Fundusze sięgają po firmy

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 19-01-2010, 00:00

Ubywa funduszy szukających w Polsce okazji do przejęć. To oznacza… więcej transakcji.

Strach przed kryzysem mija, czas na transakcje

Ubywa funduszy szukających w Polsce okazji do przejęć. To oznacza… więcej transakcji.

Na placu boju zostali tylko najbardziej zdeterminowani — to krajobraz na rynku private equity. 2009 r. miał należeć do nich. Banki zakręciły kurek z kredytami, bessa zatrzasnęła wrota giełdy. Fundusze miały być jedynym źródłem kapitału dla firm. Nic z tego — Polska uchroniła się przed recesją i wiele firm poradziło sobie bez wsparcia. A właściciele widząc niskie wyceny nie myśleli o sprzedaży. W efekcie fundusze mają mnóstwo pieniędzy i przeanalizowanych projektów. I ruszają na zakupy.

— Aktywnie szukamy firm do przejęcia. Chcielibyśmy zrealizować 3-4 transakcje. Bardzo nas interesuje konsolidowanie rynku w branżach, w których mamy już spółki — mówi Jacek Korpała, partner Arx Equity Partners.

Ambitne zamiary

W 2009 r. Arx Equity powiększył fundusz do 102 mln EUR, z czego zrealizował dwa przejęcia (sieć sklepów zoologicznych Kakadu i czeską klinikę okulistyczną). Najbardziej aktywni chcą utrzymać tempo.

— Chcemy powtórzyć ubiegłoroczny wynik i zrealizować 4-7 transakcji. Zainwestujemy łącznie około 20 mln EUR. W każdej branży wśród mniejszych firm można znaleźć coś ciekawego, dlatego patrzymy szeroko. Bardzo chcielibyśmy zrobić coś w informatyce, marzymy o firmie, która miałaby znany, rozpoznawalny produkt na skalę ogólnoświatową. Takim drugim AVG — mówi Rafał Bator, partner zarządzający Enterprise Venture Fund z grupy Enterprise Investors.

— Chcemy wydać na przejęcia około 500 mln EUR. Ambicją biura w Warszawie jest, by połowa została zainwestowana w Polsce. Chcemy zrealizować tu 2-3 transakcje, w kilku projektach jesteśmy zawansowani. Wolimy kupować spółki z sektorów, w których mamy doświadczenie, ale nie wykluczamy inwestycji w zupełnie nowym obszarze. Jednym z sektorów, który chcemy konsolidować w Polsce, są laboratoria medyczne — mówi Jozef Janov, partner zarządzający Penta Investments na Polskę.

Maleje konkurencja

Pod presją są warszawskie biura dużych globalnych funduszy, m.in. Advent, Bridgepoint, Riverside, którym od kilku lat w Polsce nic nie udało się kupić.

— Fundusz nie może nie robić transakcji przez dwa lata. To nie ten biznes. Kryzys zweryfikował jakość transakcji i zespołów zarządzających. Mam nadzieję, że w 2010 r. będzie ich więcej niż w 2009 r. Tym bardziej że teraz jest dobry moment na inwestycje i rozwój firm — mówi Rafał Bator.

Duzi widzą szansę na przełom — Advent stara się o WSiP.

— Po dwuletnim przestoju na rynku private equity w Polsce ten rok będzie powrotem do zwiększonej aktywności funduszy. Sprzyja m.in. zamykanie luki cenowej, czyli kompromis między oczekiwaniami sprzedających oraz funduszy co do wycen spółek. Nie bez znaczenia jest również fakt, że niektóre międzynarodowe fundusze wycofują się z Polski. Mniejsza konkurencja oznacza lepszą pozycję negocjacyjną i bardziej racjonalne ceny. Jednak sporego wzrostu transakcji możemy się spodziewać dopiero w 2011 r. — mówi Adam Pietruszkiewicz, wiceprezes Riverside w Polsce.

W 2009 r. Carlyle Group zamknął biuro. Zainteresowanie osłabło też wśród funduszy, które polski rynek monitorowały z Londynu. Co będzie z innymi, zależy od liczby firm wystawionych na sprzedaż.

— Potencjalnych transakcji wciąż będzie mało. Rynek bardzo się zmienił, wcześniej fundusze zarabiały głównie na kupowaniu w atrakcyjnej cenie i sprzedawaniu drożej po tym, jak wzrosły wyceny. Teraz trzeba mieć pomysł na firmę i dużo się napracować, by udało się go zrealizować. Dlatego przewagę mają fundusze, które mają dobre zespoły w lokalnych biurach i są zaangażowane w zarządzanie — mówi Jozef Janov.

Łatwiej rozmawiać o cenie.

— Wciąż jest rozbieżność w sprawie wycen, choć zmalała z 50-100 proc. do 20-30 proc. A to już poziom, przy którym można negocjować — mówi Rafał Bator.

Za dużo funduszy, za mało firm na sprzedaż

Dominik Olszewski, partner Saski Partners

Na polskim rynku private equity jest duża konkurencja między funduszami przy braku wystarczającej liczby projektów o odpowiedniej skali i jakości gwarantującej oczekiwane stopy zwrotu. To problem strukturalny i w 2010 r. nie należy oczekiwać gwałtownej zmiany.

Polski rynek może obecnie być trudny, zwłaszcza dla globalnych firm private equity, które są zainteresowane sporymi transakcjami (powyżej 100 mln EUR), bo takie u nas nadal są rzadkością. Bardziej interesujący może być dla regionalnych i lokalnych funduszy, które gotowe są inwestować w mniejsze projekty (poniżej 50 mln EUR) i posiadają silną lokalną sieć kontaktów pozwalającą identyfikować potencjalne cele. Przyszłość rynku w Polsce zależy również od tego, jak będą kształtować się notowania na giełdzie. Jeśli obecny trend się utrzyma i na stałe powrócą wzrosty, to liczba transakcji na rynku private equity nie będzie wysoka. Przedsiębiorcy będą szukać źródeł kapitału na giełdzie, a nie we współpracy z funduszem. Natomiast jeśli wyceny na parkiecie będą niesatysfakcjonujące i szanse na udane IPO niewielkie, to właściciele będą bardziej skłonni do współpracy z funduszami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu