Niełatwo kupić firmę w Europie Zachodniej. Producent klamek próbuje od dwóch lat. Bez skutku.
Roman Karkosik przeciera szlaki i przejmuje firmy z Europy Zachodniej. W jego ślady chce iść więcej przedsiębiorców. We Wrocławiu odbyło się seminarium o tym, jak kupować spółki z Niemiec czy Włoch. Ale wiedza i entuzjazm to za mało — wynika z doświadczeń firmy Gamet, producenta klamek i akcesoriów meblowych z portfela Enterprise Investors. Od dwóch lat próbuje ona bezskutecznie przejąć rywala z Europy Zachodniej.
— Choć ze względu na kryzys właściciel wstrzymał nasze wejście na giełdę, to nawet w 2008 r. byliśmy w stanie przejmować. Od tego czasu rozmawialiśmy z ponad 20 producentami klamek z Włoch, czterema producentami akcesoriów meblowych w Niemczech, po jednym z Belgii i Szwecji oraz dwoma z Hiszpanii. Negocjacje zakończyły się niepowodzeniem — mówi Krzysztof Pióro, prezes Gametu.
Tylko raz Gamet był o krok od przejęcia producenta akcesoriów meblowych z Niemiec. Ktoś jednak przebił ofertę.
Hale to przeszłość
Najważniejszy powód fiaska: rodzinne firmy, budowane od pokoleń, trudno sprzedać obecnym właścicielom za odpowiednią cenę. Dlatego warto w negocjacjach jak najwcześniej ustalić oczekiwania.
— Zdarza się, że trzykrotnie przewyższają naszą ofertę — wyjaśnia Krzysztof Pióro.
Rozbieżność bierze się stąd, że Gamet chce kupować rynki, a nie fabryki.
— Właściciele firmy mówią, że chcę im zapłacić na przykład 4 mln EUR, a tyle, ich zdaniem, warte są same hale i grunty. Jeden z niemieckich menedżerów powiedział kiedyś: "Ja pana rozszyfrowałem, panie Pióro. Pan chce kupić moją firmę i przejąć rynek, a produkcję przenieść do Polski". To było dla niego odkrycie, dla mnie oczywistość — mówi prezes Gametu.
Przez ostatnich pięć lat Gamet zainwestował 45 mln zł w centrum logistyczne i fabrykę. Ma dziś dwa zakłady, z których jeden nie wykorzystuje w pełni mocy produkcyjnych. Firma jest największym w Europie producentem elementów zdobienia, które sprzedaje w 15 krajach, m.in. Niemczech, Włoszech, USA, Wielkiej Brytanii, Rosji i krajach byłego ZSRR. W 2009 r. miała 115 mln zł skonsolidowanych przychodów, 13,7 mln zł EBITDA i 6,2 mln zł zysku netto.
Klamka nie zapadła
Zdaniem prezesa Gametu, często determinacja właścicieli jest tak duża, że prędzej zbankrutują, niż sprzedadzą firmę.
— Hiszpańska firma Egoki była gotowa do rozmów na naszych warunkach dopiero w momencie, gdy było wiadomo, że bankrutuje. Niektóre włoskie firmy, z którymi rozmawiamy, mają dramatyczną sytuację. Jeśli się nie wykaraskają, będziemy mieli szanse na zajęcie ich rynków, ale nie życzę im źle. To gra, a nie wojna — podkreśla Krzysztof Pióro.
Przyznaje, że dobrą stroną poszukiwań jest to, że zna dziś osobiście prawie wszystkich właścicieli firm w Europie. Są w kontakcie. A nuż dojrzeją do sprzedaży…