrujmy wzorce z rozwiniętych rynków (Stany Zjednoczone, Singapur, Tel Awiw, Berlin), uczmy się i szkolmy, inwestujmy w dostęp do know-how, który pozwoli nam zeskalować swój biznes.

I na koniec — szukajmy raczej partnerów niż inwestorów. Bądźmy zdeterminowani w osiągnięciu sukcesu. To dużo ważniejsze od wygranego konkursu czy otrzymania funduszy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Fundusze są, brakuje pionierów