Niektóre technologie okołoserwerowe wydają się dziś wizjami fantastów. Ale na rynek mogą trafić szybciej niż się wydaje.
W jednej z polskich instytucji działa system chłodzenia serwerowni firmy Emerson typu Hiross U-65A. Ta enigmatyczna dla laika nazwa oznacza, że ma ponad trzydzieści lat. Został zainstalowany dokładnie w 1976 r. Nie znaczy to jednak, że w technologiach okołoserwerowych nic się przez lata nie zmieniło. Przeciwnie — producenci systemów zasilania, chłodzenia i szaf przemysłowych wciąż pracują nad nowymi rozwiązaniami.
Firma Rittal sugeruje np., że podbiegunowy śnieg może upstrzyć się niepozornymi budynkami serwerowni, których chłodzenie będzie niezwykle tanie, bo wykorzysta zimne powietrze z otoczenia budynku. Zarządzanie obiektem będzie się zaś odbywało za pomocą specjalnego oprogramowania, które pozwoli administratorom nadzorować serwerownię z odległości setek kilometrów.
— Wizja centrów danych na Grenlandii to bardziej prezentacja możliwości technicznych niż coś, co należy rozumieć dosłownie. Ale naprawdę serwerownia nie musi się znajdować w siedzibie firmy, by dobrze działała —zauważa Paweł Jerzak z polskiego oddziału firmy Rittal.
Jest przekonany, że w przyszłości na wybór lokalizacji centrów obliczeniowych nie będzie wpływała bliskość użytkowników, ale możliwość taniego zapewnienia zasobów niezbędnych do pracy komputerów — źródeł prądu lub niskiej temperatury otoczenia.
Inni producenci wyposażenia centrów danych też pracują nad oprogramowaniem, które będzie monitorowało wszelkie aspekty działania centrów danych, aż po prowadzenie analiz działania obiektu.
Magiczne okulary
Nikt nie neguje konieczności wejścia informatyka do serwerowni w celu usunięcia awarii. Przedstawiciele firm produkujących wyposażenie centrów danych zwracają jednak uwagę, że w związku z wirtualizacją informatyk nie musi interweniować bezpośrednio po awarii. Wirtualizacja sprawia bowiem, że przeciętny użytkownik może nawet nie zauważyć, że coś się stało. Wszystkie systemy, z których korzysta, mogą po prostu zostać przeniesione na inną maszynę wirtualną i nadal sprawnie działać.
— W sensie fizycznym awarię można usunąć w 24 czy 48 godzin. A to pozwala nie zatrudniać informatyka w każdej serwerowni, bo w tym czasie zdąży dojechać z innego miasta. Z punktu widzenia firm, które mają kilka małych serwerowni, na dodatek nawzajem się backupujących, nie ma ekonomicznego uzasadnienia, by utrzymywać w każdej stałą obsługę — uważa Bartosz Biernacki, dyrektor działu sprzedaży precyzyjnych systemów wentylacji w polskim oddziale Emerson Network Power.
— Brak obsługi upraszcza życie, a także ogranicza pole ludzkich błędów. Z reguły nie zawodzi bowiem technika jako taka, tylko technika źle obsługiwana przez człowieka — dodaje Paweł Jerzak.
Serwisowanie centrów danych ma być w przyszłości wspierane nie tylko przez oprogramowanie do zdalnego monitorowania obiektów, ale też przez produkty o fizycznej postaci. Rittal pracuje np. nad goglami, które pozwolą informatykowi w serwerowni znaleźć popsuty element bez wcześniejszej diagnostyki z wykorzystaniem oprogramowania. W specjalnych okularach taki element nabierze po prostu innego koloru niż urządzenia, z którymi wszystko jest w porządku.
Ile czasu mija od rozpoczęcia prac nad nową technologią do jej sprzedaży? Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi.
— Staramy się opracowywać nowatorskie rozwiązania, gdy tylko są technicznie wykonalne. Zanim skierujemy je do sprzedaży, musimy być pewni, że nie narażą klientów na jakieś niebezpieczeństwo, a nabywcy muszą być przygotowani na praktyczne zastosowanie tych produktów — podkreśla Maciej Mączyński, wiceprezes ds. sektora informatycznego w polskim oddziale firmy Schneider Electric Polska.
Podaje przykład ogniw paliwowych, czyli czegoś w rodzaju silnika produkującego energię elektryczną z wodoru i tlenu. Pierwszy składuje się w butlach podobnych do tych znanych z szpitali, drugi jest pobierany z powietrza. To rozwiązanie dla serwerowni, w których nie można zainstalować agregatu prądotwórczego ani odpowiednio mocnych akumulatorów do zasilaczy awaryjnych.
— Minęły prawie trzy lata od wprowadzenia ogniw paliwowych do oferty do momentu, gdy znalazł się na nie pierwszy klient — informuje Maciej Mączyński.
Kółko zamiast baterii
Schneider Electric pracuje nad kolejnymi pomysłami. Jeden z nich to wykorzystanie energii kinetycznej w pracy zasilaczy awaryjnych. Akumulatory mają być w nich zastąpione kołami obracającymi się w próżni (dla zmniejszenia oporu toczenia). Po wyłączeniu prądu koło jak dziecinny bączek po odjęciu ręki będzie się jeszcze jakiś czas obracało i oddawało energię wystarczająco długo jak na standardy pracy zasilacza awaryjnego.
— Nikt nie wie na 100 procent, czy i kiedy takie urządzenia zostaną wprowadzone na rynek. Ale prototyp już widziałem — zapewnia Maciej Mączyński.
Czekamy zatem na realizację tego i innych pomysłów firm produkujących wyposażenie serwerowni. Bo postęp techniczny jest w ich produktach wcale nie mniejszy niż w samych serwerach. A może nawet większy? l