G2A szykuje się na giełdę

Nowy Jork, Londyn czy Hongkong — rzeszowski E-bay z grami, którego sprzedaż przekracza 1 mld zł, zastanawia się, który parkiet wybrać

Ponad cztery lata temu, w lutym 2012 r., Asseco Poland ogłosiło, że wybiera się na amerykańską giełdę NASDAQ. Ostatecznie z tych planów nic nie wyszło i gigant IT z Rzeszowa nie został jedyną spółką z Polski notowaną na najważniejszym technologicznym rynku świata.

Zobacz więcej

Błyskawicznie rosnąca internetowa platforma z grami w przyszłym roku zdecyduje, czy pójdzie na giełdę. W gre wchodzą Nowy Jork, Londyn i Hongkong — na pewno nie Warszawa Maciej Goclon

Marzenie Asseco ma szansę spełnić jego sąsiad zza miedzy: firma G2A, która na NASDAQ może trafić za dwa-trzy lata. — Rozpoczęliśmy przygotowania do wprowadzenia firmy na giełdę — mówi Bartosz Skwarczek, prezes i jeden z dwóch założycieli G2A, spółki handlującej grami komputerowymi.

Wejście na giełdę nie jest jeszcze przesądzone. To jeden z trzech pomysłów na dalszy rozwój (dwa pozostałe to wpuszczenie inwestora finansowego oraz rozwój oparty na własnym kapitale). Decyzja zapadnie w przyszłym roku. Co ciekawe — rzeszowska firma odrzuciła możliwość debiutu na GPW w Warszawie. — To lokalny rynek, który ma problemy z odpowiednią wyceną wysoko innowacyjnych spółek technologicznych, do których my się zaliczamy — wyjaśnia Bartosz Skwarczek.

Wielkie parkiety

G2A celuje w trzy czołowe giełdy świata: LSE w Londynie, NASDAQ w Nowym Jorku oraz parkiet w Hongkongu. Ostatni wybór nie powinien dziwić, bo choć biznesowe serce firmy bije w Rzeszowie, to jedna z jej spółek działa w Hongkongu. Zdaniem prezesafirmy, jest to jedno z najlepszych obecnie miejsc do prowadzenia biznesu na świecie, a ponadto okno do Azji. To największy rynek w branży, w której działa G2A.

Rzeszowska firma to kolejny przedstawiciel błyskawicznie rozwijającej się branży gier komputerowych. W przeciwieństwie do CD Projektu czy Techlandu główny biznes G2A nie polega na produkcji czy wydawaniu gier. Spółka nimi handluje. Jej główny biznes to internetowa platforma, która umożliwia wtórny obrót grami. Bliżej jej do takich serwisów aukcyjnych, jak eBay czy Allegro.

— Oferujemy miejsce, w którym gracze mogą sprzedać niechciane cyfrowe kluczedo gier. Chodzi oczywiście o produkty nowe, które nie były aktywowane — wyjaśnia Bartosz Skwarczek.

Choć firma powstała zaledwie sześć lat temu, to ma już ponad 12 mln klientów w ponad 150 państwach. Za jej pośrednictwem handlują oni ponad 50 tys. tytułów oraz innymi rzeczami związanymi z tą formą rozrywki, przez G2A można np. sprzedać wirtualne dobra z gier. Ten rok spółka zamierza zamknąć sprzedażą w wysokości 280 mln USD, czyli ponad 1,1 mld zł. Głównym celem G2A jest dalszy błyskawiczny wzrost skali prowadzonego biznesu.

Dla jego szybkiej realizacji w firmie powstało 10 projektów rozwojowych, z których najważniejszym jest G2A Pay. Za tą nazwą kryje się globalna platforma, która obsługuje aż 150 sposobów zapłaty za zakupy w sieci, dostępne w 170 państwach. Choć początkowo powstała do obsługi płatności platformy gier, to w połowie roku firma postanowiła udostępnić jaką jako samodzielny produkt. Obecnie korzysta z niej już 200 sklepów internetowych na świecie. — W przyszłym roku zamierzamy mocno postawić na dalszy rozwój G2A Pay. Docelowo fintech ma stać się naszą drugą nogą biznesową — mówi Bartosz Skwarczek.

Ręka na pulsie

Pierwszą nogą pozostanie pośrednictwo w obrocie cyfrowymi dobrami kultury. Choć matecznikiem firmy są gry komputerowe i nadal będą najważniejszym towarem, którym będzie się handlować na należącej do niej platformie, to zamierza ona rozszerzać asortyment o każde dobro, które można sprzedać w modelu cyfrowym.

Najprostszy przykład to e-booki czy filmy. G2A zamierza ponadto trzymać rękę na pulsie i umożliwiać obrót każdą nowością, która pojawi się w internecie, a o jej sprzedaży nikt jeszcze nie myśli. Doskonałym przykładem jest szybko rozwijający się rynek cyfrowych rzeczy, które komputerowi gracze dostają podczas rozgrywki, a już można nimi handlować za pośrednictwem platformy G2A. Realizacja tych planów pociągnie za sobą wzrost zatrudnienia.

Obecnie G2A zatrudnia 700 osób, z których zdecydowana większość pracuje w Rzeszowie (spółka ma jeszcze oddziały w Hongkongu, Chinach, Indiach i Holandii), w przyszłym roku planuje zatrudnić jeszcze 600. — Powoli wyczerpują się nasze możliwości kadrowe w Rzeszowie, dlatego otwieramy oddziały w Krakowie i Warszawie, w których zatrudnimy programistów — mówi Bartosz Skwarczek. Kierowana przez niego firma przymierza się także do uruchomienia biura w USA. © Ⓟ

OKIEM ANALITYKA

Globalny liderzy

JAROSŁAW FRONTCZAK

główny analityk handlu detalicznego w PMR

ostatnich latach obserwujemy

W potężny przyrost przychodów największych graczy e-commerce na świecie. Chodzi nie tylko o sprzedaż dóbr trwałych, ale także o przychody związane z usługami. Jeszcze kilka lata temu takie firmy, jak Amazon Prime, Netflix, Spotify czy Steam, praktycznie nie istniały i mało kto wyobrażał sobie zakup gry komputerowej, muzyki czy filmów przez internet. Dziś te wszystkie podmioty są nie tylko rozpoznawalnymi markami, ale także globalnymi liderami w swoich segmentach. Jako analityk rynku handlu detalicznego nie chciałbym zajmować się wyceną G2A czy też oceną zainteresowania inwestorów rzeszowską firmą. Na pewno jednak jej strategia wydaje się ciekawa i dopasowana do obecnie panujących trendów na rynku e-commerce.

OKIEM PRODUCENTA

To gracze wybierają

ŁUKASZ ROSIŃSKI

członek zarządu The Farm 51

Jesteśmy jednym z pierwszych producentów gier, który zdecydował się na współpracę z firmą G2A i sprzedaż swoich produktów za pośrednictwem jej platformy. Choć nasza decyzja była początkowo źle przyjęta przez część branży, rynek nie może bagatelizować kanałów sprzedaży, które wybierają gracze. G2A dostrzegło niszę na rynku cyfrowej dystrybucji gier i ją zagospodarowało. Daje graczowi możliwość odsprzedaży niechcianej, a nawet używanej gry. W takiej sytuacji deweloper ma dwa wyjścia: dalej bagatelizować wtórny rynek i narzekać, że na nim nie zarabia, albo też przyłączyć się do takich platform jak G2A i na nim zarabiać. Moim zdaniem, nie ma odwrotu od takich miejsc, bo sami gracze chcą z nich korzystać. Nie chodzi tylko o odsprzedaż gry, ale także o możliwość jej zakupu po niższej cenie niż w oficjalnej dystrybucji. Oczywiście uderza to w interesy deweloperów i wydawców, ale to gracze mają decydujący głos przy wyznaczaniu kierunku rozwoju rynku.

JUŻ PISALIŚMY

„PB” z 7 lipca 2016 r.

SKAZA NA WIZERUNKU: O rzeszowskiej firmie zrobiło się w globalnej branży gier komputerowych głośno w czerwcu, kiedy tinyBuild, jeden z małych, niezależnych deweloperów, oskarżył G2A o nieuczciwe praktyki i działalność w szarej strefie obrotu grami. Podstawą miała być sprzedaż na platformie G2A znaczącej liczby jego gier po niskiej cenie, co miało go narazić na straty. O sprawie szeroko informowały najważniejsze media branżowe. Polska firma broniła się, twierdząc, że nie ma nic wspólnego ze sprawą, a tinyBuild nie jest w stanie wskazać, o które konkretnie gry chodziło. Bartosz Skwarczek, szef G2A, przyznaje, że konflikt z tinyBuild sprawił, że spółka zaczęła przywiązywać wagę do wizerunku. Rozpoczęła także współpracę z niezależnymi deweloperami, którzy mogą otworzyć na jej platformie własne sklepy z grami. W ten sposób chce uniknąć podobnych przypadków w przyszłości.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / G2A szykuje się na giełdę