Gabinet ten sam, ale nie taki sam

opublikowano: 11-11-2019, 22:00

Podobnie jak cztery lata temu, PiS ogłosiło skład nowej Rady Ministrów z partyjnej siedziby przy ul. Nowogrodzkiej, uprzedzając inaugurację kadencji Sejmu i Senatu przy ul. Wiejskiej oraz zaprzysiężenie gabinetu w Pałacu Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu.

Prezes Jarosław Kaczyński przypomniał, który adres jest absolutnie najważniejszy. To stara świecka tradycja z korzeniami w PRL — kadry najpierw zatwierdza politbiuro przewodniej partii, a później konstytucyjne organy formalnie dostawiają pieczątki.

Krzysztof Tchórzewski jest rozgoryczony zniknięciem jego ministerstwa, w którym udało mu się przeżyć całą kadencję.
Zobacz więcej

Krzysztof Tchórzewski jest rozgoryczony zniknięciem jego ministerstwa, w którym udało mu się przeżyć całą kadencję. Fot. Adam Chełstowski

W konstrukcji nowego gabinetu Mateusza Morawieckiego charakterystyczne są dwa zjawiska. Stabilizacja strukturalna i personalna w bloku siłowo-politycznym — MON, MSW, MSZ, MS, a także m.in. MKiDN, MEN — oraz rozsypanie i układanie na nowo bloku gospodarczego, chociaż i w nim niektóre resorty trwają, m.in. MF, MI, MRiRW. W kontekście reorganizacji warto przypomnieć program PiS sprzed czterech lat: „Ze względu na strategiczne znaczenie bezpieczeństwa energetycznego powołamy do życia Ministerstwo Energetyki, które przejmie kompetencje rozproszone między różne agendy”. Czy obecna likwidacja tego resortu oznacza, że bezpieczeństwo energetyczne straciło już strategiczne znaczenie? Albo taki zapis: „Przeniesienie nadzoru właścicielskiego nad spółkami o kluczowym znaczeniu do ministerstw branżowych uczyni zbędnym istnienie Ministerstwa Skarbu Państwa”. Przyczyną chaosu w spółkach stała się walka różnych koterii PiS o stołki i pieniądze. Aż strach pomyśleć, jak będzie przebiegało zabieranie resortom owych konfitur przez neo-MSP o niesprecyzowanej jeszcze nazwie. Wyobraźmy sobie np. wyrwanie Polskiej Grupy Zbrojeniowej, czyli najczystszej przemysłówki, z rąk ministra Mariusza Błaszczaka…

Powrotem do przeszłości będzie także reorganizacja polityki unijnej. Awansowanie Konrada Szymańskiego z sekretarza stanu na ministra konstytucyjnego — czyli równego szefowi MSZ — to nic nowego, taką rangę miała np. Danuta Hübner w rządzie Leszka Millera przed naszą akcesją do UE. Usytuowanie unijnego ministra w KPRM będzie nawiązaniem do Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, wchłoniętego przez MSZ w 2010 r. Déją vu wywołuje także oddzielenie sportu od turystyki, znowu uznanej za dział gospodarczy. Nie tylko w III RP, lecz nawet w PRL obie dziedziny doświadczyły już kilku administracyjnych ożenków i rozwodów. Notabene premierowi do tej pory nie udało się znaleźć nowego ministra, najlepiej byłego sportowca, ale koniecznie wiernego ideowo. Wobec tego rzucam propozycję — Agnieszka Radwańska.

Zmiany w strukturze rządu wymagają kilkudziesięciu zmian w różnych aktach legislacyjnych.

Rozporządzenia to jurysdykcja samego gabinetu, ale tknięcie tzw. działów administracji rządowej wymaga już drogi ustawowej. I to może być pierwsza rafa PiS w razie sfinalizowania się skutecznego paktu opozycyjnego w Senacie. Jeśli marszałkiem rzeczywiście zostanie profesor Tomasz Grodzki, to pierwsze brutalne zderzenie rządu ze zmienioną rzeczywistością nastąpi właśnie w procedurze jego reorganizacji. Na rozpatrzenie ustawy wpływającej z Sejmu druga izba ma konstytucyjne 30 dni, zatem władcy kraju będą musieli zapomnieć o wykonywaniu przez Senat rozkazu prezesa „bez poprawek” w 30 godzin…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu