O zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na zarządzanie funduszami stara się 8 towarzystw funduszy inwestycyjnych. Paleta możliwości pomnażania pieniędzy może więc wkrótce znacząco się powiększyć, warto więc przy okazji sprawdzić, czy na rynkowych debiutantów warto stawiać — zwłaszcza że w przeciwieństwie do starszych rywali młodych funduszy nie da się ocenić na podstawie dotychczasowych osiągnięć inwestycyjnych.

Lekcja z historii
Każdemu nowemu powiernikowi, który pojawia się na rynku, zależy, żeby w początkowym okresie działalności wypaść jak najlepiej. Korzyści są oczywiste. Wysokie stopy zwrotu działają jak magnes na klientów, wiec otwierają wrota sprzedażowe. Dodatkowo TFI wyrabia sobie markę, a potem może odcinać kupony. Kluczem do sukcesu takich funduszowych debiutantów są niewielkie aktywa. Dzięki małym portfelom ich zarządzający mogą elastycznie zmieniać alokację bez względu na warunki rynkowe, a nawet inwestować w niepłynne aktywa. Dodatkowo, portfele nie są skażone problematycznymi spółkami i zaszłościami. To przynosi wymierne rezultaty. Amplico Akcji, który wystartował w przededniu wieloletniej hossy, czyli w 2004 r., po roku działalności zarobił prawie 32 proc. — najwięcej w grupie. Noble Fund Akcji, który pierwszych zakupów na giełdzie dokonał na przełomie listopada i grudnia 2006 r., po dwunastu miesiącach „dowiózł” 37 proc. zysku, czyli o ponad połowę więcej niż drugi w kolejce, czyli Legg Mason. Taka prawidłowość pojawiała się przez ostatnie 16 lat. Według wyliczeń Analiz Online, funduszowi nowicjusze z grupy akcji polskich uniwersalnych bili w tym czasie starszych rywali średnio o 9 pkt. proc. w skali roku.
Roczny rajd
Od 2012 r. powstało 8 nowych TFI, z czego 5 skierowało ofertę do klientów detalicznych. Analiza wyników funduszy akcji i obligacji po ich pierwszym roku działalności również tym razem potwierdza, że opłacało się postawić na młode portfele, ale już w kolejnym roku lepiej było zarządzić ewakuację. Znamiennym przykładem jest Caspar Akcji Polskich, który wystartował w listopadzie 2012 r. i od razu popłynął na fali hossy w segmencie małych i średnich spółek. Zamknął 2013 r. z wynikiem czterokrotnie wyższym niż rywale, bo sięgającym prawie 46 proc. W ubiegłym roku spadł na samo dno zestawienia, tracąc prawie 15 proc. Mimo że zarządzający ma usprawiedliwienie, bo przyczyną problemów była słabość segmentu giełdowych małych i średnich spółek (sWIG80 zanurkował o ponad 15 proc.), to i tak klientom ciężko było przełknąć gorzką pigułkę, zwłaszcza gdy pozostałe fundusze straciły średnio trzy razy mniej. Tę samą historię można opowiedzieć o Open Finance TFI, które również zadebiutowało przed dwoma laty i z początku błyszczało na rynku obligacji. W 2013 r. fundusz Open Finance Obligacji zarobił 4,7 proc., dwukrotnie podbijając średnią stawkę w grupie. Rok później zyskał 3,7 proc., o 3 pkt. proc. mniej niż rywale. Spore nadzieje można więc wiązać z wynikami najświeższych debiutantów, czyli Amundi TFI i MM Prime TFI. Na razie Amundi Obligacji od początku działalności (marzec 2014 r.) zyskuje 9,7 proc. i dystansuje rywali o 3 pkt. proc. W tym czasie do portfeli TFI rodem z Francji trafiło ponad 350 mln zł. O tym, że to właśnie stopy zwrotu są najsilniejszą kartą przetargową, przekonało się Caspar TFI. Firmie nie powiódł się plan zebrania 100 mln zł do końca 2013 r., a w 2014 r. portfele, zarządzane przez to TFI, zasiliło zaledwie 1,5 mln zł świeżej gotówki z ponad 11 mld zł, które trafiło w tym czasie do funduszy detalicznych. Ogółem aktywa netto Caspara spadły w ubiegłym roku o 0,3 proc., do 86,8 mln zł. Szturmem rynek zaatakowało natomiast Open Finance TFI, które od początku istnienia przyciągnęło do swoich portfeli prawie 3,4 mld zł. Cel, czyli 1 mld zł do końca 2013 r., został więc zrealizowany z nawiązką. Gwoli sprawiedliwości trzeba zaznaczyć, że poza wynikami liczą sie też mocne plecy sprzedażowe. Za Open Finance TFI stoi grupa kapitałowa, Caspar takiego wsparcia nie ma.
W kolejce po licencję na zarządzanie
Moda na tworzenie TFI to pochodna sprzyjających warunków rynkowych. Powiernicy chcą zapolować na miliardy złotych, które zalegają na nisko oprocentowanych depozytach. I choć rynek jest bardzo rozdrobniony, to zdaniem specjalistów wciąż jest miejsce na nowe podmioty. Z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, że w kolejce po zgodę KNF czeka 8 TFI, z czego zaledwie jedno chce zarządzać funduszami otwartymi. Nie wiadomo, czy już w 2015 r. wszystkie te podmioty zaczną działalność, bo droga do uzyskania licencji jest długa i trwa co najmniej rok. Wiadomo jednak, że większość nowych powierników ma chrapkę na klientów zamożnych. Nie inaczej jest więc w przypadku MacroMoney TFI Macieja Wiśniewskiego (poprzednio Investors TFI), który ofertę skieruje do ludzi z najgrubszym portfelem, a fundusze będą inwestować globalnie. Querton TFI założone przez Piotra Grabowskiego (poprzednio Copernicus Capital) zaoferuje fundusze zamknięte skierowane do zamożnych inwestorów, fundusze funduszy oraz niszowe produkty, oparte na alternatywnych strategiach i klasach aktywów. Corum TFI, czyli nowa firma Grzegorza Mielcarka (dawniej Investors TFI), planuje wprowadzić fundusze alternatywne oraz absolutnej stopy zwrotu. Ofertę skieruje do inwestorów, dysponujących aktywami o wartości minimum 1 mln zł. W kolejce po licencję czeka także Horizone TFI, którego twórcą jest Maciej Jakubiec — obecnie partner zarządzający w firmie Quantuum, specjalizującej się w doradztwie gospodarczym i strategicznym, a także Everest TFI założone przez Piotra Sieradzana (byłego prezesa Pocztylion-Arka PTE), który ma w planach utworzenie funduszu zamkniętego, stosującego autorską strategię aktywnej alokacji. W KRS zarejestrowane są także Astron TFI oraz TYR TFI. [JAG]
W kolejce po licencję na zarządzanie
Moda na tworzenie TFI to pochodna sprzyjających warunków rynkowych. Powiernicy chcą zapolować na miliardy złotych, które zalegają na nisko oprocentowanych depozytach. I choć rynek jest bardzo rozdrobniony, to zdaniem specjalistów wciąż jest miejsce na nowe podmioty. Z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, że w kolejce po zgodę KNF czeka 8 TFI, z czego zaledwie jedno chce zarządzać funduszami otwartymi. Nie wiadomo, czy już w 2015 r. wszystkie te podmioty zaczną działalność, bo droga do uzyskania licencji jest długa i trwa co najmniej rok. Wiadomo jednak, że większość nowych powierników ma chrapkę na klientów zamożnych. Nie inaczej jest więc w przypadku MacroMoney TFI Macieja Wiśniewskiego (poprzednio Investors TFI), który ofertę skieruje do ludzi z najgrubszym portfelem, a fundusze będą inwestować globalnie. Querton TFI założone przez Piotra Grabowskiego (poprzednio Copernicus Capital) zaoferuje fundusze zamknięte skierowane do zamożnych inwestorów, fundusze funduszy oraz niszowe produkty, oparte na alternatywnych strategiach i klasach aktywów. Corum TFI, czyli nowa firma Grzegorza Mielcarka (dawniej Investors TFI), planuje wprowadzić fundusze alternatywne oraz absolutnej stopy zwrotu. Ofertę skieruje do inwestorów, dysponujących aktywami o wartości minimum 1 mln zł. W kolejce po licencję czeka także Horizone TFI, którego twórcą jest Maciej Jakubiec — obecnie partner zarządzający w firmie Quantuum, specjalizującej się w doradztwie gospodarczym i strategicznym, a także Everest TFI założone przez Piotra Sieradzana (byłego prezesa Pocztylion-Arka PTE), który ma w planach utworzenie funduszu zamkniętego, stosującego autorską strategię aktywnej alokacji. W KRS zarejestrowane są także Astron TFI oraz TYR TFI. [JAG]